shadowhunters
Wszystko skończyło się szczęśliwie. Demoniczny kielich został zniszczony, Mroczni Nocni Łowcy pokonani, a nowe porozumienia zawarte. Na świecie zapanował pokój, a wszyscy uradowani opuścili Idrys wracając do swoich Instytutów. Głos w Twojej głowie zaśmiał się. Najlepiej by było, gdyby Demony nie ruszały się ze swojego wymiaru i nie atakowały, biednych, głupich Przyziemnych. My, Nocni Łowcy, stworzeni przez Anioła Razjela, mamy brać na swoje barki ciężar tego świata, zapobiegając wszelkim konfliktom i wojnom. Ulepszeni runami i nafaszerowani treningami, walczymy z demonami i Podziemnymi.

środa, 15 listopada 2017

I still look good in black.


...bardzo łatwo jest stracić wszystko, co uważało się za dane na zawsze. Czasami wystarczy ułamek sekundy - krótka chwila między jednym mrugnięciem, a drugim - żeby wszystko co znasz roztrzaskało się w drobny mak; po prostu zniknęło. I od tego momentu nic już nie jest takie samo, masz wrażenie, że życie straciło sens; że każdy kolejny oddech przesycony jest gorzką, spopieloną przeszłością, której nie masz już szansy odzyskać. I wtedy zdajesz sobie sprawę jak ważne było to, co się posiadało, jednocześnie wiedząc, że jest już za późno i to boli. Cholernie. Jak ciągłe smaganie batem, jak zakażone zadrapanie od demonicznego pazura. Wpadasz w pułapkę, zarażasz się znieczulicą od tych wszystkich martwych marionetek, którymi tak gardziłaś i zaczynasz się zatracać, a kiedy już niemal dotykasz dna przychodzi upragnione katharsis... Ale to wcale niczego nie ułatwia. Zderzasz się z nową rzeczywistością i nie masz wyjścia - musisz się odnaleźć. Taryfa ulgowa dla egzystencjalnych rekonwalescentów już nie obowiązuje. Najwyższa pora. Witaj w nowym, wielkim świecie, maleńka.


Alyssa Feyra Venatoris
P O P R O S T U : T R Z Y N A Ś C I E
 
Trudno pogodzić się ze sobą, kiedy zmiany obejmują nie tylko otoczenie, ale też twoje wnętrze. Zaczęłam więc stwarzać pozory - słodką, zwodniczą kurtynę, za którą mogłam chować się, kiedy problemy zaczynały mnie przerastać, kiedy tylko traciłam nad sobą kontrolę. Doświadczenia zdobyte w szkole dla nocnych łowców przestały się na cokolwiek zdawać. Byłam sama; tylko ja i moja wewnętrzna bestia. Jedno ugryzienie zmieniło moje życie, sekunda nieuwagi poświęcona na mrugnięcie okazała się wystarczająco długa; okazała się zgubna. W mojej pamięci nadal widnieje kilka zatartych przez ból, niewyraźnych wspomnień i twarz, która wyłoniła się z ciemności i wyciągnęła mnie na brzeg. Twarz, której nie potrafię sobie przypomnieć. I z czasem przyzwyczaiłam się do nowego smaku ciepłej kawy o poranku, do drapania w gardle przy kolejnym zaciągnięciu się papierosowym dymem, którego przecież tak nie znoszę... Do ruchu bioder, jakby płynniejszego, towarzyszącego każdemu kolejnemu krokowi: dziwnie miększemu, zgrabniejszemu niż dotąd. Dostrzegasz to nawet Ty, otulasz spojrzeniem nowe, kruche ciało i mimowolnie unosisz kącik ust. Nie wiesz dlaczego, po prostu to robisz; ślepy na wszelkie sygnały ostrzegające, że coś jest nie tak. Jesteś tylko potencjalną ofiarą, a bicie Twojego serca rytmem, według którego świadomie się poruszam. Bo niby skąd możesz wiedzieć, prawda? Skąd możesz wiedzieć, że właśnie mijasz żywą, tykającą bombę.
 

[...] NIECH NIE ŚLUBUJE PRZEBRNĄĆ PRZEZ CIEMNOŚCI NOCY,
KTO NIE WIDZIAŁ JESZCZE ZMROKU.
LAT 26, URODZONA PIERWSZEGO LUTEGO, BYŁA NOCNA ŁOWCZYNI UGRYZIONA PRZEZ WILKOŁAKA, KTÓREJ SERCA JAK DOTĄD NIKOMU NIE UDAŁO SIĘ PODBIĆ. NADAL NIEZBYT PANUJĄCA NAD WŁASNYMI PRZEMIANAMI, OSZOŁOMIONA I AGRESYWNA W WILCZEJ POSTACI. OD CZASU WSTĄPIENIA DO ŁOWCÓW NIE UTRZYMUJĄCA KONTAKTU Z PRZYZIEMNĄ RODZINĄ, KTÓRA ADOPTOWAŁA JĄ, KIEDY BYŁA JESZCZE DZIECKIEM. BYŁA NIEMOWĄ, KIEDY PRZYPAŁĘTAŁA SIĘ DO INSTYTUTU W BRUDNYM UBRANIU JEDYNIE Z WISIORKIEM Z WYGRAWEROWANĄ NA ODWROCIE LICZBĄ 13, OD KTÓREJ WZIĘŁO SIĘ JEJ PRZEZWISKO. CZŁONKINI NAJDZIWNIEJSZEGO GANGU JAKI ŚWIAT WIDZIAŁ, NIECHCĄCA SIĘ PRZYZNAĆ, ŻE POTRZEBUJE JAKIEGOKOLWIEK WILKOŁAKA ŻEBY SIĘ CZEGOŚ NAUCZYĆ. FANKA MUZYKI ROCKOWEJ, DUBSTEPOWEJ I WSZYSTKIEGO INNEGO, CO WPADNIE JEJ W UCHO. POSIADAJĄCA KILKA TATUAŻY, W TYM WYTATUOWANE NA PAMIĄTKĘ RUNY. UDAJĄCA, ŻE OD CZASU DO CZASU NIE DAJE SIĘ SKUSIĆ UŻYWKOM. NALEŻĄCA DO OSÓB, KTÓRE NALEŻY DOBRZE POZNAĆ ŻEBY POLUBIĆ, A KTÓRA NA PIERWSZY RZUT OKA USILNIE STARA SIĘ DO TEGO NIE DOPUŚCIĆ. ISTOTKA BISEKSUALNA, KTÓRA RZADKO UŻYWA PRAWDZIWEGO IMIENIA I NAZWISKA. UNIKAJĄCA WINA I SZAMPANA JAK OGNIA. PRZEJAWIAJĄCA SŁABOŚĆ DO SWOJEGO SAMOCHODU, KTÓRY NIESTETY ŻRE WIĘCEJ NIŻ MOGŁA PRZEWIDZIEĆ. UPARTE DZIEWUSZYSKO, SKOPANE PRZEZ LOS, KTÓRE MIMO TO OPIERA SIĘ MU Z UŚMIECHEM NA USTACH.

3 komentarze:

  1. Siedzial przy stoliku niedaleko drzwi, saczac kolejna butelke burbonu, ktorego wlasciwie nie zdazyl jeszcze nawet wyczuc w swoim krwiobiegu. Ten przykry fakt narzucil mu chwilowa mysl, ze byc moze latwiej byloby po prostu porwac jakas naiwna kobiete, odpowiednio pijana, ktora pozwoli mu sie bez oporow ugryzc. Stan upojenia bez tego byl tak odlegly, ze to bylo az irytujace. Pochylil sie w przod, kladac dlon na karku i, wymuszajac strzelenie kosci w aktualnej pozycji. Przechylil wiec glowe w bok, a jego wzrok padl na Nia. Znal ja. Szukal jej. Sledzil. A teraz zupelnie podswiadomie, wyczuwajac jej zapach, podazyl za nia, chociaz nie to mial dzisiejszego wieczoru w planach. Zawiesil na niej wzrok na dlugo, taksujac fakture jej skory, dosc gladka, jak na kobiete, powiedzialby, atrakcyjna, wygladajaca na miekka, jak jej frywolne wlosy, opadajace jej na twarz. W oczach wypisana mial zwykla ciekawosc. Moze nawet nute zaintrygowania, czy uznania dla jej urody. Dopoki nie dotarl do oceny jej zapachu. Obrzydliwie bliskiego kundlom i innym siersciuchom.
    W tym samym momencie, nie poczul chlodu na skorze, ale lekki powiew, jaki ktos wpuscil do pomieszczenia otwierajac drzwi. Zaraz potem komentarz, rozbrzmialy z jej ust, rozciagnal jego wlasne w cynicznym usmieszku.
    - No czesc, bella - zwykly gardlowy ton mogl zostac niewylapany przez ludzi wokol, siedzacych stosunkowo daleko, ale ona mogla go uslyszec.
    Poprawil sie w miejscu, obracajac sie centralnie do niej, zeby miala pewnosc, do kogo kieruje swoje slowa.
    - Pomoge ci przez to przejsc. Przez glod. I Twoje zadze. Jesli chcesz...
    I bylo cos niepokojacego w tej propozycji, jakas aura zakazania i zagrozenia, ale jednoczesnie czystej obietnicy.

    Eso

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogl nie uslyszec silniejszego uderzenia jej serca, nawet jesli by probowal. Teraz kiedy skoncentrowal swoje zmysly wylacznie na jej osobie, slyszal wszystko co zwiazane z nia bardzo dokladnie. Nie usmiechnal sie, chociaz poczul troche satysfakcji wywolanej jej reakcja. Zamiast tego pociagnal kilka lykow prosto z butelki i skinal glowa w odpowiedzi. Mogl zrobic to i znacznie wiecej. A skoro juz zdazyli ustalic, ze oboje sa tym zainteresowani, nawet jesli ona nie powiedziala o tym glosno, przeszedlk do wlasciwego kierunku rozmowy.
    - Nazywam sie Rivers. I od tej pory spedzimy ze soba mnostwo czasu, Alysso.
    Nawet jesli mu nie uwierzyla, moze bylby w stanie ja tym zaciekawic. Jakkolwiek jednak nie brzmialaby dalsza czesc jego wypowiedzi, przestrzen w jakiej sie znajdowali, znacznie utrudniala mu dalsze wyjasnienia. Wolalby nie dyskutowac o tych sprawach przy Przyziemnych. Dlatego oproznil swoja butelke i wstal z miejsca, ruszajac do tylnego wyjscia. Noszac w sobie nadzieje, ze dziewczyna podazy za nim. Nie pospieszajac jej, dajac jej czas do namyslu, przystanal na tylach baru, z poswieceniem narazajac sie nawet na smrod smietnika obok. Mimo zimna, narzucona mial na siebie tylko skorzana kurtke na bawelniana bluze. Jej kaptur naciagnal na glowe, nie z potrzeby zachowania ciepla, bo wcale nie odczuwal chlodu przyproszajacego sniegu. Po prostu szkoda mu bylo moknac. Ale czekal. Cierpliwie i z frustracja jednoczesnie, o czym swiadczyc mogl wyciagniety przez niego papieros.
    Wlasnie odpalal go zapalniczka z elektryczna wiazka (wolal nie kusic losu ogniem), kiedy wyszla. Automatycznie stracil zainteresowanie dotyczasowa czynnoscia. Na chwile zamarl w miejscu, a chwile pozniej, korzystajac z wampirzych atrybutow, znalazl sie tuz przed nia.
    - Powinienem do Ciebie mowic imieniem, czy wolisz po nazwisku? Przychodzi mi na mysl tez kilka innych adekwatnych aforyzmow...
    Ostentacyjnie przeciagnal po niej spojrzeniem, zdajac sobie sprawe, ze jej zapach, na zewnatrz, gdzie nie osiadal w powietrzu, wydawal sie juz mniej drazniacy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podazyl za ruchem jej dloni, kiedy oddalila papierosa od jego ust i zblizyla go do wlasnych. Nic nie mogl poradzic na to, ze wzrok automatycznie spoczal na jej wargach. Byl mezczyzna, ktory od zawsze, wbrew ogolnemu stereotypowi faceta, zwracal uwage na wiele aspektow piekna, anizeli tylko te oczywiste. Trzynastka, skoro tak kazala na siebie mowic, nie musiala jednak o tym wiedziec. Chowajac dlonie do kieszeni spodni przechylil glowe na bok, a pozniej zadarl podbrodek, wyginajac sie cialem na strone, po ktorej padal najmniejszy snop swiatla od tutejszych lamp.
    - Piekna.
    Choc nie wyjasnil czy mial na mysli noc, czy kobiete, ktora mial przed soba. Chwile pozniej bez rozwiniecia tej mysli, podazyl za nia. Nie odbierajac jej papierosa, ani przyjemnosci z faktu, ze odebrala go od niego. Gdyby dostrzegal w tym ujmowanie jego godnosci czy meskosci, moze by sie buntowal, ale okazal sie zaskakujaco niewyczulony na punkcie swojego ego, jak i niewrazliwy na jej probe dominacji. Po prostu pozwolil jej przejac kontrole.
    - Gdzie idziemy? - dal jej i w tej kwestii pelna decyzyjnosc. Zyl na tym swiecie dostatecznie dlugo, zeby wiedziec, ze nic nie moze stanac pomiedzy kobieta, a jej uporem. Zwyczajnie wiec, postanowil nawet nie probowac niczego zmieniac.
    - To bedzie jedna z tych romantycznych schadzek? - usmiechnal sie kacikowo, zaczepnie, juz zapominajac o tym, ze wieczor wydawal mu sie stracony bez poczucia upojenia alkoholowego. Czerpal przyjemnosc z obecnosci charakternej kobiety obok siebie.
    - Smog.
    Nie zwlekal specjalnie z odpowiedzia. Po prostu inaczej ulozyl sobie wlasne priorytety. Chwytajac ja za talie, stosunkowo nienachalnie, pochylil sie z nad jej ramienia nad jej uchem, dodajac wiecej pikanterii temu niewybaczalnie niewinnemu spacerowi:
    - Zaspokoilas juz swoj glod, Venus?
    Nadal jej wlasne imie. Trzynascie mu sie nie podobalo. Bylo bezosobowe i nie oddawalo jej charakteru. Venus moglo byc dobrym nawiazaniem do jej nazwiska, choc nie bylo. A przynajmniej nie nawiazaniem akurat do niego.
    Zanim jego Venus zdazylaby sie zezloscic, uwolnil ja z lekkiego ciezaru jego dloni na jej biodrze i okrazyl ja z szybkoscia jakie tylko czujne oko wilkolaka moglo wylapac. Zaraz potem stal juz przed nia,midac tylem, w strone, jaka obrala za ich kierunek.
    - Ale Tobie pozwole sie do mnie zwracac inaczej. Za niewielka cene, mon cheri.
    Drugi raz zwrocil sie do niej w innym jezyku, tym razem roznym niz wczesniej, jednak z tak samo czystym akcentem.

    OdpowiedzUsuń