shadowhunters
Wszystko skończyło się szczęśliwie. Demoniczny kielich został zniszczony, Mroczni Nocni Łowcy pokonani, a nowe porozumienia zawarte. Na świecie zapanował pokój, a wszyscy uradowani opuścili Idrys wracając do swoich Instytutów. Głos w Twojej głowie zaśmiał się. Najlepiej by było, gdyby Demony nie ruszały się ze swojego wymiaru i nie atakowały, biednych, głupich Przyziemnych. My, Nocni Łowcy, stworzeni przez Anioła Razjela, mamy brać na swoje barki ciężar tego świata, zapobiegając wszelkim konfliktom i wojnom. Ulepszeni runami i nafaszerowani treningami, walczymy z demonami i Podziemnymi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yennefer Waters. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yennefer Waters. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Butelka się kreci i kręci - Góry, Dzień IV

Melissa   Rebecca   Marlene   Matthew   Castiel   Yennefer  Kai  Nicoletta   Jasmine   Jared   James

Cały dzień przeleżała w łóżku i, gdy skończyła książkę, uznała, że najwyższa pora wstać. Położyła lekturę na szafkę i wygrzebała się z kołdry - drugim i ostatnim, ciepłym miejscu w tym domku. Łóżka koło niej były puste. Cóż się dziwić, bliżej było do kolacji niż do śniadania. Mel zmieniła ubranie i wyszła z pokoju. Nie usłyszała rozmów z dołu. Wszyscy udali się pewnie na stok, albo na pobliskie lodowisko. Otworzyła drzwi prowadzące do pokoju Nate'a i Set'a, chcąc sprawdzić czy jeszcze żyją. Obaj spali i wyglądali jakby mieli gorączkę. Melissa pielęgniarką nie była, więc po prostu dała im spokój. Podeszła do kolejnego pokoju i zapukała. - Becka? Jesteś tam? - Przyłożyła ucho i nasłuchiwała. Miała nadzieję, że ktoś jednak został. Nie szukała osoby, z którą mogłaby wyjść na dwór i ponaparzać się śniegiem. Po prostu chciała z kimś zamienić parę słów.
Becka leżała na łóżku rozkoszując się spokojem. Większość towarzystwa gdzieś wyszła więc została w domu z Matt'em i Mel. Co do pierwszego osobnika to nie miała z nim o czym gadać, ponieważ jedynym tematem byłą by wampirzyca. A co do Mel to nie wiedziała czy przypadkiem nie będzie jej przeszkadzać. Chwyciła za książkę która leżała na jej szafce nocnej. W nocy gdy doskwierała jej samotność spowodowana pokojem jedno osobowym czytała jakieś książki fantastyczne przyziemnych. Niektóre z nich straszliwie ją śmieszyły gdy autor opisywał wilkołaki, wampiry lub wróżki w jakiś wyszukany sposób. Zapewne gdyby była przyziemną fascynowało by to ją. Lecz nie była. Była Nocną Łowczynią która znała ten świat i nie zawsze cieszyła się, że do niego należy. Wpatrywała się w książkę nie wiedząc dlaczego. Po chwili otworzyła ją i zaczęła czytać początek. Zapowiadała się dobrze więc pochłonęła Rebeccę do reszty. Gdy wreszcie się oderwała postanowiła wyjść z pokoju, lecz gdy tylko wstała usłyszała głos Mel za drzwiami. Podeszła do nich i otworzyła je na oścież -Tak jestem, a co?
Castiel spędzał ferie na zadupiu. Tym samym zadupiu, na którym spędzali je Nocni Łowcy. To była chyba kpina. Zszedł do głównego pomieszczenia, które dzielili goście ośrodka, to jest on i Łowcy, bo dla innych nie starczyło miejsca i zaklął w myślach, rozpoznając znajome twarze. Przysiadł na jednym z foteli udając obojętność, nie zdradzając się ze znajomością poszczególnych buziek.
Westchnęła, gdy nic nie usłyszała. Uznała, że Nocna Łowczyni poszła razem z innymi. Już Melissa miała zejść na dół, ale Becky otworzyła drzwi. Obróciła się do niej. – A nic. - Chciałam sprawdzić czy ktokolwiek jest. – Powiedziała, wzruszając ramionami. Zerknęła ku parterowi i zobaczyła na kanapie śpiącą Dianę oraz jakiegoś nieznajomego. Kiwnęła głową w stronę schodów, dając znak, aby Becky zeszła razem z nią. – Emm… Cześć? – Powiedziała i otaksowała mężczyznę wzrokiem. Nie zobaczyła run. – Jakiś problem? – Zapytała zakładając ręce na piersi. W końcu domek był wynajęty tylko dla Nocnych Łowców, a Mel raczej pamiętała kogo wiozła ze sobą. Facet mógł pomylić budynki, albo znaleźć się tu innym przypadkiem.
Dziewczyna wzięła do ręki mała butelkę wody i weszła do salonu. Na dnie była reszta więc wystarczyły dwa małe łyki i butelka była pusta. Na siedzeniach była już sporą liczbą ludzi więc usiadła na jakimś podłokietniku i postawiła butelkę na stole. - To co, zaczynamy?
Grzał się w kominku, więc jak tylko dziewczyna zaszła mu drogę, poczuł jakby większy chłód. Zablokowała mu żar bijący z ognia. Dlatego uchylił powieki, wpatrując się na dziewczynę bez wyrazu — Jeden. Zasłaniasz mi ogień — zauważył zanim znów przymknął oczy.
Yen zakręciła butelką. Przez chwilę wirowała wokół własnej osi aż wreszcie zatrzymała się na Becky. Spojrzała na dziewczynę a ona bez pytania odpowiedziała: - Wyzwanie. Yen rozejrzała się wokół, co można by tu jej wymyśleć... Popatrzyła po zaciekawionych twarzach towarzyszy a jej wzrok zatrzymał się na Mel. - Już wiem,- zawołała - Becky, podrzuć ją wysoko do góry krzycząc "Melisso kocham Cię" - uśmiechnęła się wskazując palcem na parabatai.
Jaimie wróciła z dworu wraz z Jaredem, wpuszczając mroźne powietrze do środku. Była cała w śniegu. Na zewnątrz padało. Z wejścia otrzepała czapkę, marudząc pod nosem, idąc w kierunku kuchni — Chcesz herbaty? — zerknęła na Jareda, ale zatrzymała się w miejscu widząc co rozgrywało się na środku pokoju. Zmarszczyła brwi spoglądając po zebranych. — Acha... na potrzebuję czegoś mocniejszego od herbaty — I zniknęła w kuchni.
Gdy Becky usłyszała zadanie wybuchła głośno śmiechem po czym wstała uśmiechając się do Mel. Podeszła do nie chwyciła ją i podrzuciła krzycząc -Melisso kocham cię. -po czym chwyciła ją i postawiła na ziemi. Usiadła na swoim miejscu rozmasowując nadgarstki. Mel była trochę ciężka.
Cass uchylił powieki obserwując grę młodych. Trudno powiedzieć, żeby chciał brać w tym udział z dużym entuzjazmem, ale skoro już tu był i skoro zawsze mógł się wycofać... Wyprostował się, a zaraz potem oparł rękoma na kolanach wpatrując się w butelkę. Czy robił to samo za swoich czasów? Nope. Zawsze musiał być ten pierwszy raz — Gram z wami, dzieciaki — oznajmił. Spojrzał na butelkę, która akurat padła na niego w momencie, w którym postanowił zagrać. Uśmiechnął się ironicznie pod nosem — Pytanie — stwierdził zanim dziewczyna zdążyła się go spytać, co woli.
Przewróciła oczami i zajęła swoje ulubione miejsce przy kominku. Kolejny, który polubił ciepło. Reszta musiała go znać, bo inaczej dawno by stąd zniknął. Spojrzała na wirującą butelkę, a następnie na Yen, z uśmiechem mówiącym: zemszczę się. Dała się podnieść i podrzucić. Przez chwilę myślała, że Becca ją upuści. Była lekko zawiedziona tym, że jej parabatai już straciła pomysły.
Przeciągnęła się. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie znała tego gościa -No dobrze to może tak: Z dupy się tu wziąłeś i kim jesteś?- zapyta.
Jared wszedł zaraz za Jaim do środka i otupał buty przy drzwiach. Poniekąd zdziwiło go jej pytanie, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, a skoro miała dobry humor, to czemu miałby z tego nie skorzystać. Już otwierał usta, żeby jej odpowiedzieć, kiedy jego spojrzenie padło na grupkę zgromadzoną wokół butelki. -Weź od razu i dla mnie - rzucił za rudą kiedy ta skierowała się w stronę kuchni, sam natomiast ruszył w kierunku zgromadzonych. -Gram z wami - zakomunikował sadowiąc się w wolnym fotelu.
Splótł ręce na piersi, zastanawiając się, które to konkretnie było pytanie. — Pytanie to kim jestem? — upewnił się, skoro już zdążyła odpowiedzieć skąd się wziął. — Cass — odpowiedział — znajomy właścicieli domu — nie precyzował dokładniej, bo przecież udzielił i tak dość obszernej odpowiedzi jak na siebie. Zszedł z fotela, podchodząc do butelki i kucnął przy niej, zakręcając nią z impetem. Długo wirowała zanim padła na Kaia.
- Kai, przyznajmy się, Gabrysia tu nie ma. - dziewczyna po raz kolejny nawoływała czarownika do porządku. Niby, jako wampir, nie męczyła się, ale psychicznie była wykończona. Choć na zewnątrz oczywiście nic nie pokazała. - Chodź Kai, przynajmniej nacieszysz się swoją Nocną Łowczynią. - stała nad przyjacielem z latarką, teraz ruszając nią, by zwrócił na nią uwagę.
Zaklął pod nosem w obcym języku, gdy na nic nie trafili. Błąkali się po jaki skini, rozpraszając mrok światłem latarki, ale nie spotkali żadnej żywej duszy. – Ale zaklęcie lokalizacje właśnie tutaj prowadziło. – Wskazał na kupkę kamieni. Nie wybaczyłby sobie gdyby coś stało się Gabrielowi, najlepszemu przyjacielowi Kaia. Spojrzał na Nicolettę. – A wiesz co? Właśnie miałem ochotę ją odwiedzić. – Uśmiechnął się do niej i pstryknął palcami. W mgnieniu oka znaleźli się w salonie przepełnionym Nocnymi Łowcami, a butelka wskazywała na niego. – Witam. Pytanie na rozgrzewkę. – Powiedział i spoczął na wolnym skrawku podłogi.
Jaimie wróciła do pomieszczenia z dwoma kubkami gorącej herbaty z rumem. Jej była bardziej rumem z herbatą, niż herbatą z rumem, ale ta, którą wręczyła chłopakowi zdaje się, że miała lepsze proporcje. Podała mu ją bez słowa i siadła na kanapie obok jego fotela, na której spała Diana. Wcisnęła się gdzieś pomiędzy jej nogi, przerzucając własne, zgięte w kolanach, nad jej stopami i upiła kilka łyków parującego napoju.
— Pytanie... — powtórzył za nim i bezczelnie zawiesił wzrok na Nicolettcie, która pojawiła się równo z Fosterem — Kim jest Twoja urocza znajoma? — patrzył jej perfidnie w oczy, całkowicie ignorując czarodzieja, na którego padła butelka. Widocznie Nicoletta bardziej zwróciła jego uwagę. Cóż... Cass. Wyraźnie nie znał do końca zasad tej gry.
- Dzięki – Jared odparł odbierając od dziewczyny kubek z herbatą i nim jeszcze zdążył zamoczyć usta wyczuł w niej rum. I bardzo dobrze, bo jak tu grać w butelkę na trzeźwo. Dobrze, że Levittoux spała i tego nie widziała. -Niezła, możesz mi taką częściej fundować - powierzał przerzucając spojrzenie z nieznajomego mężczyzny na Jasmine.
Jass uniosła spojrzenie z nad kubka na Jareda, z początku interpretując jego słowa trochę opacznie. Moment się zastanowiła i dotarł do niej rzeczywisty ich sens — Jasne... o każdej porze dnia i nocy, Jarr — przewróciła oczami kpiąc sobie z jego stwierdzenia — Uważaj, daje niezłego kopa. Chyba nie na Twoją słabą głowę — uśmiechnęła się do niego przesłodko.
Nicoletta usadowiła się w fotelu, słysząc pytanie i odpowiedź, która teraz padła przy grze. - Wchodzę. - uśmiechnęła się tajemniczo do mężczyzny. Fearie, czuła po zapachu. Nie speszyła się jego wzrokiem, nie było to w jej naturze. Wola dawać ludziom do zrozumienia, że jest pewna siebie.
Zerknął na swoją towarzyszkę, która usadowiła się na fotelu. – Wampirzycą. – Oznajmił krótko wzruszając ramionami. Nie miał zamiaru mówić za wiele i to jeszcze jakiemuś nieznajomemu, który Nefilim nie był. Znając zasady gry, wziął butelkę i nią zakręcił. Wypadło na Lenny. Postukał palcami w podłogę, jednocześnie obmyślając pytanie lub wyzwanie. – Co  wybierasz?
Castiel otaksował dziewczynę spojrzeniem. Wampirzyca... Nie o to pytał, ale ok — Miałem na myśli, jak się nazywasz? — zwrócił się już bezpośrednio do dziewczyny, nic sobie nie robiąc z oschłości Kaia. W końcu nie jego sympatię chciał wzbudzić, nie?
Właśnie wróciła z góry, gdy zauważyła Carmen i Kaia. Mrugnęła do niej, sadowiąc się koło Mel. Wypadło akurat na rudowłosą. - Pytanie. - uśmiechnęła się radośnie do Kaia, siadając przy tym na rękach.
- Nicoletta Grace. - padła odpowiedź. W między czasie zdążyła zauważyć, że Lenny została wylosowana. Uśmiechnęła się pod nosem. Była ciekawa co wymyśli Kai.
Zastanowił się chwilę. – Czy nauczyli cię wyrabiać broń? – Zapytał w końcu. Wiedział, że Lenny pochodzi od Waylandów i pytanie dla innych wydawała się mało sensowne, ale dla niego wręcz przeciwnie. Chciał pojąć zamiary jednej osoby, a ta informacja rzuciłaby światło na jego domysły.
Castiel zmarszczył brwi — Włochy?
Matt wkurzył się. Temu cholernemu Fearie odpowiedziała. Ach kobiety pomyślał. Był tego plus. Wiedział przynajmniej jak wampirzyca ma na imię
- Nie. - wyznała. - Znaczy podobno mamy wrócić do rodzinnej tradycji, ale moi dziadkowie opuścili Nefilim, dopiero mój ojciec wrócił do plemienia Anioła. Tak więc nie, jeszcze nie, ale kiedy wrócę do Idrisu... Wtedy to bardzo możliwe. - w tracie mówienia trochę odpłynęła, ale bardzo syciła ją myśl na temat dziedzictwa Waylandów - broni. - Ale mój ojciec potrafi rozpoznawać prawie wszystkie rodzaje oręża, prawda Ca... - ugryzła się w język. - Prawda Nico? - zapytała z dumą.
 - Włochy. –Nicoletta odparła z satysfakcją. Zaraz potem spochmurniała. - Tak, Len. - potwierdziła, równocześnie tonem dając poznać, że to nie jest miły temat. Doceniła to, że Rudi nazwała ją nowym imieniem, ale myśl o ojcu, przybranym ojcu, wciąż ją raniła. Na twarzy dało się widzieć tylko grymas, który w najlepszym wypadku dało by nazwać się uśmieszkiem.
Słuchał jej z należytą uwagą, ważąc każde słowo. Jej dziedzictwo może okazać się dla niej zgubą. Skinął głową, dając znak, że starczy już tych informacji. Potem musi odciągnąć ją gdzieś na bok i powiedzieć, że jej życie jest prawdopodobnie w niebezpieczeństwie.
Len starała się nie dać poznać po sobie, że Nico to pytanie nie leżało. Zakręciła butelką i wylosowała... Siebie. Śmiejąc się spróbowała jeszcze raz. Wybrana została druga rudowłosa dziewczyna. - Pytanie czy wyzwanie Jasmine?
Faerie kiwnął głową ze zrozumieniem i już nic się nie odezwał. Skierował wzrok na rudowłosą, na którą padła butelka, za drugim zakręceniem.
Dziewczyna zaabsorbowana popijaniem swojej herbaty nie odnotowała kierunku butelki, wycelowanej w jej stronę. Upiła trochę rumu, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. — Co ja? — uniosła wzrok na Lenny i chrząknęła — Zadanie. Jaimie. — skupiona tak na poprawieniu dziewczyny nie zauważyła nawet, że instynktownie zgodziła się na udział w zabawie.
- Jaimie. - kiwnęła głową. - Słabe będzie... - mruknęła do siebie pod nosem. - Wyrecytuj jakiś wiersz o miłości.
— Kwestia praktyki...co ty byś beze mnie zrobił, Jared? — zakpiła sobie, opierając się rękoma na swoich kolanach i spojrzała na niego, dopijając herbatę do końca. Zdążyła już zapomnieć, że butelka padła na nią, przypomniała sobie dopiero, kiedy Lenny znów się do niej zwróciła — Miłości? — dobrze, że nie miała się czym zakrztusić. — Nie znam żadnych wierszy o miłości. — Zerknęła w jakimś kierunku, szukając natchnienia i chrząknęła — Na górze róże, na dole fiołki, my się kochamy jak dwa aniołki? — spytała głupio, zanim zdążył to ktokolwiek skomentować, kręcąc butelką. Padła na Lenny. - Zadanie, pytanie? – Jaim spojrzała na nią natrętnie, próbując przebić się przez.... milczące towarzystwo... jakże duże wyzwanie.
- Pytanie. - rzuciła, krztusząc się śmiechem, bo znów ona została wylosowana.
Pamiętając jaką akcję zrobiła jej Lenny w ich babski wieczór, albo może była to Becky i Lenny miała to nieszczęście, że Jaimie je pomyliła, Hawkins postanowiła się zemścić: — Wyobraź sobie, że Set przyszpila Cię do łóżka, spina kajdankami i te sprawy. Liczę na to, że masz bujną wyobraźnię i nie muszę tego tłumaczyć. SZCZERZE. Jaka by była Twoja pierwsza myśl? Spróbuj się wczuć i sobie to dobrze zobrazować. Nie akceptuję odpowiedzi: nie wiem, czy tym podobnych.
Ugryzł się w język powstrzymując przed wypowiedzeniem na głos tego co przyszło mu do głowy. Uśmiechnął się za to wymownie. Ale przez wypowiedzeniem tej myśli na głos tez się powstrzymał. -Pewnie próbowałbym się wstawić czym innym niż herbata z rumem - odparł, po czym sam dopił swoją herbatę, skoro Jaim zajęła się butelką, on wychylił się i zerknął do jej kubka, a skoro był również pusty wstał i wziął go od rudej, po czym ruszył do kuchni, po kolejną porcję.
Wpatrywała się w Lenny oczekując odpowiedzi. Dziewczyna z nią zwlekała, dlatego Jai przysiadła sobie na podłokietniku najbliższego wolnego fotela, który zostawił Jared. Odprowadziła go spojrzeniem zauważając istotną rzecz — Ale to mój... — zniknął jej zanim zdążyła zakończyć — ... kubek... — odetchnęła, nie spodziewając się, że przyniósłby kolejną herbatę, na którą właśnie miała ochotę. Jakoś tak powietrze się w otoczeniu zmroziło odkąd zadała swoje pytanie Lenny.
- O cholera. - oczy Lenny zrobiły się wielkie jak spodki, a jej policzki płonęły niczym kominek przed nimi. Zerknęła na Nico, która wypatrywał się w nią z pytaniem w oczach; Kim jest Set i dlaczego nic nie wiem?, mówiły jej oczy. Zarumieniła się bardziej. Okay, tak grają? A ona chciała być miła! - Pierwsza myśl tak? - zapytała, wychwytując to z ust dziewczyny. - Pewnie w ogóle nie byłabym w stanie myśleć, patrząc w jego oczy. - Cholera!, przeklęła na siebie w duchu. To o oczach mogła sobie darować. Twarz miała gorętszą niż letnie popołudnie.
Widząc jak dziewczyna się katuje, Jai machnęła ręką — Dobra, już wszystko wiem, kręć. — oparła się rękoma między udami, na podłokietniku, wpatrując się w dziewczynę bez cienia wrażliwości dla jej skrępowania. Nie uważała to za pytanie podłe, skoro sama potraktowałaby je jak element gry.
Wrócił po kilku minutach z dwoma kubkami herbaty z rumem. Co prawda nie zwykł pić tego typu rzeczy, dlatego dolał rumu na oko, skutkiem czego wyszła trochę mocniejsza niż ta która przyniosła mu wcześniej Jaim, ale kto by się tym przejmował..? Znów wygodnie usadowił się w fotelu uprzednio wręczając kubek rudowłosej. Akurat zdążył jeszcze usłyszeć ciekawe wyznanie Lenny.
Zgarnęła kubek w obie dłonie i upiła kilka łyków. Był to bardziej drink niż herbata, ale kto by się tym teraz przejmował. Jedynie przymrużyła powieki nie spodziewając się tyle alkoholu. — Na pewno nie chcesz się tym upić? — zerknęła na Jareda, zaczesując zręcznym ruchem rude pasma włosów do tyłu, w stronę rozwalającego się warkocza — Bo upity Ty to zły Ty. To było pytanie... — wtrąciła się, bo można było je ująć inaczej, żeby przybrało formę zadania. Zaraz jednak zamilkła i uniosła ręce obronnie do góry. Jeszcze Lenny wylosuje czasem ją i będzie miała przechlapane po swoim niewinnym pytanku.
Matt zaśmiał się gdy butelka padła na nim. Gdy usłyszał zadanie zastanowił się krótko -Mam nadzieję że po tej odpowiedzi twoja siostra mnie nie zabije -mruknął -A więc skłoniła mnie do tego uroda i temperament twojej siostra –odpowiedział.
Zerknął do swojego kubka, po czym na dziewczynę i upił łyk uśmiechając się pod nosem. -Nie żeby specjalnie, po za tym to Ty zaczęłaś - odparł oblizując wargi i sięgnął wolna rękę w stronę jej warkocza, żeby móc okręcić sobie jego końcówkę wokół dłoni. -Niech zgadnę. Grzeczna wersja bardziej Ci odpowiada? -Rzucił unosząc brwi w wyrazie niejakiego rozbawienia, po czym lekko pociągnął ją za warkocz. Zerknął na skierowaną w jego stronę butelkę. Nie wiedział, kto kręcił bo przez chwilę jego uwagę pochłonęła Jaim. -Pytanie..? -Rozejrzał się po ludziach, wychodząc z założenia że tak będzie bezpieczniej.
Spojrzała kątem oka na swoje włosy — To ty próbujesz nas upić. Ja próbowałam tylko rozgrzać. — wzruszyła ramionami, jakby wcale nie zabrzmiało to dwuznacznie. Dla niej nie zabrzmiało. Dopiero po czasie — Herbatą — zamilkła odbierając od niego swojego warkocza, trwało to moment — Już się schlałeś? Dwoma kubkami herbaty z rumem? Mówiłam... słaba głowa — prychnęła na jego odpowiedź — Skąd założenie, że jakakolwiek wersja mi odpowiada? — upiła sobie swojego rumu i zaczesała warkocz na drugie ramię, to dalsze od rąk Jareda. Utkwiła wzrok na butelce, bo przez chwilę też się rozproszyła, teraz nie wiedziała co się dzieje. Ale butelka skierowana była w stronę Jareda. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się kpiąco — Powodzenia? — zadrwiła, ale słysząc pytanie Matta ledwie powstrzymała się od face palma. — Serio? To było takie... banalne. — mruknęła niezadowolona, ze pytanie nie poszło Jaredowi w pięty.
- Zabrzmiało jakbyś chciała, żebym miał w tym jakiś interes - odparł na słowa Jaim, po czym przerzucił spojrzenie na Jamesa. -Chcesz pytanie czy wyzwanie? -Zapytał skupiając na chłopaku swoją uwagą i jakby na złość rudej znów sięgnął po jej warkocz.
— Jakbym chciała to bym spytała czy chcesz mnie upić — mruknęła i cierpliwie wyrwała swój warkocz, ale już mniej cierpliwie dodała: — Co my jesteśmy, w przedszkolu? — zawiesiła wzrok na butelce i rozplotła swój warkocz, tylko po to, żeby go spleść na nowo, bo od tego szarpania nim, włosy już całkiem zaczęły jej wpadać do oczu.
James zaczynał powoli przysypiać na fotelu nieopodal grających. Słysząc swoje imię, zwrócił wzrok w stronę Jareda, nieco wyrwany z kontekstu. Jego idealny, wyimaginowany świat chyba za bardzo go pochłonął. Ach te utopijne wizje Walkera. - Pytanie. - rzucił, bo nie chciało mu się wstawać z fotela.
-No tak, zapomniałem, ze Ty jednak wolisz bardziej bezpośrednio - westchnął zostawiając już w spokoju jej włosy. Skinął głową i upił łyk z kubka, tym samym próbując wymyślić jakieś w miarę sensowne pytanie. Niestety nie wiele przychodziło mu teraz do głowy, zapewne zasługa zakrapianej herbatki Jaim. -Którą z dziewczyn spośród naszych Łowczyń najchętniej przygarnąłbyś do łózka? -Zapytał o pierwsze lepsze co nasunęło mu się na myśl. -Tylko konkretnie - dodał na wypadek, gdyby chłopak chciał odpowiedzieć wymijająco.
— Tak jasne, bo wolę, kiedy... — chciała odpowiedzieć instynktownie, ale przeanalizowała sobie, co w zasadzie powiedział i co ona chciała odpowiedzieć. W gruncie rzeczy doszła do wniosku, że ją podpuszczał — Co? A dalej mówimy o mnie? — skierowała jego słowa przeciw niemu, ale jej nie słuchał, chyba, bo już zadawał pytanie. Prychnęła. — Powiedz, że mnie — zaoferowała się łaskawie i uśmiechnęła kwaśno. Rozmowa o seksie psuła jej nastrój. Znaczy... nie rozmawiali niby bezpośrednio o seksie, ale ona ponoć lubiła bezpośredniość. Tak usłyszała moment temu, hie hie. — A to wcale nie było bezpośrednie — zadrwiła z Jareda i jego pytania.
Wrócił spojrzeniem szarych oczu do Jaim i jej uwag. -Wiesz.. Chyba nie tylko ja po alkoholu robię się jak to ujęłaś "zły" - odparł dopijając swoją herbatę i zerkającą na nią krytycznie. -Co do pytania, następnym razem poproszę o pomoc Ciebie. Chociaż średnio mnie interesuje co pomyślałby James gdyby znalazł się w sytuacji w jakiej umieściłaś Lenny - stwierdził marszcząc brwi, jednocześnie stawiając pusty kubek obok fotela. Zaniesie później.
Uśmiechnął się nieco krzywo na pytanie kolegi, po czym zamlaskał zabawnie z dezaprobatą. Potoczył spojrzeniem po obecnych przedstawicielkach płci pięknej, po czym rzucił po chwili krótkiego namysłu. - Nie uznaję seksu bez miłości. - zaśmiał się, bo wiedział jak to musiało brzmieć w ustach dziewiętnastolatka. Po chwili westchnął. - Ale chętnie poopowiadałbym Dianie o duchach z latarką w ręku, pod osłoną kołdry. - poruszył zabawnie brwiami. Łóżko to łóżko. Chwycił butelkę w dłoń i zakręcił. Wypadło na Yen.
— Zła? — zmarszczyła brwi, nie bardzo wiedząc co powinna rozumieć pod tym pojęciem. Zinterpretowała to jak zawsze z niekorzyścią dla siebie —Tak, po pijaku dokonuję naprawdę feralnych wyborów — patrzyła na niego z pod przymrużonych powiek i dopiła na jednym hauście pół kubka herbaty z rumem, wstając z miejsca. Bez słowa ruszyła z miejsca — A niektóre z nich do dziś dają mi się we znaki — prychnęła, kierując się do kuchni. Wróciła tym razem z kieliszkiem pełnym rumu z wodą. Jakby poziom spożywanego alkoholu ewoluował od herbaty do samego trunku. — Ale bez obaw, mam mocniejszą głowę od Ciebie. Nie musisz się martwić o te: „złe” efekty — burknęła wyjątkowo niezadowolona doborem jego słów.— Tak. Na pewno. Bo pewnie wolałbyś wiedzieć, w co wtedy Lenny byłaby ubrana, albo kto jest wolny, żeby go przelecieć. James Ci w tym chyba nie pomoże — nie znała gościa, ale ktoś wymienił jego imię. Zawiesiła wzrok na Jamesie zdziwiona jego odpowiedzią — Nie uznajesz seksu bez miłości? — to stwierdzenie wydało jej się... no, co najmniej śmieszne. — Masz na oko przeszło osiemnaście na karku i jesteś prawiczkiem? — jakby jedno wywnioskowała sobie z drugiego.
Len zarumieniła się na słowa Jaimie. Uważała to samo co James i nie widziała w tym nic złego. Sama była dziewicą.
-Nie jestem winny, twoim wyborom - odparł, bo odebrał to tak, jakby był im winny. Poza tym miał zbyt dobry humor żeby była w stanie mu go zepsuć. Rozparł się wygodnie w fotelu. Zabębnił palcami w podłokietnik fotela. -Chyba jednak mnie przeceniasz - wydął wargi na chwilę skupiając uwagę na kieliszku, w którym miała rum. -Obyś tylko co do swojej "mocniejszej głowy" się nie myliła - wymruczał, mając nadzieję, że nie będzie musiał odnosić jej do łóżka.
— Przeceniam? Nie. Uważnie Cię słucham. Ktoś inny mógłby wziąć to za komplement. Ale nie Ty, co? — wzruszyła ramionami upijając kilka łyków — Wnioskuję, że skoro interesuje Cię z kim chciałby spać James, próbujesz wykosić konkurencję. To przyznaj się, a z kim ty byś chciał? — uniosła kieliszek z rumem do góry, patrząc na jego zawartość, rachując w pamięci ile może mieć to promili. — Jakie to słodkie, że się o mnie martwisz. Myślę, że dam radę — upiła kilka porządnych łyków i zsunęła się na podłokietniku trochę w dół, obserwując grę — Kto teraz? — zgubiła się, bo jakby wszyscy mieli przerwę.
Yen wytrzeszczyła oczy na dziewczynę która zadała jej pytanie. Co by tu wybrać. W sumie ona nie miałaby serca kogoś zranić,, więc odpowiedź nasuwała się sama. Chociaż gdyby to ona miałaby być zraniona też by nie było wspaniale. Widząc zniecierpliwione spojrzenia innych wybrała "być zdradzoną" a ponieważ nie chciała by jej wypowiedź została w jakikolwiek sposób skomentowana zakręciła butelką a los wybrał Jaim. Yen uśmiechnęła się, zadanie? , wspaniałe. Takie pytanie jej dała, że wręcz sama prosiła się o pomysłowe zadanie. - pocałuj Jared'a w usta. Tu i teraz - powiedziała widząc jak ta dwójka ze sobą konwersowała przez całą grę.
Spojrzała na butelkę, a że ta wypadła na nią zagryzła na chwilę wargę — A mogłam wam oddać pustą butelkę rumu. Może ma inny środek ciężkości i wgl... nie znam się na fizyce. Zadanie... tak myślę. — spojrzała na Yennefer — Nie jesteś mściwa, prawda?Wyprostowała się, patrząc na Yennefer przez chwilę w milczeniu — Którego Jareda? — spróbowała zagrać kartą: liczmy na to, że w Domu Łowców jest jeszcze jakiś inny Jared — Znam go? — uśmiechnęła się kpiąco. Cóż. Wyraźnie się z tym ociągała.
Yen spojrzała z rozbawieniem na Jaim. Zadanie wyraźnie ją zafascynowało. -Och, chyba innego nie ma - powiedziała z udawanym współczuciem.
— Aaa... ten Jared — burknęła pod nosem wyraźnie zawiedziona i zerknęła na chłopaka — Nie no. Temu to nie sądzę, żeby się spodobało — wzruszyła ramionami bezradnie i skrzywiła się nieznacznie — Jared? Jesteś pewien, że to Twoje imię? — przewróciła oczami, odciągając szklankę z rumem od swoich ust i oblizała wargi z alkoholu zanim cmoknęła krótko usta Mearsa swoimi, tak jak to się robi w przedszkolu, choć nawet dzieci potrafią dać porządniejszego cmoka niż drobne muśnięcie.
Zmarszczyła brwi. Skoro Yennefer była mściwa to sama też postanowiła być: — Skoro tak chcesz... Wnioskuję, że lubisz całowanie? Wiec pocałuj Jareda, tu i teraz. Długo i namiętnie. Minimum pięć sekund. No wiesz... nie chcę żebyś nie wiedziała co straciłaś. Spojrzała na Jareda z boku i wzruszyła bezradnie ramionami. To nie jej wina. Sprowokowały ją. Jedna z druga, bo patrzyły na siebie jakoś wymownie i ta ich nić porozumienia ją rozdrażniła. Wstała z miejsca. — Idę się napić — bąknęła, posyłając spojrzenie na Lenny — Nie przegap nic. Zdasz mi relacje. — uśmiechnęła się drwiąco.
Yen spojrzała na Jasmine. Przez chwilę rozważała myśl spadnięcia z fotela i udawania zemdlonej, ale by się zorientowali. W co ona się wpakowała. Wstała z siedzenia po czym podeszła do Jareda i Jaim, która po pocałunku wydawała się jeszcze bardziej do niego kleić. - Jesteś pewna ze o Jareda ci chodziło? - upewniła się. Ale Widząc jak Jaim kręci głową z mściwym uśmiechem podeszła bliżej *DLA WRAŻLIWYCH UWAGA! BĘDZIE DRASTYCZNY MOMENT* "5 sekund" pomyślała i przeklęła w myślach dziewczynę. Usiadła obok niego i pocałowała. 4 sekundy: "wyobraź sobie ze to ktoś kogo kochasz", 3 sekundy "chyba się nie uda", 2 sekundy "zabije Jaim" sekunda "Jejciu wszyscy się na mnie gapia a ja go namiętnie i długo całuje. Wystarczy". Odsunęła się od niego i wróciła na swoje miejsce odprowadzana spojrzeniami zgromadzonych.
Yen usiadła na swoim miejscu i zakręciła. Wypadło ma Letty. Nie miała z nią żadnych stosunków ale musiała na kimś wylądować złość więc powiedziała: - Nicoletto, usiądziesz na kolanach Cassa, pogładzisz mu ręką po włosach i pocałujesz w nosek. Dobrze? - uśmiechnęła się do wampirzycy - tylko mu nosa nie odgryź - rzuciła do niej pół żartem.
Cass prawie przysypiał, ale nawet jeśli, nie przypominał sobie, żeby się konkretnie tej dziewczynie przedstawiał. Uniósł wzrok z nad kominka, bo już dawno zdążył zapomnieć, ze bierze udział w grze — A jest wersja dla dorosłych? — rozsiadł się wygodniej na fotelu opierając ramię za sobą na meblu i zerknął na Yennefer. No cóż. Zapomniał się, że jest w towarzystwie samych nastolatków.
Nicoletta siedziała, lekko rozbawiona grą Nefilim. Wybrała zadanie, gdy padło na nią. Cass? A to zbieg okoliczności. Zgrabnie wstała, poprawiła bluzkę, i zgrabnym krokiem podeszła do mężczyzny. - Jest, ale mamy tu nieletnich. - szepnęła teatralnym szeptem, siadając mu na kolanach. Odgarnęła mu blond fryzurę na bok, przeczesując ją dłonią z tradycyjnie czarnym lakierem na paznokciach. Cały czas patrząc mu w oczy, zbliżyła twarz do jego twarzy, delikatnie, aż kusząc pocałowała czubek nosa. Wiedziała, że pozostawi smak na więcej. Wiedziała, że wykonała zadanie bardzo dobrze, ale zanim wstała, wyszeptała mu jeszcze do ucha. - Jaki mają prawdziwy kolor? - odsuwając się, połaskotała go jedwabistymi lokami, po czym wróciła na swoje miejsce.
Odchylił się lekko do tyłu, kiedy siadła na jego kolanach i poprawił ramię na oparciu, taksując wampirzycę wzrokiem. Z bliska wydawała się znacznie młodsza niż z początku przypuszczał — Zawsze możemy grę przenieść do góry — stwierdził nie zdradzając się z tym czy mówił poważnie, czy żartował. Jego ton był dość bezbarwny, ciężki do odczytania. Utrzymał jej spojrzenie do samego końca, sprawiając wrażenie, jakby ta zabawa była dość… przedszkolna, dla niego. Dlatego nie widać było zainteresowania. Złapał jej nadgarstek bardzo luźno odciągając jej rękę od swoich włosów i przechylił lekko głowę, kiedy szeptała mu do ucha —Inny — skwitował, niewiele później odprowadzając ją wzrokiem na jej miejsce. Poprawił kołnierz koszuli i usiadł z powrotem w tej samej wygodnej pozycji co wcześniej.— Nie pora spać, dzieciaki? - Zerknął wymownie na Dianę, która jak jedyna wiedziała gdzie jej miejsce.
Jaimie zasnęła w kuchni przy kolejnej szklance z rumem,. Spała sobie grzecznie z głową ulokowaną na jednym przedramieniu, drugą, wolną dłonią trzymała szklankę w ręce.
Cass natomiast zdążył ledwie wstać z miejsca, kiedy wypadła na niego butelka. — Co wolisz? — dał wolną rękę Nicolettcie, tym miłym akcentem chcąc opuścić główny pokój.
Dziwnym trafem, zaraz potem butelka wskazała Cassa. Uśmiechnęła się flirciarsko. - Pytanie czy zadanie...? - powiedziała, przeciągając samogłoski, patrząc mu prowokacyjnie w oczy.
Yen oparła głowę o oparcie widząc jak butelka wiruje i wiruje. Letty szepcze do Cassa, a Jaim powoli zasypia. Aż i Yen w końcu oddała się w ramiona Morfeusza.
- Co wolę? Myślę, że do tego zadania góra się przyda... - uśmiechnęła się, wstając i chwytając jego wyciągnięte ramię. - Dzieciaki śpią, chyba damy im odpocząć co? - oczy jej błyszczały z rozbawieniem.

Pielęgniarka Lenny - Góry, Dzień III

Diana   Melissa   James   Yennefer   Marlene   Nate   Jasmine   Rebecca   Matthew

Weszła z herbatką z rumem do pokoju głównego w ośrodku w jakim zajmowali miejsce i zerknęła po wszystkich, nie dostrzegając w zgromadzonych Diany. Trudno. Powinna zacząć się asymilować z pozostałymi — Cześć — rzuciła niemrawo, przysiadając na jakimś fotelu i upiła kilka łyków herbaty, dość porządnych, dopóki nie poczuła palącego gorąca w gardle i nie odkaszlnęła — Jakie plany na dziś?
Siedziała w salonie i trzymając gorący kubek w obu dłoniach, powoli upijała herbatę. Zamknięta książka leżała przed nią na stoliku. Miała zamiar ją dzisiaj skończyć, gdy wszyscy pójdą na narty albo na snowboard. Nie chciała pchać się w to zimno, podczas, gdy ogień płonący w kominku zachęcał ją do zostania w ciepłym domu. Spojrzała w stronę dziewczyny, która właśnie usiadła na fotelu. – Cześć. – Powiedziała. Czy Jasmine z nimi przyjechała? Powinna zacząć uważać kogo zabiera ze sobą w drogę. Nie znała przynajmniej z czterech Nocnych Łowców, których tu zabrała.
Upiła kilka kolejnych łyków, zaczesując uciekające z warkocza rude pasma do tyłu. Zawiesiła wzrok na pierwszej dziewczynie, która się odezwała. Padło na Melissę — Więc nic? - Spróbowała zgadnąć i dosiadła się na podłokietnik Melissy, obejmując rękoma kubek, żeby było jej cieplej. — to jakiś babski wypad? — zgadła rozglądając się po towarzystwie. — ciekawe... zamierzamy tu zamarznąć na kość?
Yen wyszła z kuchni trzymając z ręce paczkę chipsów/żelków. Podeszła do dziewczyn, Mel i Jaim, usiadła i zapytała wyciągając rękę z jedzeniem - Chcecie się poczęstować?
Czy mieli jakiś ustalony plan tego, co będą robić? W zupełności im wystarczało, że Clave płaci za wszystkie atrakcje i żywność. Niektórzy już wczoraj oddzielili się od reszty i zjeżdżali na snowboardzie czy jeździli na łyżwach. Domek znajdował się blisko centrum miasta, więc wszystko było na wyciągnięcie ręki. - Nate i Set się rozchorowali, a niektórzy jeszcze śpią. – Wyjaśniła i zerknęła na dosiadającą się Yen. Wzięła jednego chipsa i go zjadła. – Na dworze jest jeszcze zimniej. – Upiła parę łyków herbaty, która rozgrzała ją od środka. – Możemy w coś pograć, czekając na resztę. – Wzruszyła ramionami i spojrzała na Jaimie. Nie miała okazji bliżej jej poznać.
Zerknęła na chipsy i zmarszczyła brwi — Nie, dzięki, to świństwo — uśmiechnęła się ironicznie do siebie i dodała — jestem na diecie — chociaż wyraźnie było widać, ze nie wyglądała na kogoś, kto miałby się przejmować swoją wagą. Najpewniej była to po prostu drwina. Wstała z miejsca dopijając swoją herbatę z rumem, odkładając ją na jakiś stolik i zaraz potem podeszła za okno, rozglądając się po białym krajobrazie i prószącym śniegu. Zupełnie inny klimat niż ciepłe jeszcze na razie Los Angeles — Kto z was jeździ na nartach? Może na desce?
Wstała wcześniej niż reszta. Stwierdziła, ze wybierze się na spacer, a przy okazji zajdzie też do sklepu, takie tam zwiedzanie okolicy. Teraz weszła do środka otupując buty, doleciały do niej ostatnie słowa Melissy. Rozpinając kurtkę zerknęła w stronę salonu. -W co gracie? -Rzuciła do dziewczyn, obecność Jaim nie uciekła jej uwadze. Wow. Jaim się uspołeczniała? Ale dobra, nie będzie tego komentować, bo się jeszcze ruda zlisi.
- Właśnie, w co gracie? - dobiegł ich ochrypły baryton Jamesa, sugerujący że chłopak nie zbudził się w później jak 10 minut temu. Zwykle wstawał o świcie, jednak tym razem nie mógł spać przez Matta, który przez pół nocy wzdychał do swojej wyśnionej wampirzycy. Szatyn osobiście nie miał pojęcia czym go tak urzekła, bo poza długą, trzeba przyznać zgrabną nogą nie dopatrzył się w niej niczego ujmująco. Nie miała nawet blasku w oczach, no jak to wampir. A może to Walker był po prostu zbyt wymagający... Uniósł pytająco brew, przeciągając się solidnie gdy schodził ze schodów już ubrany. - Ach, sorry. - mruknął, łapiąc się na zaniedbaniu podstaw funkcjonowania w społeczeństwie. - Cześć Wam.
Skierowała spojrzenie ku drzwiom. Naszła ją myśl, aby je zaryglować, żeby nie wpuszczały więcej zimnego powietrza, ale inni nie chcieli z pewnością wychodzić oknem. Pozostało jej tylko siedzieć na swoim miejscu i czekać, aż Diana je zamknie, co stało się po chwili. – Jeszcze w nic. – Oparła i odstawiła pusty kubek.
Becka przeciągnęła się. Co prawda spała całkiem nieźle ale wszystko bolało ją po wczorajszym całodniowym lenistwie. Zeszła na dół w piżamie i w króliczkowych kapciach. Na dole zastała Jaim, Mel, Yen i Jamesa -Cześć wszystkim, jak się spało? -powiedziała, uśmiechając się szeroko. Straszliwie chciało jej się jeść więc dodała -Zrobić śniadanie czy poczekać na resztę?
Przeciągnęła się łypiąc groźnie na Jamesa, jako, że go nie znała, wiec oparła się o parapet okna i zerknęła na Dianę, szukając jak zawsze w niej wyjaśnienia. Uśmiechnęła się kwaśno. — To może jednak deska? — zasugerowała zgarniając swój pusty kubek po herbacie — Idę do kuchni.... — zawiesiła ton zastanawiając się czy chce o to pytać — Komuś coś? — postanowiła jednak rzucić tą jedną wypowiedź i zerknęła na Dianę wymownie. Jakby pytała czy dziewczyna jest z niej dumna, że zaczyna łapać kontakt z Łowcami.
Wczorajszy dzień na stoku był bardzo wyczerpujący, toteż Len od razu po wstaniu wzięła gorący prysznic. Rude włosy pociemniały pod wpływem wody, ale zostawiła je mokre, by wyschły same. Przemknęła przez korytarz, by jak najszybciej znaleźć się na dole. Parę osób już tam siedziało. - Hejo. - przywitała ich. - Kto dzisiaj zrobił śniadanie?
Zmrużył oko, podłapując dziwne spojrzenie dziewczyny o płomiennorudych włosach. Czy oni wszyscy byli tu tacy zdystansowani? Wzruszył tylko barkami, nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi (bo przecież powiedział cześć, nie?) i zeskoczył z ostatniego stopnia. - Dla mnie nie trzeba. - odparł mimo wszystko miło w kierunku Jasmine, po czym sam skierował się do kuchni. Nie śmiałby jej o nic prosić po tej niemej wzrokowej groźbie jaką mu posłała. - Idę zrobić sobie jajecznicę na maśle. - oznajmił, jakby w pokątnej propozycji. W końcu jeśli ktoś będzie miał ochotę to się podepnie, a jeśli nie to nawet lepiej, będzie więcej dla niego. Uśmiechnął się pod nosem. - Cześć Lenny. - powitał ją jeszcze, nim zniknął w kuchni, by zacząć przeszukiwać lodówkę.
Weszła za nieznajomym zaraz po tym jak dowiedziała się co kto chce. Sama chciała dotrzeć do lodówki, ale że byłą zajęta wyminęła chłopaka i sięgnęła do półek z herbatą. Obejdzie się bez jedzenia. Nie chciała się przeciskać. Odetchnęła ciężko, opierając się rękoma o ladę, patrząc za okno w kuchni. — Podasz rum? — rzuciła pamiętając, że ten znajdował się w którejś z szafek w okolicach lodówki. Zawiesiła wzrok na Jamesie, długo się w niego wpatrując nachalnie. Nie dosłyszawszy żadnej odpowiedzi z jego strony, ani nie doczekując się żadnej reakcji, najpierw splotła ręce na piersi, patrząc krytycznie, a dopiero następnie zacisnęła wargi i wyścignęła z kieszeni telefon. Przeszła się po kuchni, szukając zasięgu. Pech chciał, że znalazła go obok chłopaka. Przystanęła bokiem do niego, wyklepując coś na klawiaturze.
Obróciła się, aby zobaczyć kto przybył do pokoju. - Cześć. – Powiedziała, gdy zobaczyła Becky, Lenny i Jamesa, którzy musieli niedawno wstać. Zwleczenie się przed południem z łóżka dla Nocnych Łowców było ciężkie, zważając na to, że większość demonów grasowała w nocy. Zerknęła na Jasmine. Coś jej nie grało… Nie znała zbyt dobrze rudej, właściwie to nie pałała do niej zbyt dużą sympatią, ale od kiedy zaczęła asymilować się z ludźmi i być miłą? Melissa coś musiała przeoczyć. – Mogę pomóc, Mistrzu Kuchni. – Rzuciła do Lenny z uśmiechem. Razem z resztą stanowiły zgrany zespół. Sama śniadanie już zjadła, bo wstała niedługo po tym, gdy Diana wychodziła na swoją poranną przechadzkę.
No tak, James lubił odpływać myślami, zwłaszcza gdy zastanawiał się, to chce zjeść, dlatego pytanie dziewczyny do niego nie dotarło, tym bardziej że prawie wsadził łeb do tej lodówki. - Rum? - trochę go to zaskoczyło, bo jeszcze nie spotkał się rumem trzymanym w lodówce, jednak gdy spojrzał w bok zobaczył go w specjalnym barku. Lodówka była naprawdę obszerna. Wyjął schłodzoną butelkę i podsunął ją dziewczynie z przepraszającym uśmiechem. - Wybacz, zamyśliłem się. Proszę bardzo. - po tym jednak wrócił do jedzenia. Wyjął cztery jajka i masło. Obecność Jasmine w ogóle mu nie przeszkadzała.
- Tym razem proponuje naleśniki. - odparła w odpowiedzi do Mel. - Mogą być na prawdę dobre, drużyno! - ostatnie zdanie wykrzyknęła, parodiując wojenny okrzyk. Rozejrzała się po zebranych. Kogoś brakowało... - Gdzie są Set i Nate? - zapytała.
Diana powiesiła kurtkę na wieszaku, odprowadzając spojrzeniem Jaim, która zniknęła w kuchni. W siatce miała jakieś syropy i coś tam na przeziębienie, które kupiła w aptece. -Zapewne w swoim pokoju. Mam dla nich lekarstwa, złapali jakieś przeziębienie - odparła słysząc Len i podeszła bliżej.
- Co? Czemu nikt mi nie powiedział? - zawsze w rodzinie to ona opiekowała się chorymi. - Pomóc Ci? - zapytała, widząc siatki w rękach Diany. - A ja się dziwiłam czemu ich nie ma... - wymruczała pod nosem.
-Lepiej ugotuj im jakiś rosołek albo coś - stwierdziła lustrując Lenny. To tylko przeziębienie od tego się nie umiera, jak leży się w łóżku, a oni chyba bardzo polubili swoje łóżka. Dobra, nieważne. -Chcesz im to zanieść? -Zagadnęła wskazując na siatkę z lekarstwami.
- Jasne! - ożywiła się natychmiast. Mogłaby nadrobić starty. Przejęła siatkę od Di, zaglądając do środka. Wszystko było. - Zobaczysz czy mamy kurczaka w lodówce? - rzuciła jeszcze do Di, wbiegając po schodach na górę.
Di zmrużyła oczy spoglądając na Lenny krytycznie, ani trochę nie podobało jej się to dyrygowanie. Niech sama sobie sprawdza i szuka kurczaków. Odzywała się w niej buntownicza dusza i chęć robienia na przekór. Prychnęła widząc jak dziewczyna znika gdzie na górze. Jej uwaga jednak zaraz została jednak odciągnięta od Lenny przez Jaim. -Sklep? -Mruknęła obracając się w stronę rudej. -Za domkiem w prawo i ścieżką w dół. Na dole masz małe miasteczko, tam jest do groma sklepów - odparła, po czym podeszła do kanapy i ulokowała na niej swój tyłek.
Patrzyła na Dianę. Dzisiaj nie miała wyjątkowo w ogóle cierpliwości do ludzi. Zmarszczyła brwi, choć nie dała jej wcale czasu na odpowiedź. Machnęła lekceważąco ręką, odbierając smsa i prychnęła. Zaczytała się, wiec nie odnotowała odpowiedzi Diany — Nieważne. Mam już inne plany. Dzięki — zironizowała i pobiegła za Lenny na górę do pokoi, ale bez tego samego entuzjazmu, a trochę posępnie. Wspięła się na górę. Wróciła po kilku minutach przebrana już w kombinezon do jazdy na desce. Brakowało jej tylko rękawiczek. — Di? — jak zawsze w niej pokładała największe nadzieje.
Wywróciła oczami, nie miała jednak zamiaru odrywać tyłka od kanapy, od kominka biło przyjemne ciepło, a ona po długim spacerze ciała się ogrzać. -W kieszeniach, w mojej kurtce. Wisi na wieszaku, to ta błękitna - odparła wskazując brodą w kierunku wieszaka przy drzwiach wejściowych.
Odebrała rum wolną ręką i odłożyła telefon na bok, przygotowując sobie gorącą herbatę. Zaklęła trzymać zimną butelkę w dłoni. — Myślisz, ze można to ostudzić w mikrofali? — zerknęła na Jamesa, a zaraz potem krytycznie na rum, nieszczególnie wierząc w kompetencje chłopaka. Nie wyglądał na wiarygodne źródło informacji — Szlag... — bąknęła, z hukiem odkładając butelkę. Wyszła do salonu bez słowa, zostawiając wstawioną na herbatę wodę w czajniku i kubek na blacie — DIANA! — nie chciało jej się za nią rozglądać — W którą stronę do sklepu? — już zarzucała na siebie kurtkę, dopinając ją dokładnie.
- Wydaje mi się, że nie. - odparł, no bo w końcu zapytała. I chyba jeśli już to podgrzać, może się przejęzyczyła. Tak czy siak nie sądził, żeby podgrzewanie w mikrofali czegoś co mogło stać w tej lodówce już jakiś czas i było dogłębnie schłodzone miało okazać się dobrym pomysłem. Zerknął za nią gdy wychodziła i prychnął krótkim, serdecznym śmiechem. - Cześć. - mruknął z rozbawieniem, mimo że nie oczekiwał i nie dostał odpowiedzi. Pokręcił nosem do siebie, wyjął z szuflady patelnię i wykładając na nią parę płatków masła położył ją na gazie, podpalając ogień. W oczekiwaniu na to, aż masło się rozpuści i nagrzeje, postanowił zrobić sobie herbatę. Potem wbił jajka i po rozgrzebaniu żółtek zaczął mieszać.
Patrzyła na dziewczynę długo, szukając odpowiednich słów. Jakoś dziwnie, zwykłe: "dziękuję" nie przyszło jej teraz do głowy. W końcu uśmiechnęła się kwaśno i ruszyła to kurtki, grzebiąc po kieszeniach. Wyszła, dopiero w progu przypominając sobie krótkie: — Dzięki, Di — i zniknęła na dworze, zgarniając po drodze ze składziku Instytutu deskę do jazdy i zakupione karnety.
Pokręciła głową spoglądając za Jaim, ale mimowolnie uśmiechnęła się też pod nosem. Wyjęła poduszkę spod głowy, która jakoś bardziej jej przeszkadzała niż pomagała, po czym oparła sobie ją na brzuchu i objęła. W kuchni chyba, ktoś coś pichcił, bo zaczął stamtąd docierać do nozdrzy brunetki całkiem miły zapach. Zaburczało jej w brzuchu. W sumie tez mogłaby cos zjeść.
Jak zwykle był w przednim nastroju, Jamesa chyba nikt jeszcze nigdy nie widział przybitego. Przy kuchni czuł się dość pewnie, choć nie był doskonałym kucharzem z pewnością z głodu by nie umarł, gdyby sam siebie musiał kiedyś wyżywić. Jajecznica? Zupa? Ziemniaki, mięso? Żaden problem! Więcej do szczęście nie potrzebował. Uśmiechnął się, czując już smakowity zapach, dodał szczyptę pieprzu, trochę soli i przyprawy uniwersalnej i sięgając po wysoką miskę przełożył do niej jajecznicę, zanim zrobiła się sucha. Potem tylko chleb z szynką i był w pełni zadowolony. Jajecznicy nałożył sobie tylko połowę, gdyby jednak ktoś się namyślił na tę drugą, a jak nie to zakursuje jeszcze raz. Tackę położył sobie na stoliku obok fotela, na którym usiadł. - Jeśli ktoś jest głodny, to jajecznica jeszcze stoi. - oznajmił, po czym zabrał się za pałaszowanie.
Len zanim dotarła na górę, usłyszała słowa Jamesa. Wychyliła się z góry, z końca schodów. - James, może zobaczysz czy mamy kurczaka? - Len zgadywała, że Di raczej nie będzie się chciało tego robić. - Chce zrobić rosół dla chłopaków. - I z tymi słowami zniknęłam im z oczu. Swoje kroki skierowała ku drzwiom Nate'a i Seta. Po cichu je uchyliła, zaglądając do środka. Pierwszym czym rzuciło jej się w oczy była burza brązowych kudłów. Set, spał na łóżku znajdującym się dalej od wejścia, tyłem do niej. Dopiero po chwili stania zauważyła Nate'a. - Mam lekarstwa. - powiedziała do niego, unosząc w górę siatkę niczym łup.
Matt'a obudziło zamykanie drzwi. To zapewne James stwierdził po czym ruszył do łazienki by się sporządzić. Przebrał się w coś wygodnego i powolnym krokiem ruszył w stronę kuchni. Praktyczne całonocny brak snu dawał się w znaki.-Jesteś debilem -mruknął sam do siebie. Gdy szedł na dół ukazała się mu już spora ilość Nocnych Łowców -Cześć wszystkim! -krzyknął wyciągając z lodówki coś do jedzenia. Wampirzyca dalej zaprzątała jego głowę. Postanowił jednak o niej nie myśleć. Zapewne już nigdy nie pojawi się w jego życiu i w końcu zapomni.
Zmarszczyła brwi spoglądając na Jamesa, który właśnie zabrał się za pałaszowanie swojej jajecznicy. -Jesteś pewny, że nie będziesz jadł tego co zostało? Bo jak już wstanę to nie będzie odwrotu - rzuciła do niego uśmiechając się kącikiem ust. -Cześć - odparła na powitanie Matt'a, który chyba również był głodny, wnioskując po tym jak szybko dopadł do lodówki.
Chwyciła książkę i otworzyła ją na zaznaczonej zakładką stronie. Ukradkiem spoglądał ku reszcie, bo jakieś zdanie mogło się kierować do niej i, aby orientować się w sytuacji. Len poszła na górę bawić się w pielęgniarkę, po tym, jak Diana dostarczyła jej leki i uwaliła się na kanapie. Nie uszły jej uwadze przyjemne zapachy dochodzące z kuchni, a po chwili James zjawił się jedząc jajecznicę. – Cześć. – Kiwnęła głową w stronę Matta i skierowała wzrok ku książce. - Nie idziesz na stok? - Pytanie skierowała do Nocnej Łowczyni , nie odrywając się od lektury.
Rebecca postanowiła w końcu coś zjeść. Weszła do kuchni gdzie zastała Matt'a który wyciągał coś z lodówki i Dianę która zapewne również weszła do kuchni. Przywitała się krótko po czym powiedziała do Matt'a -Podaj mi mleko Romeo -chłopak fuknął -Odwal się smarku -miał w zwyczaju tak do niej mówić, była przecież prawie jak jego siostra -Ojeju no nie obrażaj się nawet polubiłam Matt'a Romeo -mruknęła zalewając płatki mlekiem. Z pełną miską weszła do salonu i usiadła obok Jamesa który pałaszował jajecznicę.
Czekając na potwierdzenie Jamesa przerzuciła spojrzenie na Mel. -Na razie nie - pokręciła przecząco głową. -Jeśli pogoda się utrzyma, bo może wieczorem wyskoczę - dodała, bo w końcu jazda wieczorem sprawiała chyba jeszcze większą frajdę niż w dzień. -Dzięki -rzuciła do Jamesa, po czym poderwała się z kanapy, żeby złożyć wizytę w kuchni i nałożyć sobie trochę jajecznicy i wróciła do salonu. -Ale Mel, uważam, że powinnaś ruszyć tyłek sprzed tego kominka, tam - wskazała w stronę drzwi - jest całkiem przyjemnie.
Po przełknięciu zerknął na Dianę, po czym uśmiechnął się do niej swoiście. - Nie, spoko. Jest Twoja. - oznajmił, lecz jego uwagę przykuła teraz Becky która siadała obok. - Smacznego.
Lenny była ostatnią osobą, której Nathaniel spodziewał się w pokoju Seta i swoim. Złapała go mała gorączka i rzuciło mu się na gardło, ale przynajmniej nie miał kataru. Nie wiedział jak ma się Set, bo skurczybyk spał najlepsze, niestety drugiemu Nefilim sen nie przychodził tak łatwo, taki już był że za dnia spać nie potrafił. Widząc Lenny i siatkę, uniósł brwi. - O kurwa... - wychrypiał nisko, chwytając brzeg kołdry i naciągając ją po same ślepia, które były lekko przeszklone od temperatury. Wysunął łapę spod pościeli, wskazując swojego parabatai. - Z całym szacunkiem... Jego katuj.
Pokręciła przecząco głową. – Ani mi się śni, Śnieżny Potworze. – Zamknęła książkę, uprzednio zaginając róg strony, i wcelowała palec w Dianę. – Znowu chcesz mnie natrzeć, rozgryzłam twoje zamiary. – Powiedziała z uśmiechem, wspominając wcześniejsza bijatykę na dworze. Cudem było, że się nie rozchorowała. – A poza tym, tam jest zimniej niż tu. – Wstała i poszła do kuchni zrobić sobie kolejną herbatę.
- Z całym szacunkiem, ale ON jest nieprzytomny. - odpowiedziała mu Len. Spojrzała jeszcze na Seta, a następnie podeszła do Nate'a. Równocześnie odgarnęła wilgotne kosmyki, które poprzylepiały jej się do czoła. Odciągnęła pościel na bok, odsłaniając twarz chłopaka i kładąc mu małą dłoń na czole. - Masz gorączkę. I pomyśleć, że dwóch dobrych Łowców położyło przeziębienie. - zaśmiała się cicho, kucając przy szafce i kładąc na niej lekarstwa.
Poczuł dziwny impuls, kiedy jej drobna dłoń zetknęła się z jego czołem. Zupełnie jakby ktoś poraził go prądem pod niskim napięciem. Zdecydowanie nie przyzwyczaił sie do tego, by dotykał go ktokolwiek poza Setem lub Dianą, więc ściągnął tylko brwi, w ten sposób akcentując swoją dezaprobatę. - Spokój Nate, ona chce tylko pomóc... - mruknął do siebie w myślach, po czym zerknął na wykładane przez nią leki. Spróbował odkaszlnąć chrypę - nic z tego. - I naprawdę chcesz to wszystko w nas wpakować? - zapytał całkiem poważnie, spoglądając w stronę Seta. Nie wiedział jak on, ale jak dla Crowa to było chyba pierwsze, albo drugie "chorowanie" w życiu. W ogóle pierwszy raz byli w górach i na dzień dobry natarli się śniegiem, nie ma się co dziwić że organizm zaoponował..
Widząc jak reaguje na jej dotyk, uśmiechnęła się krzywo. - Spokojnie, przecież nic Ci nie zrobię. - uspokoiła go. - I nie wszystko, przecież jeszcze z dzień, dwa będziecie musieli poleżeć. - zaoponowała. Może i Nocni Łowcy leczyli się szybciej, ale nikt nie pomyślał, żeby stworzyć runy na przeziębienie. Właśnie, runy! Przypomniało jej się jak przeglądała w Instytucie starą księgę, zanim Set ją rozproszył. Oh, zarumieniła się, myśląc o tym 'rozproszeniu'. Żeby wypchnąć nieproszone wspomnienia, zapytała Nate'a. - Masz może gdzieś swoją stele?
Oderwała się od książki i odłożyła ją na stole. Salon w trymiga opustoszał, a Melissa nawet nie zauważyła kiedy. Zaczęło się już powoli ściemniać. Z pewnością przesiedziała pół dnia przed kominkiem z lekturą w ręce. Odłożyła książkę na stół i chwyciła swój pusty kubek. Skierowała się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie herbaty. Ktoś zagotował już wodę, więc szybko się z tym uwinęła. Rzuciła przelotne spojrzenie ku salonowi. Gdzie wszystkich wywiało?
A Diana wyszła z założenia, że skoro Lenny tak długo siedzi u chłopaków, to zapewne mają tam fachowa opiekę. Z racji tego zdecydowała sie jednak wyjść wcześniej na stok, pojeździć, powdychać czystego, górskiego powietrza.
- No raczej, że nic mi nie zrobisz... - mruknął w odpowiedzi. - Z reguły ludzie mnie nie dotykają. - zaśmiał się ochryple, po czym odruchowo oblizał wyschnięte wargi. Na tekst o leżeniu skinął ciemnym łbem, lekko przepocone kłaki oblepiły mu skronie i czoło. Taki pomysł mu odpowiadał, jak najbardziej. Żałował tylko, że nie mógł zasnąć. Przyjrzał się ze swojego miejsca rysom Lenny. Wydawało mu się teraz, że właśnie takie dziewczyny leżą w typie jego parabatai. Zastanawiał się tylko, jak długo to potrwa tym razem. Dobrze wiedział, że Set bywa równie okrutny co on sam, z tym że przynajmniej się z tym krył. Brunet westchnął. - Di jest na stoku? - pytając, wychylił się i przysunął sobie krzesło, gdzie wczoraj powiesił spodnie. Sięgnął do kieszeni (wolał to zrobić sam, bowiem w kieszeniach Crowa było dużo rzeczy z którymi Lenny wolałaby się nie zetknąć) i wyciągnął stelę, lecz zanim podał ją dziewczynie zesztywniał na chwilę. Hej, co Ty robisz, nie tak szybko. - W końcu jednak zganił się w myślach i oddał przedmiot Lenny.
- Chyba tak. - odpowiedziała, biorąc stele z komódki. Zaczęła rysować runę którą poznała tamtego pamiętnego dnia. Runę, która miała zapobiegać gorączce. - Lepiej? - zapytała odrywając przedmiot od jego skóry. - Jeszcze tylko antybiotyk. Chcesz wody do popicia?
- Tak, chyba... - zmrużył lekko oczy, a spojrzenie stało się nieco bardziej wyraźne. - Dzięki. Co do wody... - zerknął na szafkę obok, gdzie stała jeszcze jego lipowa herbata, już letnia. - Nie trzeba. - uśmiechnął się wąsko, sięgając po kubek. Wow, on sie uśmiechnął! Wziął od niej tabletkę, no cóż, musiał zaufać Lenny. Połknął proszki i zapił.
- Teraz powinieneś się przespać, albo chociaż porządnie wygrzać... - No cóż, potem zrobię jeszcze rosół, jakbyście byli głodni... - wstała i podeszła w zamyśleniu do łóżka Seta. Jemu również zmierzyła temperaturę. Był rozpalony. Narysowała runę, powtarzając te same ruchy co poprzednio. Następnie ukradkiem dała mu całusa w czoło i zostawiła mu tabletki. - Nie chcę go budzić. - powiedziała tylko, widząc wzrok Nate'a. - W razie czego powiedz mu, żeby to wziął. - powiedziała i wszyła z pokoju zarumieniona.

Grupa śniadaniowa do boju! ~ Góry, Dzień II

Diana  Melissa  Marlene  Nate  Yennefer  Rebecca Matthew  James  Kai  Nicoletta

Diana przebudziła się, rozejrzała po pokoju zaspanym wzrokiem, czemu towarzyszyła chwila dezorientacji, aby zaraz móc uświadomić sobie gdzie są. Uśmiechnęła się pod nosem i zerknęła w stronę śpiącej na łóżku obok Lenny. Usiadła i chwyciła swoją poduszkę, by zaraz cisnąc nią w śpiącą dziewczynę. -Wstawaj Lenny! - krzyknęła do niej. Nie wiedziała jak Lenny znalazła się w łóżko, bo gdy się kładła, to łóżko obok było puste. Wygrzebała się ze swojej pościeli i przeciągnęła ziewając.
Przeciągnęła się. Sweter nasiąknięty śniegiem wysechł, a kurtkę złożoną jak poduszkę miała pod głową. Miejsce jej spania nie było bardzo wygodne, jednak twarda podłoga była lepsza niż zimny śnieg. Na dodatek jeśli zasnęła przy kominku, w którym radośnie tańczyły płomienie. Mel wyciągnęła ręce do przodu, aby je ogrzać. Nie przebrała się nawet w piżamę. Wczoraj po prostu padła. Ziewnęła przeciągle i oparła się o kanapę. Nie zauważyła jej wcześniej, albo ktoś na niej spał. Westchnęła i weszła na górę.
Len przewróciła się na drugi bok, napotykając wzrokiem łóżko Bless. Wczoraj było jak za dawnych czasów. W końcu. W końcu znów były razem, na dobre i na złe. Ziewnęła, podnosząc się z łóżka. Słońce wpadało do ich pokoju przez duże okna z białymi, przeźroczystymi zasłonami. Popatrzyła na przyjaciółkę, równocześnie przeciągając się. Nie będzie jej teraz budzić, powinna się wyspać. Na wspomnienie poprzedniej nocy uśmiechnęła się szeroko. Z radością, nawet nie przebrawszy się z piżamy, wyskoczyła z łóżka i wsunęła stopy w miękkie, futrzane kapcie. Cicho wymknęła się w pokoju, wychodząc na korytarz. Na schodach minęła Mel. - Cześć! - rzuciła radośnie, przeskakując po parę stopni na raz. Gdy dotarła na dół, w kominku wesoło płonął ogień, a Di siedziała w aneksie kuchennym, oddzielonym od salonu wyspą kuchenną. - Hej, Di, co tam pichcisz?
Kiedy przechodziła do kuchni widziała jak Mel jeszcze smacznie śpi przy kominku, widocznie kroki brunetki musiały ją obudzić, bo kiedy Di ponownie spojrzała w stronę kominka dziewczyny już nie było. Magia. Levittoux wyjęła z lodówki mleko i rozejrzała się po szafkach. Było wszystko, kakao, kawa. Zmarszczyła brwi zerkając jeszcze w stronę butelki z mlekiem. -W sumie.. - mruknęła do siebie i sięgnęła po szklankę, żeby nalać sobie jednak zimnego mleka, wtedy usłyszała za sobą głos Lenny. Obróciła głowę zerkając w stronę dziewczyny. -To co tygrysy lubią najbardziej - rzuciła żartobliwie, po czym zaraz dodała. -Mleko na śniadanie. Chcesz? - zagadnęła nalewając sobie mleka i stając przy lodówce, w oczekiwaniu na odpowiedź dziewczyny, nie wiedząc czy ma schować butelkę z powrotem do lodówki czy nie.
- Wiesz co, wolałabym jakiś sok, albo... - popatrzyła na brunetkę tajemniczo. - ... czekoladę! - zaśmiała się. - Czekolada to same dobre wspomnienia. I mogę Cię nauczyć ją robić. - mrugnęła do Di. - A tym czasem, może jakieś kanapki? Można by zrobić też dla reszty. - mruknęła pod nosem, otwierając lodówkę. Wszystko było, więc mogła spokojnie zaczynać akcję "Wykarmić Nocnych Łowców". Zaczęła wyjmować produkty, kładąc je na ladzie. Szynka, ser, warzywa, owoce. Jajka, ketchup, majonez i reszta. - To co, uczta dla poligonu doświadczalnego?
Weszła do (chyba) swojego pokoju. Wzrokiem starała się odnaleźć swoją czarną walizkę. Kurtkę powiesiła na wieszaku, a włosy przeczesała szczotką. Zerknęła w stronę innych części pokoju. Trzy inne łóżka były puste, ale Mel dostrzegł ślady użytkowania. No i walizkę Yen. Szybko zmieniła ubranie i założyła ciepłe buty. Ich pokój był chyba jednym z większych. Wyszła na korytarz. Domek był na tyle duży, aby ich wszystkich pomieścić. Zeszła po schodach na dół i zauważyła znajome w kuchni. - Szykujcie się na zemstę. - Powiedziała z uśmiechem na ustach i sięgnęła po kubek, aby zrobić sobie ciepłej herbaty.
- Herbata jest w tej szafce na rogu. - rzuciła do Mel. - Jest czajnik, więc możesz zagrzać więcej wody i zrobimy dla wszystkich w dzbanku. - powiedziała krojąc pomidory. - A potem możecie mi pomóc z warzywami. Normalnością dla Lenny było poruszanie się w kuchni, więc bez problemu rozdzieliła obowiązki, chcą zrobić reszcie miłą niespodziankę.
Yen przebrała się i wyszła z pokoju. Zbiegła po schodach weszła do salonu i rzuciła do dziewczyn krótkie "Cześć". Przeszła do kuchni gdzie Len kroiła warzywa. - Gdzie są noże? - zapytała - pomogę ci.
Schowała butelkę mleka do lodówki, a słysząc o czekoladzie oczka jej błysnęły. No dobra, dla tej czekolady mogła nawet się poświęcić i pomóc robić kanapki dla reszty. -Dobra, nauczysz mnie wieczorem - rzuciła do Lenny w odpowiedzi na jej propozycję nauki robienia dobrej czekolady. Zgarnęła szklankę i spojrzała na Mel. -Zemstę? Mi się wydaje, że ktoś znów będzie miał randkę z zaspą śnieżną - rzuciła rozbawiona do Mel, upiła łyk mleka, po czym odstawiając szklankę zajęła się krojeniem warzyw. -Cześć - rzuciła do Yen, po czym podała jej jeden z noży. W końcu im ich więcej do krojenia tym szybciej skończą.
- Szuflada obok kuchenki. Cześć, Yen. I dzięki, trzeba jakoś nas wykarmić. - rzuciła z uśmiechem. Zostawiła warzywa Yen, a sama wzięła się za wyciskanie soku z pomarańczy. - Di, możesz pokroić ser w plasterki. Tam jest nawet specjalne maszyna. - powiedziała wskazując w róg kuchni, za lodówką.
Kiwnęła głową i postawiła wodę. Podczas, gdy się gotowała, Mel wyciągnęła kubki i wrzuciła tam torebki. - Cześć Yen. - Rzuciła w jej stronę z uśmiechem. Wszyscy przeżyli, aż ciężko w to uwierzyć. Niedługo dojdzie do tego, że stanie się lepszym kierowcą od Nate'a. Pomarzyć zawsze można. Zalała torebki w kubkach wrzątkiem i zabrała się za krojenie warzyw. - Teraz tak mówisz. Zobaczymy co będzie potem. - Uśmiechnęła się i pogroziła jej palem.
-To on jest w kawałku? - Jęknęła marszcząc nosem z niezadowoleniem. Skrzywiła się ale zgarnęła z blatu cały półkilogramowy kawałek sera, żeby zająć się pokrojeniem go. Zerknęła jeszcze w stronę Mel i uśmiechnęła się zawadiacko. -Mel, ja Ci proponuję już zacząć lepić kulki - rzuciła do niej z rozbawieniem, po czym skupiła się na krojeniu sera, żeby sobie przypadkiem palca nie odkroić.
Przewróciła oczami w odpowiedzi do Diany. Tym razem się zorganizuje i zbierze drużynę. Nie umilało jej się znowu wylądować w zaspie i zostać natartą śniegiem. - Reszta jeszcze śpi? - Zapytała i przekroiła cytrynę na pół. Wycisnęła ją do swojej herbaty i wzięła małego łyka. Gorąca gorzka herbata rozgrzała ją od środka.
- Blessie na pewno. Nie miałam serca jej budzić. - uśmiechnęła się do dziewczyn. - Di, mówiłam Ci, tam masz maszynę! - zaśmiała się w głos widząc brunetkę manewrującą nożem. Następnie podeszła do szafki z kubkami i wyciągnęła z niej dzbanek, podając go Mel. - Możesz zalać ze dwie torebki, wtedy nie będzie lurą. - mruknęła poradę. Sama sięgnęła po miskę i zaczęła dzielić w niej sałatę na osobne liście.
-Maszynka? -Mruknęła rozglądając się po kuchni, rzeczywiście w rogu stała jakaś krajalnica. -Mówisz o tym czymś? -Rzuciła do Lenny wskazując na urządzenie. Zmarszczyła brwi i podeszła do urządzenia, obejrzała, znalazła włącznik i zajęła się krojeniem sera. Poszło nawet szybko, na pewno szybciej niż nożem. Wyłączyła, zebrała pokrojone plasterki i położył przed Lenny. -Proszę bardzo - wymruczała, po czym zawinęła z powrotem pozostałą część kawałka i schowała ser do lodówki. Sięgnęła po swoją szklankę z mlekiem i upiła kilka łyków, zerkając jak Len składa kanapki.
Wrzuciła do sałaty trochę pomidorów i szybko pokroiła mozzarelle w kostkę. Dodała jeszcze trochę pieprzu i soli i sałatka była gotowa. - Dzięki Di. Dobrze, że chleb jest już pokrojony. - puściła do niej oczko, zaczynając składać kanapki. - Teraz trzeba to wszystko posmarować masłem, jeszcze nie odkładajcie noży! - powiedziała z werwą. Potem będę nakładać szynkę, ser i do tego najróżniejsze warzywa pokrojone przez dziewczyny. Zalała torebki i zerknęła w stronę dziewczyn. Śniadanie było prawie gotowe. Wystarczyło jeszcze wołać na dół resztę. Wyciągnęła masło z lodówki i je rozpakowała. Uprzednio zerknęła jeszcze na datę ważności. Nigdy nie wiadomo, czy Clave nie chciało ich potruć. Wytarła nóż i zabrała się za smarowanie chleba masłem. Lenny śmiało wydawała komendy. Można by sądzić, że jest w swoim żywiole.
I dobrze, że nie musiała kroić chleba, kto wie do czego jej się jeszcze przydarzą te paluszki. Dopiła swoje mleko i zaniosła jeden z gotowych już talerzy z kanapkami do salonu, w końcu w kuchni wszyscy się nie zmieszczą, a salon był duży i wydawał się doskonałym punktem strategicznym pod tym względem. Diana podeszła do dużego panoramicznego okna w drugiej części salonu. Widok z niego był wspaniały, góry, ośnieżone drzewa i nawet było widać stąd kawałek stoku. Jedyny minus był taki, że od okna trochę ciągnęło chłodem. Potarła nagie ramiona, nie zdążyła się jeszcze przebrać i była w piżamie. Zerknęła jednak jeszcze raz tęsknie w stronę stoku. Za godzinę będzie na nim śmigać tak jak oni - uśmiechnęła się pod nosem na te myśl.
Dziewczęta wszystko już postawiły na stole, a Len, chociaż była zwolenniczką wspólnych posiłków, uznała, że każdy zje jak mu będzie wygodnie. Wzięła kanapkę i kubek z herbatą, podchodząc do Diany. Zerknęła przez okno. - To co, wspólny wypad na stok później? - zagadnęła widząc tęskne spojrzenie dziewczyny. - Ja byłabym jak najbardziej chętna.
Na stoku kręciło się parę osób, a warunki wydawały się być idealne, no i nie było jeszcze masy ludzi, którzy stanowią przeszkody do omijania. Zerknęła na podchodzącą do niej Lenny, po czym skinęła zadowolona głową. -Jasne, że tak. Nie przegapię takiej zabawy - odparła uśmiechając się szelmowsko, a oczy jej rozbłysły niczym małemu dziecku na widok gwiazdkowego prezentu.
Rebecca nawet nie zauważyła gdy zasłynęła po przyjeździe. Wyskoczyła z łóżka i najszybciej jak potrafiła ubrała się i umyła. Wybiegła z pokoju, mijając po drodze Matt'a i wpadła do kuchni -Dla czego mnie nie obudziliście?!
- Ja nie byłam z tobą w pokoju! - odpowiedziała jej Len. - Hej, Matt, jak tam sen? Spoko, Becca, przecież się nie pali -rzuciła w kierunku dziewczyny mierząc ją przy tym wzrokiem. -Jeszcze są całe 4 talerze kanapek - dodała i wskazała ruchem głowy na Lenny, co miało znaczyć, ze to zasługa rudowłosej.
Matt popatrzył się na Len po czym dodał -Do dupy, może dlatego że jakąś osobnicza obudziła mnie swoim tupaniem
- Starczy dla wszystkich. - powiedziała jeszcze do Beccky. - Osobniczka? - uniosła brwi do góry słysząc odpowiedź chłopaka. - Kogo masz na myśli?
Nate nie zbierał się nawet do wstawania, w ogóle było mu tak zimno że perspektywa wyjścia spod ciepłej kołdry wydała mu się niemal bestialska. Nie rzucił nawet w Seta poduszką na dzień dobry, tak jak robił to zawsze, po prostu mu się nie chciało. Nakrył się po sam łeb i liczył że zaśnie ponownie. - Świetnie... - mruknął w poduszkę. I Di będzie teraz wyrywać snowboardzistów bez jego pokątnego nadzoru.
James tymczasem był w szczytowej formie, nie zmarzł wczoraj no i wyspał się w najlepsze. Skoczył do łazienki umyć zęby i opłukać twarz, po czym ubrał się i piekielnie głodny zszedł na dół, by coś sobie zrobić do jedzenia. Na miejscu zastał przemiłą niespodziankę, całą grupę złożoną z pięknych Łowczyń i talerze pełne kanapek. - Witam miłe panie. - błysnął białymi ząbkami w promiennym uśmiechu, tak na dzień dobry. - Śniadanie? Mogę się poczęstować?
- Jasne, przecież po to je sterroryzowałam, prawda? - zaśmiała się, na widok kolejnego chłopaka. - James, prawda? Jestem Len, wczoraj tyle się działo i nie jestem pewna czy już się witaliśmy. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. - Wyskoczysz potem z nami na stok?
-Cześć - rzuciła do Jamesa na powitanie. Ludzie powoli zbierali się na dole. Diana miała zamiar się ogarnąć i przebrać. Weszła po schodkach na piętro, ale przechodząc obok pokoju chłopaków postanowiła tam jeszcze zajrzeć, bo ani Set ani Nate, jeszcze nie raczyli przywlec na dół swoich seksownych tyłków. Zapukała, nie słysząc jednak żadnego odzewu wśliznęła się do środka. Z łazienki dobiegał dźwięk puszczonej wody, chyba ktoś brał prysznic, a na jednym z łóżek leżały jakieś zwłoki. Z zadowoleniem rozpoznała w nich Nate'a, po czym perfidnie postanowiła wpakować mu się do łóżka, bo niby dlaczego nie..? -Cześć śpiochu - wymruczała wsuwając się pod kołdrę i obejmując chłopaka w pasie, tym samym przytulając się do niego. Ależ on tam miał gorąco i sam wydawał się być jakiś cieplejszy niż zwykle. -Dobrze się czujesz? - Zapytała marszcząc brwi, bo na myśl przyszło jej, że mógłby mu zaszkodzić te wczorajsze harce z Setem, w sumie oni dwaj chyba najdłużej byli na dworze.
Wzięła kubek z ciepłą herbatą w swoją rękę i wyszła z kuchni. W salonie siedzieli prawie wszyscy i zajadali się kanapkami. Melissa usadowiła się na kanapie i też wzięła jedną. Cóż, była smaczna. Najwyraźniej Lenny była urodzonym Kuchennym Dowódcą. Zerknęła w stronę nowoprzybyłych. Nie znała ich. Chyba powinna sprawdzać kogo bierze ze sobą busem. Jednak sądząc po runach na ręce, musieli to być nowi Nefilim. Uchwyciła pojedyncze słowa z natłoku rozmów: Stok, snowboard i śnieg. Sama z pewnością zaszyje się gdzieś w tym domku z dobrą książką.
-Jaką osobniczkę pytasz -mruknął -Tamtą -powiedział wskazując na Becky która pałaszowała już chyba 6 kanapkę -A ty się wyspałaś –zapytał.
- Nieee, jeszcze pięć minut. - jęknął teatralnie, słysząc otwierane drzwi, jednak uśmiechał się szeroko, gdy pomagał Di ulokować się pod kołdrą. Objął ją również, w talii, przysuwając do siebie. Nie pocałował jej jednak, nie chcąc broń Boże zarazić, gdyby faktycznie miał być chory. Zamiast tego schylił łeb i unosząc lekko jej podbródek dostał się pod brodę, nosem łaskocząc jej aksamitną szyję. Złożył pocałunek na jasnej skórze, a wargi miał gorące, tak samo jak oddech. - Tak, teraz już dobrze, choć za ciepło to mi nie jest... - powiedział, muskając znów jej szyję, a potem obojczyk. Postanowił być trochę okrutny i połaskotał ją szorstkim policzkiem. - Zaraz wstanę. Tylko uważaj, bo Set spod prysznica wychodzi nago. - Zaśmiał się ochryple, kiedy tylko wydała z siebie okrzyk oburzenia. Spodziewał się takiej reakcji, jednak mimo to nie przejął się nią zbytnio, ona z resztą też nie, bo mimo karcącego spojrzenia wciąż była uśmiechnięta. Zauważył to, gdy podniósł na nią spojrzenie. Uśmiechnął się zatem i on, biel jego zębów przyjemnie kontrastowała z ciemnym, trzydniowym zarostem. Powinien się dziś ogolić, ale po prostu mu się nie chciało. Jak zwykle była w nim wrodzona zadziorność, w końcu nie był obłożnie chory, na razie tylko go łapało no i głos miał trochę zmieniony. Przymrużył ślepia pod dotykiem jej palców, przeczesujących jego czarne kłaki. Cholera, chyba miał jakiś fetysz związany z włosami, strasznie lubił kiedy w nich brodziła. W ogóle lubił jej dotyk, byłby głupcem gdyby kiedykolwiek się tego wyparł. Na jej słowa uśmiechnął się z rozbawieniem, choć można było dojrzeć nutkę zadowolenia. - Martwisz się o mnie? - spojrzał na nią przymilnie, kładąc łeb tuż przy jej szyi, by poupajać się jej pociągającą wonią, spoglądając tym razem z dołu, jak mały uroczy szczeniak.
Mały uroczy szczeniak? Crow i jego sposoby na urabianie dziewczyn tych bardziej opornych na jego wrodzony urok osobisty. Aż chciało się pokręcić głową w wyrazie dezaprobaty. Już otworzyła usta żeby jak zwykle odpowiedzieć mu na to pytanie jakimś wymijającym tekstem, ale zawiesiła się na chwilę. Właśnie uświadomiła sobie, że serio się o niego martwiła. Wypieranie się byłoby zupełnie bez sensu. Odetchnęła głębiej i poruszyła się niespokojnie jednocześnie czując w brzuchu ten dziwny niepokój. -A jeśli tak, to co? -Zagadnęła cicho, ostrożnie wypowiadając każde słowo. Utkwiła w nim spojrzenie ciemnych oczu, które wydawały się teraz czujnie badać wyraz twarzy chłopaka. Mimo tego, że było od niego gorąco, to na jej skórze i tak pojawiła się gęsia skórka.

Odebrał SMSa od Gabriela, gdy przekraczał próg salonu. Oparł się o framugę i uważnie go przeczytał, bo był dosyć długi. Normalnie Kai nie byłby skory pchać się w mroźne rejony, ale jego przyjaciel wiedział jak go zainteresować. Napisał, że znalazł ‘coś’ ciekawego, w tym momencie pobudził jego ciekawość, w niebezpiecznym miejscu, w tym momencie uaktywniła się żądza przygody, a na deser dodał, że wzbogaci to ich kolekcję. Jak mógł się nie zgodzić? Wszedł do salonu, gdzie zastał Nicolettę rozwaloną na kanapie. Tydzień temu przyjechała do niego w ‘odwiedziny’. Gdyby nie to, że znał ją nim stała się wampirzycą i zdążył ją polubić, zatrzasnąłby jej drzwi przed nosem. Jego rezydencja niedługo zdobędzie nazwę: Przytułek dla samotnych i zbłąkanych. – Zbieraj się, Letty. Jedziemy na wycieczkę w góry. – Nie mógł jej zostawić samej sobie. Znał ją. Nie chciał, aby za bardzo ‘poczuła się jak u siebie w domu’. Wiedział, że jest odpowiedzialna i tak dalej, nawet traktował ją jak siostrę, ale ich wyprawa mogłaby trochę potrwać. Dla dziewczyny była to tez okazja, aby się rozerwać.
Ciemnowłosa dziewczyna otworzyła zmrużone oczy i spojrzała na przyjaciela. - W góry? A co to za okazja? - zapytała spokojnie, nie spuszczając wzroku z Kaia. Leżała na kanapie w samym t-shircie, przeglądając jakieś pisemko. Tak naprawdę wcale go nie czytała. To była tylko przykrywa dla jej bardziej skupionych myśli. Nadal rozmyślała jak zacząć swoją działalność w LA. Lenny dała jej jasno do zrozumienia, że nie akceptuje jej zamiarów, ale wiedziała, że siostra i tak jej pomoże. Teraz jednak, oderwana od swoich planów, zastanawiała się dlaczego mieli by wyjeżdżać.
Kai rzucił do niej telefon z włączoną wiadomością. Nicoletta miała niezły refleks, zresztą jak każdy wampir, i szybko przeczytała SMSa. Miał nadzieję, że podzieli jego fascynację i zgodzi się. Nie było co marnować czasu. Możliwe, że znając życie Gabryś wpadł w tarapaty i potrzebuje pomocy. – Nie zostawię cię samej w domu. – Powiedział i zabrał jej gazetę. Rzucił wzrokiem na okładkę, a po chwili pisemko wylądowało w ogniu. – Zbieraj się. – Powiedział i zaczął zmierzać w stronę wyjścia, aby spakować się do walizki.
Złapała komórkę w locie, co prawda odruchowo, ale była już przyzwyczajona do wampirzego zmysłu. Przeczytała wiadomość, po czym zwróciła się do Kaia. - Wiesz, że muszę rozkręcić sprawy tutaj w Los Angeles? Klan sam się nie podda. KAI! - krzyknęła, kiedy wrzucił gazetę do ognia. Może i faktycznie jej nie czytała, no ale trochę kultury! - No wiesz co? - głos jak zwykle miała poważny, ale wiedziała, że jest dla blondyna jak siostra, więc nie chciała go martwić. Przecież tylko na niewielkim gronie ludzi jej w życiu zależało. - Już się pakuje... - mruknęła pod nosem, prostując długie nogi i wstając. - Spakować się ciepło jak rozumiem?
Zatrzymał się przy drzwiach i zerknął na nią przez ramię. – To była tylko gazeta. – Przewrócił oczami. – Ubierz się ciepło. Możemy tam trochę zabawić. – Cóż, był pewien, że Nicoletta powiedziała to z przyzwyczajenia, gdyż wampiry nie czuły zimna. Rzekł i poszedł do swojego pokoju na piętrze. Wyciągnął średniej wielkości, nieco zniszczony plecak i zaczął po prostu wpychać tam wszystkie potrzebne rzeczy. Był to jeden z tych, na które rzucił zaklęcie. Był praktycznie bez dna i wystarczyło pomyśleć o danym przedmiocie i go wyciągnąć. Gdy już się spakował i ubrał zimowe ubrania zszedł na dół. Nicoletta już na niego czekała przygotowana do drogi. Kai powiedział zaklęcie w starodawnym języku i przed nimi utworzył się Portal. – No to jedziemy w góry skaliste. – Oznajmił i mógł zobaczyć jak po drugiej stronie formuje się wizja miejsca, do którego dążą. – Panie przodem. – Uśmiechnął się i przepuścił dziewczynę przed siebie.
Nie przygotowywała się jakoś wielce, bo kurtki wzięła tylko dla atrapy. Przecież ona nie czuła zimna. Stała w salonie, czekając na Kaia. Gdy chłopak wrócił wraz ze swoją magiczną walizką i utworzył Bramę, ona tylko pewnym krokiem weszła przed siebie. Liczyła na niego i po prostu mu ufała. Był jedną z niewielu osób, dla których zrobiłaby coś bez pytania. Po chwili już stała przed niewielkim drewnianym domkiem w obsypanym śniegiem krajobrazie. Hmm, odkąd nie czuła zimna bardzo polubiła tą porę roku. Odwróciła się, czekając na Kaia, by jak tylko wróci, oberwał świeżo ulepioną śnieżką. - To za tamtą gazetę.
Przeszli na druga stronę, a portal za nimi zniknął. Na ich szczęście żaden z przechodniów tego nie zauważył, a jeśli było inaczej, to zbytnio się tym nie zainteresowali. Kai spojrzał na domek przed którym wylądowali. Stąd dało się słyszeć wesołe rozmowy. Zwrócił się w stronę dziewczyny. – Myślę, że powin… -Nie dane mu było dokończyć, bo dostał śnieżką w twarz. –Osz ty… - Z uśmiechem ulepił własną kulę i posłał ją ku Nicolettcie. Trafił prosto w czoło. Uchronił się od kolejnej porcji śnieżek posłanej w jego stronę, a w pewnym momencie upadł na śnieg i pociągnął za sobą wampirzycę, chcąc się czegoś chwycić.
- Ej, Kai! Uważaj! - krzyknęła, upadając na niego. Nie dość, że pociągnął ją za sobą, to jeszcze teraz... Szybko wzięła garstkę śniegu, dłonią równie bladą i wsadziła ją Kaiowi za kołnierz. - Dobrze, że przynajmniej jednemu z nas jest zimno. - prychnęła, wstając i otrzepując się. - Chodź.
Jęknął, gdy śnieg dostał się za kołnierz. Nicoletta nie czuła zimna i to dawało jej nad nim przewagę. Gdy Kai znalazł się na ziemi, dopiero zauważył słońce górujące na niebie. I wtedy sobie przypomniał, że Letty jest w końcu wampirem. Szybkim ruchem podniósł się z ziemi, ściągnął swoją kurtkę i rzucił ją na dziewczynę. Wbrew jej protestów, wziął ją na ręce i wszedł do pierwszego lepszego domu, który znajdował się naprzeciwko nich. Jakim zdziwieniem było, gdy w salonie zobaczył znaną mu grupę Nocnych Łowców. – Znowu wy. – Powitał ich entuzjastycznie i postawił wampirzycę na ziemi.
- KAI IDIOTO! CO TY ROBISZ?! - krzyczenie nie było dla niej normalne, ale to już była przesada. - POSTAW MNIE NA ZIEMI! - gdy w końcu jej posłuchał, kopnęła go w łydkę i rozejrzała się po domu, do którego ją wepchnął. - Kai, nic mi nie je... - w tej samej chwili zobaczyła przed sobą grupę kilku dziesięciu Nefilim, a wśród nich burzę znajomych, rudych włosów...


Becky siedziała na krześle połykając kolejne kanapki. Gdy jej brzuch był już pełny podniosła się z krzesła i ruszyła do pokoju by przebrać się w ciepłe ubrania.
Jared zbiegł z góry. -Cześć - rzucił do ludzi w salonie, w ogóle nie przejmując się faktem, zę ze zgromadzonych znał tylko Lenny. Jego uwagę przykuły kanapki, zgarnął jedną i wpakował do ust. Przeżuł. Połknął. -Nie wiem, kto je robił ale są zajebiste - rzuciła i zgarnął jeszcze jedną. -To jaki jest plan na dziś? -Zagadnął rozglądając się po zgromadzonych.
Rebecca po przebraniu zeszła na dół gdzie zastała sporą ilość ludzi, rozejrzała się -To co my tak właściwie dzisiaj robimy-mruknęła po czym rzuciła się na kanapę.- Hejka Jared. - powitała kolejnego przybyłego. - Grupa śniadaniowa pod moim przewodnictwem, kłania się. - powiedziała, parodiując dygnięcie. - Cieszę się że Ci smakuje.
-Grupa śniadaniowa, mówisz? -Rzucił unosząc brew z zaciekawieniem. A macie tez jakąś grupę, która zajmuje sie przygotowywaniem obiadów, czy kolacji? Bo jeśli tak, to chętnie piszę się na konsumpcję.
- Możemy zobaczyć co da się zrobić. - puściła do niego oczko, zerkając na dziewczyny. - Dałybyśmy radę? Czy może pójdziemy do jakieś restauracji?
- Zespół śniadaniowy? – Zapytała i z rozbawieniem zerknęła na Lenny. – Na obiad wkręć w to chłopaków – Wskazała palcem na Jareda, Jamesa i Matta. – Pod twoim dowództwem Szefie Kuchni, posiłek będzie wyśmienity. – Uśmiechnęła się w stronę Lenny. Upiła trochę swojej herbaty, która wręcz rozgrzała ją od środka. Zerknęła w stronę kominka. Ktoś zajął jej ulubione miejsce w tym domku.
Becka leżała na kanapie krzycząc -Kurde ludzie co robimy! -Przywracała się z boku na bok -Len nudzi mi się ratuj!
Jared zgarnął sobie jeszcze jedną kanapkę. Najadł się nawet, upij jeszcze kilka łyków herbaty, po czym wyjrzał za okno. Słysząc głos dziewczyny z kanapy zwrócił się teraz do niej. -Ja to chyba dołączę sobie to tych tam - pokazał kciukiem za siebie w stronę okna przez które było widać ludzi zjeżdżających po stoku - oznajmił po czym nie czekając na resztę ruszył ku drzwiom wyjściowym zatrzymując sie tylko po to, aby założyć buty i kurtkę.
Len śmiała się w najlepsze, gdy nagle do domku wpadła dwójka ludzi. - Carmen? - wytrzeszczyła oczy, upuszczając kubek.
- Ała! – Powiedział i spojrzał na Nicolettę. Wampiry miały większą siłę, więc uderzenie go zabolało. – Chciałaś tam umrzeć?! – Ręką wskazał na dwór. Nie przejmował się zbytnio Nefilim, ale jego wzrok padł na nich, gdy wampirzyca urwała zdanie. – Znacie się? – Zapytał lekko zdziwiony i zabrał swoją kurtkę z podłogi. – Nie ważne. – Machnął ręką i popchał Nicolettę do przodu, widząc jak promienie słoneczne wpadające przez duże okna prawie ją dosięgały.
- Dwa fakty, Kai, z ostatniej chwili. To słońce nic mi nie zrobiło! A jakbyś chciał wiedzieć, to tak! To jest moja siostra. - powiedziała z naganą w głosie. Zauważyła, że uderzenie go zabolało, ale nie spodziewała się, że popchnie ją do przodu. - Kai. - powiedziała tylko, natarczywie patrząc mu w oczy.
James rozłożył się w najlepsze przed kominkiem już parę chwil temu. Czuł zapach niedźwiedziej skóry położonej przed kominkiem w celu dekoracyjnym. Dłonie dla wygody wpakował pod głowę, otwierając na chwilę oko by przyjrzeć się wychodzącemu Jaredowi. Zmarszczył nos w zdziwieniu, widząc go tutaj. No cóż, przywita się innym razem, bo wychodzić nie miał zamiaru. - A ja tu zostanę z moim nowym kumplem. - stwierdził, czochrając niedźwiedzi łeb. Mimo woli rzucił też okiem na dwie istoty, w tym długonogą wampirzycę, która podniosła głos, skutecznie skupiając na sobie jego uwagę. Aż przymrużył jasne oko, kiedy jej się przyglądał. Zaśmiał się pod nosem. - Hej, Dziecię Nocy. Złość piękności szkodzi. - rzucił ku niej, otwierając drugą powiekę.
Słysząc za sobą głos, odwróciła się. - Wbrew twoim wyobrażeniom, Nefilim, jeszcze wcale nie jestem bardzo zła. Ale mogę być. - powiedziała, mrużąc oczy i wbijając wzrok w Łowcę rozłożonego na podłodze.
Matt spał oparty o stół gdy do domku wpadła wampirzyca i czarownik. Jego skromnym zdaniem wampirzyca była niczego sobie -Hej jestem Matthew, Matt lub dla niektórych Sexy Bomba miło mi cię poznać -pozwiedzał wyrastając przed nią jak by z podziemi
Na zaczepkę kolejnego chłopaka, nawet nie odpowiedziała, tylko mierząc go wzrokiem. Coś za pewni siebie byli ci wszyscy Łowcy. Minęła go, kierując się w stronę Len. - Cześć, Rudi, jak Cię wiedzie?
Omal nie upuściła kubka, gdy usłyszała jak ktoś głośno otwiera drzwi. Ściągnęła brwi. Kai niósł kogoś zwiniętego w kurtkę i właśnie postawiał ową osóbkę. Co on tutaj robił? Postanowiła się tym zbytnio nie przejmować i postawiła pusty kubek na stoliku. Drzwi nadal były otwarte i wpuszczały zimne powietrze do środka. Melissa szybko je zamknęła, zanim zdążyły zgasić ogień w kominku. Kominek. Jej wzrok powędrował ku temu miejscu, ale zobaczyła jak James się tam rozłożył. Ona miała tam siedzieć wraz z książką. To było jedyne ciepłe miejsce w całym domu. Naciągnęła rękawy swetra i do niego podeszła. – To moje miejsce. – Mogła chyba tak to nazwać skoro tu spała. – Posuń się. – Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na niego z góry, bo w końcu nad nim stała. Zerknęła na czarownika i resztę, ale po chwili powróciła spojrzeniem ku Jamesowi, chcąc wywalczyć sobie miejsce.
Jared zdążył wyjść jeszcze zanim tamta dwójka wparowała do domku. Teraz już miał wypożyczony snowboard, założył buty, przypiął deskę i zastanawiał się jak tu zjechać. Oczywiście nigdy wcześniej tego nie próbował, ale w końcu co mu szkodzi. Najwyżej się połamie, nie pierwszy i nie ostatni raz. Poza tym widząc śmigających obok ludzi, doszedł do wniosku, że to przecież nie może być takie trudne.
Lenny z konsternacją obserwowała jak jej siostra pozbywa się towarzystwa. - Na Anioła, co ty tutaj robisz?! Zwariowałaś Car? A co z LA? - dziewczyna była bardziej zdziwiona niż gdy zobaczyła Blessie. Co to ma być? Jakiś zjazd rodzinny?
- Co robię? Zapytaj się jego. To on zwariował, nie ja. - odparła poważnie, wskazując na Kaia. Pomimo całej sytuacji zachowała swoją tradycyjną postawę, poważną i dystyngowaną. - W LA na razie spokój. Jeszcze nic nie wiedzą.
Len potrzebowała więcej informacji, ale znała Carmen i nie zamierzała na razie drążyć tematu. - Mam nadzieje. - powiedziała tylko i uścisnęła ją.
Puszczał wszystkie uwagi skierowane do wampirzycy mimo uszu. Założył ręce na piersi i zilustrował wzrokiem otoczenie. Jego uwagę skupiły na sobie kanapki leżące na stole. Myśląc, że nikt nie zauważy, zabrał jedną i zjadł dyskretnie. Były przepyszne. Nie grzeszył sympatią do Nocnych Łowców, ale jedno trzeba im było przyznać. Potrafili gotować. Nie był pewny czy będą mogli zatrzymać się na długo w ich domku, nie chciał im oczywiście psuć urlopu, ale Nicoletta nie mogła od tak sobie wyjść. Podszedł do niej i do jej znajomej i usadowił się koło nich. – Dobra. Kim ona jest? – Kiwnął głową w stronę Lenny. – Kim jest dla ciebie. – Sprostował. Kojarzył mniej więcej wszystkich ludzi w pomieszczeniu. Miał swoich informatorów. Westchnął, gdy usłyszał uwagę wampirzycy. – Jeszcze nie zwariowałem, ale jestem ku temu bliski. – Oparł się o oparcie i dał ręce pod głowę. – Jesteś wampirzycą, Letty. Słońce może cie zabić. Tylko troszczę się o twoje życie. – Zerknął na nią. Wiedział o jej planach zdobyciu dowodzenia nad klanem wampirów, ale na razie odłożył to na dalszy plan. Musiał znaleźć Gabrysia i to szybko.
James ani trochę nie przejął się aluzją wampirzycy, w końcu one miały to do siebie, że były chłodne i właśnie dlatego z Podziemnych panien upodobał sobie wilkołaczki. Zaraz potem odwrócił spojrzenie w stronę Melissy. Patrzył na nią pod trochę niekorzystnym kątem. Cóż, może i był uprzejmy, ale o swoje walczyć potrafił. - Wiesz. - odezwał się do niej, jednak bez cienia złośliwości, wręcz przeciwnie, nawet uśmiechnął się w jej stronę, unosząc na łokciach. - Wydaje mi się, że teraz to NASZE miejsce, zatem siadaj. - dorzucił spoglądając na nią całkiem nawet sympatycznie, po czym podniósł się do siadu. Dominująca, nie ma co. Mrah, nie miał zamiaru tak łatwo ulegać, mimo wszystko był facetem i miał swoją godność. Poza tym wyznawał zasadę złotego środka. - I byłoby mi miło, gdybyś mówiła mi po imieniu. Jestem James. - wykorzystując okazję przedstawił się i wyciągnął dłoń w jej stronę. Możliwe, że miał to być gest pojednawczy, ale Łowczyni zrobi co chce.
- To moja siostra. - powtórzyła, odpowiadając za Len. - A słońce nic mi nie robi, Kai. - ściszyła głos, by nie zwrócić uwagi reszty. - Mogę chodzić za dnia.
Przerzucał spojrzenie od Lenny do Letty i z powrotem. Nie były do siebie podobne, zatem musiały być przyrodnim rodzeństwem. O mały włos po informacji, która padła z ust wampirzycy nie zszedł na zawał. – Możesz chodzić za dnia..? – Również ściszył głos, choć ledwo powstrzymywał się od podniesienia go. Czemu mu wcześniej nie powiedziała?! Obyło by się bez tego całego cyrku. Mogli również szybko stąd wyjść i znaleźć Gabrysia. – Jakim cudem? – Powiedział tylko i pochylił się nieznacznie do przodu.
- Nie wiem. - wzruszyła ramionami. Nie obnosiła się z tym, bo wiedziała już, że ta umiejętność nie spotyka się z przyjaznymi reakcjami. Po prostu zaakceptowała ten fakt i przeszła nad tym do porządku dziennego. Dosłownie.
- Nic. - zaśmiał się, bo rozbawiła go swoją płochliwą reakcją. Zachowywała się tak jakby to było co najmniej wyznanie miłości, a biorąc pod uwagę to ile razem przeszli nie wydawało mu się to niczym nadzwyczajnym. - To dobrze. - uniósł się nieznacznie na łokciu, by móc skrócić dystans między ich twarzami, a potem pochylić się do jej ucha. - Bo ja też się o Ciebie martwiłem, kiedy zniknęłaś. - wyznał to szeptem, jak tajemnicę stanową, zaraz potem odsuwając się nieco, bo dojrzeć jej reakcję. Nie wiedział czy dobrze robi mówiąc jej o tym kiedy ta czuje się niepewnie, ale na Anioła, byli dorośli. Poza tym to że się o kogoś troszczysz to jeszcze żaden wyrok. Cofnął rękę, którą ją obejmował, głównie po to by odgarnąć za ucho kasztanowe włosy, potem wierzchem dłoni przesunął po kości policzkowej, przez szyję na bark, gdzie wyczuł gęsią skórkę. Uśmiechnął się zadziornie i podrapał lekko to miejsce, wiedząc że wywoła dziwny, lecz przyjemny dreszcz. Potem tę samą dłoń oparł na jej ciepłym, odsłoniętym przez rąbek bluzki boku, zaczynając go gładzić. - Nie idziesz na stok?
Westchnęła ubolewając, że musi dzielić miejsce. To był duży dom na dodatek w górach, gdzie panowało zimno, powinny tu się znajdować co najmniej z dwa kominki, aby ludzkość nie poumierała. Oczywiście mogła na sweter założyć bluzę, tylko gdyby ją posiadała. W końcu musiała coś wyciągnąć, aby zmieścić książki, bo wiedziała, że tutejsza biblioteka nie będzie dobrze zaopatrzona. Zdecydowała się usiąść, nie chcąc dłużej marznąć. Zauważyła brak Jareda, który z pewnością wymknął się potajemnie na dwór. Liczyła, że reszta podąży za jego przykładem i pewnie by tak było, ale wszystko musiał zepsuć Pan Wielki Czarownik z Brentwood’u i jego towarzyszka. Jej nienawiść do niego jeszcze bardziej wzrosła. Jej rozmyślania przerwał chłopak, który wyciągał do niej rękę. Bez głębszego zastanowienia ją uścisnęła. – Melissa.- Powiedziała. – Nie powinieneś iść na dwór? – Zapytała, ale po chwili się poprawiła. – Znaczy, czy nie chcesz iść na zewnątrz? – Pierwotną myślą było po prostu: Idź na dwór. Miejsce by się zwolniło, on by sobie jeździł czy co tam robił. Wszyscy byliby szczęśliwi.
- Nie wiesz? – Wlepił w nią zdezorientowane spojrzenie. Nie szukała, nie pytała, nie robiła nic, aby się dowiedzieć? To było dla niego ciężkie do zaakceptowania. – Ale wiedziałaś od początku? – Zapytał. Wątpił, że Letty mogła być tak nieostrożna, aby zostać w dzień na dworze, gdy jeszcze o tym nie wiedziała. Przeniósł spojrzenie na Lenny, niezbyt pewny czy mogą rozmawiać przy niej o takich rzeczach. W końcu, gdy chodzi o sprawy Nefilim, wszyscy milkną, gdy widzą go w pobliżu. Postanowił, mimo wszystko, jej zaufać. Były przecież siostrami, a miłością Nicoletta otaczała tylko najbliższych. – Letty, powinniśmy stąd iść. – Nachylił się do niej. – Nie jesteśmy tu mile widziani, a przynajmniej ja. Nie rozbijajmy im urlopu i po prostu się zbierajmy.
Matt przyglądał się piękności która rozmawiała to z Lenny to z czarownikiem usłyszała ostatnie słowa czarownika i krzyknął -Nie zostawiaj mnie moja piękności!
- Wcale nie! - krzyknęła Len, niczym małe dziecko, chwytając Nicolettę za ramię. - Carmen jest zawsze u mnie mile widziana. - Len widziała, że siostra nie lubi tego imienia, ale nie była wstanie nazywać jej inaczej. To jedna z jedynych rzeczy jakie jej pozostały z przeszłości.
Kai spojrzał na chłopaka, który przedstawił się jako ,,Sexy Bomba” (tak, zapamięta to sobie do końca jego długiego życia) i uznał, że jest albo zdesperowany albo chory psychicznie. Obie przypadłości nie wykluczały się wzajemnie. – Może i jest mile widziana, ale spieszy nam się. – Rzucił wampirzycy porozumiewawcze spojrzenie. Gabriel mógł wpaść w jakieś kłopoty z tym swoim ‘Dam sobie radę sam’, albo jego niezwykłym szczęściem.
- Ładne imię. I nie, nie lubię zimna. - odparł, marszcząc lekko nos. Z łatwością zorientował się, że chętnie by się go stąd pozbyła. Wystarczyło jej westchnienie i źle sformułowane pytanie. Uśmiechnął się wtedy wąsko, kręcąc nosem do samego siebie. No cóż, mimo że walczyć umiał, to jednak narzucać się nie lubił, zwłaszcza dziewczynom. - A jak chcesz żebym sobie poszedł, wystarczyło powiedzieć. Nie lubię przeszkadzać. - mrugnął do niej ulotnie, jak zwykle ani trochę nie urażony. Trudno było sprawić, żeby się gniewał. Wstał z niedźwiedziej skóry, wypatrzył sobie jakiś fotel i dosunął go bliżej kominka, by było ciepło, po czym rozsiadł się wygodnie. Mówiłem? Złoty środek. Spojrzenie ulokował na Melissie, skoro i ją ciągnęło do ognia tak jak jego to znaczy że było jej chłodno. Ściągnął swoją bluzę, była dość spora, więc na sweter sam raz. Nie zaproponował jej, bo miał przeczucie że dziewczyna jej nie przyjmie, dlatego po prostu wstał, by położyć ją obok Nefilim. Zawsze mogła nie ubierać, ale wtedy byłby to w sumie tylko głupi, bezsensowny upór, przynajmniej jak dla Jamesa. - Proszę, szybciej się ogrzejesz. - no tak, uprzejmy do bólu. I choć teraz bluza nie była jej potrzebna, to z pewnością przyda się przy odejściu od kominka. Sam skierował się w stronę schodów, by pójść po drugą bluzę. On książek nie czytał, więc miejsca miał pełno.
Delikatnie zdjęła dłonie Lenny ze swojego ramienia. - Spokojnie, Len, jeszcze się zobaczymy. - to powiedziawszy, przytuliła dziewczynę. Zignorowała fakt, że Kai zobaczy ją uczuciową. Postanowiła też odpowiedzieć mu później. Pogłaskała siostrę po głowie i przytuliła ją mocniej, by za chwilę wypuścić ją z objęć. Wstała i słysząc "Sexy Bombę" spojrzała wymownie na Kaia. - Faktycznie mile widziana... - mruknęła tak, że tylko czarownik ją usłyszał. - Bez fajerwerków Romeo. I nie jestem twoja. - rzuciła, by móc się mu bardziej przyjrzeć. Wysoki, nawet wyższy od niej, brązowowłosy. Nie chciała się w nic pakować, więc tylko zwróciła się do Kaia. - Chodźmy stąd.
Zagryzła wargę dochodząc do wniosku, że jednak trzeba było użyć tej wymijającej odpowiedzi. O ile rzeczywiście to, że się o kogoś troszczysz, to nie żaden wyrok, o tyle dla Diany, to jednak było całkiem sporo. Słysząc jego wyznanie, zerknęła na chłopaka na ustach pojawił jej się cień uśmiechu, a oczy błysnęły, chociaż nadal coś wydawało się ją tłumić. -To dobrze - wymruczała pod nosem zdając sobie sprawę z tego jak perfidnie to teraz brzmi. Poza tym, chyba trochę niepotrzebnie się martwił, w końcu wróciła. Nie było aż tak źle. Jedynie co, to nabawiła się kolejnych parę blizn, które powoli, ale znikną. Przymknęła oczy ciesząc się jego dość rozpraszającym dotykiem, drapanie rzeczywiście wywołało przyjemny dreszcz oraz niepozorny uśmiech, który mimowolnie pojawił się jej na twarzy. Siłą rzeczy jakby nie było sprawiał jej przyjemność. Chyba powoli łapali kolejny, wyższy poziom tej znajomości. Otworzyła oczy przykładając dłoń do piersi chłopaka i leniwym ruchem powiodła opuszkami palców po runie, którą miał wyrysowaną. Jego dłoń na boku brunetki wywołała kolejny przyjemny dreszcz, który tym razem biegł wzdłuż kręgosłupa. W tej chwili było jej przy nim tak przyjemnie, że zapominała o bożym świecie, jego pytanie jednak sprowadziło ją na ziemię. Zamrugała ożywiając się. Właśnie! Stok. Teraz to ona uniosła się na łokciu. -Idę - odparła zdecydowanie z radosnym błyskiem w oku. -Myślałam, że pójdziesz ze mną - dźgnęła go zaczepnie w brzuch. -No ale w takim stanie, lepiej będzie jeśli zostaniesz. Ale i tak wstawaj, zrobiłyśmy z dziewczynami kanapki - oświadczyła zerknąwszy jeszcze na chłopaka, po czym odrzuciła róg kołdry, próbując się z niej wygrzebać. Poza tym nie chciała tez sprawdzać, czy Set na prawdę wychodzi z łazienki nago po prysznicu.
-Proszę wróć do mnie jeszcze, tak bardzo cię pragnę -krzyczał jak opętany. Naprawdę podobała mu się owa wampirzyca -Zdradź mi choć swe imię.
Już wychodzili, gdy chłopak odezwał się po raz kolejny. - Nie mów nic o pragnieniu, bo zrobię się głodna. - powiedziała, i nie dało się ocenić, czy miał być to żart, czy też wampirzyca mówiła serio.
Yen wyszła z pokoju w miarę sportowym stroju. Mieli przecież iść wreszcie na zewnątrz pojeździć na snowboardzie. Na korytarzu spotkała Dianę. Przecież ona miała iść już na stok, ale najwyraźniej coś, albo ktoś ją zatrzymał. - Już idziemy, tak? - zapytała dziewczyny chociaż doskonale znała odpowiedź. Podeszła do wieszaków, wzięła kurtkę ubierając ją i resztę zimowych ubrań. - Czekam na dworze - rzuciła do ludzi kłębiących się w salonie i przy drzwiach. Zatrzasnęła drzwi i poczuła na twarzy podmuch zimnego powietrza.
Musnęła jeszcze usta Nate'a na pożegnanie, nic jej nie będzie, jeśli chodzi o łapanie przeziębień i tego typu sprawy, to była nad podziw odporna. Kiedy Diana wyszła juz z pokoju chłopaków natknęła się na Yen. Rzeczywiście ten powrót do pokoju chwile jej zajął. Rozejrzała się po salonie spoglądając przez balustradę w dół. -Już idę. Tylko się przebiorę - rzuciła do Yen, po czym zniknęła w ich wspólnym pokoju, żeby wziąć szybki prysznic i ubrać się. Po piętnastu minutach wyłoniła się z pokoju, zbiegła po schodach do salonu, gotowa ubrać się w buty i kurtkę. Zaciesz na jej twarzy mówił sam za siebie.
- Nie lubisz przeszkadzać… - Powiedziała na głos niezwykle tą informacją zainteresowana. Pierwszy Nocny Łowca, jakiego spotkała, który nie lubił zimna i się wtrącać. Kolejny, jeśli liczyć ją samą, ale wykluczając drugą opcję. Ona po prostu lubiła ‘wiedzieć’, ale znała granice. Nie chciała przecież zniszczyć jakiejś przyjaźni, którą budowała przez parę lat, po to by dopytywać się czemu tak, a nie inaczej. Hobby, które dawało znać o sobie, gdy doskwierał jej nadmiar nudy. Bacznie obserwowała czynności chłopaka. Ciężko było jej uwierzyć, że tak po prostu odpuścił siedzenie na tej niezwykle miękkiej niedźwiedziej skórze i grzaniu się przy ogniu. Po chwili jednak James wrócił z fotelem. Zerknęła na drzwi, które znowu zostały otwarte, nie widziała przez kogo, w salonie zgromadziło się za dużo ludzi, ale wpuściły kolejny, zimny podmuch powietrza. Tym razem o mały włos nie zgasiły ognia. Mel otuliła się szczelniej i podciągnęła nogi do piersi, owijając wokół nich ręce. Czemu tu musiało być tak przeraźliwie zimno. Mogła zostać w Instytucie, ale kto wtedy pokierowałby tak profesjonalnie jak ona? Nie powiedziałaby tego na głos, bo od razu wszyscy jednogłośnie odpowiedzieliby: Nate, ale pomarzyć zawsze można. Skierowała wzrok na bluzę leżącą obok niej. Już miała ‘coś’ odpowiedzieć, ale chłopak poszedł w stronę schodów. Po czasie, gdy nie zniosła kolejnych otwieranych drzwi, założyła bluzę i wzrokiem oceniła sytuację w pokoju. Mattew najwyraźniej uznał, że idealny czas wyprawiać sztuki teatralne, a wampirzyca przyjęła rolę Julii. Kai wyglądał co najmniej ja książę Parys, który miał ochotę zamordować Romea.
Skinął głową w jej stronę. Najwyższy czas było się stąd ulotnić. Posłał mordercze spojrzenie ku Matthew’owi. Nie przeszkadzałoby mu bardzo, innym chyba też, aby zamienić go na jakiś nieokreślony czas w coś, co nie mówi. Wszystkim by ulżyło, a chłopak narobiłby sobie mniej wrogów. Jeszcze dobił wyraz ‘Obiekt Niepożądany’ do swojej postaci w głowie Kaia, po tym, jak Letty rzuciła kąśliwą uwagę na temat pragnienia. – Chodź. – Mruknął i dobili się jakoś do drzwi. – Ach ten twój Romeo. – Rzucił rozbawiony zerkając na Letty. Potem przeniósł spojrzenie na dziewczynę, która stała przed domkiem gotowa do jazdy na snowboardzie. – Yen? Też przyjechałaś? – Zapytał z uśmiechem na twarzy. Co najmniej dwunastka Nocnych Łowców przyjechała do domku. Clave musiało mieć dobry powód, aby im zafundować mały urlop.
Len podeszła do Matta, klepiąc go w ramię. - Tak jej nie zdobędziesz, chłopie. Ona nie idzie na banalne teksty. I nie lubi hałasu.
Yen patrzyła na wysoką górę, zwaną stokiem. Szeroka trasa i kilka wyciągów na szczyt. Od patrzenia w górę zapiekły ją oczy, odwróciła wzrok niżej i na przeciwko niej stał Kai. Śnieg momentalnie przestał padać, nie czuła ostrych drobinek wbijających się w skórę. Usłyszała jego wołanie, następnie jak podchodzi. Nie wiedziała, że i on się tu zjawi, myślała, że tylko Nocni Łowcy dostali "urlop". Bardzo mile zdziwiona, podeszła do Kaia. - też tu przyjechałam - odpowiedziała na pytanie chłopaka, po czym lekko się podniosła i pocałowała delikatnie w usta. - A Ty? Co tu robisz? - zapytała zadowolona.
Nicoletta zobaczyła jak Kai podchodzi do ciemnowłosej dziewczyny, Łowczyni. Pocałowali się. Spojrzała w bok, by na nich nie patrzeć. Nie wstydziła się pocałunków, tylko chciała dać im trochę prywatności. Zerknęła przez okno do domku z którego wyszli. Drugi z tych chłopaków, którzy do niej zagadali siedział przy kominku. Był całkiem przystojny. Teraz rozmawiał z jakąś brunetką, która wcześniej krzyczała na Kaia. Wróciła wzrokiem do czarownika. Przestali się już miziać, więc podeszła i wyciągnęła rękę do dziewczyny, by się przedstawić. - Jestem Nicoletta. Kai nie mówił mi o tobie. - zaakcentowała słowo 'nie'. Nie żeby była zazdrosna, w żadnym wypadku! Po prostu ciekawiło ją to, dlaczego przyjaciel ma dziewczynę, o której nic jej nie powiedział.
Odwzajemnił pocałunek i objął ją w pasie, przyciągając do siebie. Widział ją pierwszy raz od paru tygodni. Czy się stęsknił? I to bardzo. Jego wargi pamiętały smak jej ust. Niechętnie się odsunął, gdyż usłyszał delikatne chrząknięcie Letty. Potem, jakby nigdy nic, wyciągnęła dłoń do jego dziewczyny. Zaciekawiła go trochę jej bezpośredniość, a szczególnie drugie zdanie. Miał nadzieję, że Yen nie poczuje się przez nią zazdrosna czy coś. Przecież sobie ufali. – Gdybyś ty mówiła o tych wszystkich istotkach, którymi się żywiłaś, przejadłoby mi się to. – Powiedział i dał jej przyjacielskiego kuksańca w żebra.
- Żywiłam. - powtórzyła jak echo, swoim nienaturalnie spokojnym głosem. - Kai, wiesz, że twoja Nefilim mogła by mnie teraz zabić? Wiesz, żywienie się na ludziach jest wbrew Przymierzu. - powiedziała, jednak jakby w ogóle się tym nie przejmując. - Po za tym, ja nie wchodzę w zbliżenia seksualne z każdy, kim się żywię. - prychnęła zabawnie, obserwując minę jego towarzyszki.
Yen usłyszała wołanie Len. Spojrzała się na Kaia i Letty po czym powiedziała: - Podobno musicie poszukać Gabrysia, prawda? - a słysząc twierdzącą odpowiedź kontynuowała - idźcie go poszukać teraz, ja wrócę do domku... A my Kai pewnie jutro się zobaczymy - cmokneła go jeszcze raz w policzek i weszła do ciepłego budynku. Zdjęła kurtkę, i weszła do salonu gdzie siedzieli tylko Lenny, Becky i Matt. - Mało nas – zauważyła.
Gdy Yen weszła do salonu chłopak w mgnieniu oka odpowiedział jej -Słuszna uwaga, ej Len może opowiesz mi coś o twojej pięknej siostrze mruknął ruszając śmiesznie brwiami i biorąc łyk herbaty z kubka Rebeccy
- Matt, nie nastawiał się tak. Ona gryzie. Dosłownie.
-Zawsze można spróbować -odpowiedział swoim ulubionym tekstem
- Można, ale w jej przypadku wiele nie zdziałasz. - powiedziała tylko. - Ona naprawdę nie poleci na pierwszą lepszą gadkę.
-No wiesz, nie musi polecieć, może to i lepiej -mruknął bawiąc się palcami.
- Jeśli naprawdę chcesz to zrobić, to musisz się postarać, ale i tak niczego ci nie gwarantuje.
Yen słuchała rozmowy Matta i Len śmiejąc się pod nosem z rozpaczliwych komentarzy chłopaka. Jaka nieszczęśliwa miłość - pomyślała. Podeszła do niego i wesoło poklepała go po plecach - nie martw się Matt - uśmiechnęła się. - jak nie, to znajdziesz inną, która Ci się nie oprze.-Eh zależy co dla niej znaczy postarać się -powiedział upijając kolejny łyk herbaty Becky -Tia zapewne -odpowiedział Yen.