sobota, 16 maja 2015

I am going burn down the world

Piekłem jest płacz głodujących noworodków.
Piekłem jest błaganie o litość.
Piekłem jest zdrada pomiędzy mężczyzną i kobietą.
Piekłem jest kłamstwo między ojcem a dzieckiem.
Piekło jest tam, gdzie jest serce.
Jeśli Bóg wysłuchuje modlitw, kto słucha przekleństw?
Krzyków bólu?
Gorzkich kłamstw?
My. 

Samantha Tamara 
Morgenstern
Your Biggest Nightmare
Siedziała na wzgórzu, a laptop spoczywał na jej kolanach. W przeciwieństwie do innych Nocnych Łowców nie była nogą z technologii. Jej palce zręcznie przesuwały się po klawiaturze, a niebieskie oczy, które były wręcz neonowe, uważnie śledziły tekst. 
- Nareszcie… - Mruknęła, gdy znalazła potrzebne informacje. Zamknęła laptop i wsadziła go sobie do plecaka. Czas zapolować. Wsiadła na motor i pojechała z piskiem opon do wyznaczonego przez jej lokalizator miejsca.
Zatrzymała się przy jednej z biedniejszych dzielnic Los Angeles. Wsuwając czarne okulary na nos, które były jej nierozłączną częścią, zsiadła ze swojego motoru Ducati 848. Z uśmiechem zaciągnęła się miejskim powietrzem i pewnym krokiem zaczęła zmierzać w stronę domu. Nie martwiła się zbytnio o swój pojazd. Tylko głupcy, którzy nie wiedzieli do kogo należy, mogliby go zwędzić, jednak szybko otrzymaliby jej pomstę. 
Stanęła przed wejściem, ale nie wysiliła się na uprzejmości. Zamiast zapukać jak normalny, cywilizowany człowiek, ona je kopnęła i drzwi z hukiem wypadły z zawiasów. Była bestią, a gdy dążyła do osiągnięcia jakiegoś celu nie sposób było ją powstrzymać. Już dawno straciła swoje skrupuły i sumienie, chociaż nie sądziła, że kiedykolwiek je miała. Demony nie odczuwają jak normalni ludzie. Nie kochają, a pożądają. Cieszą się z czyjegoś nieszczęścia lub śmierci, ubolewają, gdy ktoś żyje. Nie lubią, ale tolerują. 
Większość z jej gatunku wybito, w tym jej prawdziwą rodzinę. Nocnych Łowców z krwią demona pozostała zaledwie garstka. Sebastian Morgenstern, którego idee wręcz kochała i przejęła po nim nazwisko, zmienił ją w Mroczną, gdy miała 12 lat. Po wypiciu z Kielicha Demona, przeciwieństwa Anielskiego Kielicha, Nocni Łowcy stawali się jeszcze bardziej silniejsi, szybsi i wręcz niepokonani, jednak nie potrafili powstrzymać się od zadawania bólu, nawet swoim bliskim. Stracili duszę, a wraz z nią to co czyniło ich bardziej ludzkimi.  Ale miłość czyni nas słabszymi, prawda?
Przeszła przez hol zrzucając i niszcząc wszystko co spotkała po drodze. Rozbijała lustra, zrywała tapety i zostawiała ślady swoich serafickich ostrzy. Po prostu nie mogła się powstrzymać i zostawić dom w takim porządku w jakim był na początku. Kochała chaos. Wilkołaki zapewne wiedziały już o jej przybyciu, więc czemu miałaby siedzieć cicho? Ten ich wyczulony węch na jej zapach, który przypominał coś między makiem, a stalą, potrafił być irytujący.   
Jej kroki dudniły w całym domu, który wydawał się pusty. Ona jednak wiedziała swoje. Znała ich zachowania i skrytki. W końcu od lat polowała na Podziemnych i Nefilim. Pierw wykończy wszystkich ze Świata Cieni, a potem zwojuje ludzkość. Dokończy plan Sebastiana Morgensetrna, a przypominała jej o tym jego bransoleta ze słowami: Jeśli nie namówię niebios, poruszę piekło. 
Wyciągnęła sztylet, swoją ulubioną broń, gdy zbliżała się do piwnicy. Napięła mięśnie i uważnie nasłuchiwała jakichkolwiek dźwięków. Dobre, czyste zabójstwo jest bardzo relaksujące. Krwawe są gorsze, bo potem trzeba posprzątać. Zeszła niżej i ujrzała dwa przestraszone wilkołaki. Matka z dzieckiem, jak uroczo. Obie się trzęsły, a w ich oczach zawitał strach. Serce Sam zalała fala szczęścia.
Podeszła bliżej nich i chwyciła za nadgarstek dziewczynkę. Zamknęła ją w stalowym uścisku i przyłożyła jej ostrze do szyi. Widziała jak pot spływa po jej ciele, a jej serce dudni w piersi.
- Nie! – Kobieta krzyknęła, ale nie skoczyła do niej z wyciągniętymi rękami, jak zwykłe wilkołaki, które pragną chronić swoje dzieci. Została na swoim miejscu. – Nienawidzisz mnie, więc zabij, torturuj. Zrób ze mną co chcesz, ale zostaw Meggy!
Sam przewróciła oczami.
Przecież właśnie cię torturuję.
Krew zaczęła płynąć po szyi dziewczynki, a wkrótce jej bezwładne ciało opadło a ziemię.
- Oszczędzę cię. - Powiedziała, gdy kobieta wyciągnęła w jej stronę łom. Zachciało jej się śmiać. Wyglądało to strasznie żałośnie. - Szukam informacji, których możesz mi dostarczyć.
Podziemna nagle się zainteresowała. 
- Zdradź mi lokalizację Mev’a Waters’a
Samantha wbiła jej sztylet w brzuch i patrzyła jak uchodzi z niej życie. 
- Przecież ci powiedziałam! – Zaprotestowała kobieta.
Krew zaczęła barwić skórę Samanty na czerwono, przywołując uśmiech na usta. 
Nie wymusiłaś na mnie obietnicy. Ja nie oszczędzam nikogo. 
Podziemna padła martwa na ziemię. 
Blondynka wygrzebała zapałki, które zawsze nosiła ze sobą, zapaliła jedną i rzuciła ją na podłogę. 
Drewno szybko zajęło się ogniem, a ona bez szwanku wyszła z płonącego budynku. Na wieczność towarzyszyła jej runa ognioodporna
Nigdy nie grzeszyła cierpliwością. Weszła do jego mieszkania bez większych przeszkód. Kryjówka była tak tajna, jak lokalizacje McDonald'a. Liczyła na jakieś odludzie, a on ulokował się w samym centrum miasta. Jego sojusznicy zajmowali większość pokoi, a z radia puszczana była głośna muzyka, pobudzająca do walki. Typowe w stylu Mev’a. Zmobilizować podwładnych, a potem niepostrzeżenie ich wycofać, tak, aby samemu zbierać zaszczyty. 
Rzuciła swój czarny plecak na podłogę i weszła do salonu, gdzie zgromadzili się przedstawiciele Faerie i Wampirów.
Sammy! – Mev gwałtownie wstał z sofy i spojrzał na nią lekko zdziwiony.
Otaksowała wzrokiem wszystkich w pomieszczeniu i położyła ręce na biodrach.
- Och, zaprzyjaźniłeś się. Jak miło. – Podeszła do stołu i wbiła sztylet w drewno. Spojrzała na zgromadzonych. – Teraz ja tu dowodzę, jasne?
Mev wstał i chwycił ją z ramiona. Dała się odciągnąć na bok. Weszli do ubogo urządzonej łazienki. 
- Jak mnie znalazłaś? – Zapytał, ale widząc, że spogląda na niego z góry, machnął ręką. – Nieważne. Nie możesz tak po prostu wtargnąć do mojego domu i zabrać mi tego, na co pracowałem przez parę lat…
- Mogę. – Przerwała i przystawiła mu sztylet do szyi. Popchnęła go na ścianę i docisnęła ostrze. Cienka strużka krwi zaczęła plamić jego t-shirt. – Wygrywasz albo umierasz. Z tego co wiem władza została ci przekazana, a teraz ją tracisz. - zmniejszyła między nimi dystans, mocniej dociskając broń. - I tak nawet nie ruszyłeś swojego dupska pod nieobecność Rodericka Backstorma. Pogódź się z przegraną Mev.


~*~
Z d r o b n i e n i a: Sam, Sammy - nie dla wszystkich
W i e k: 19 lat; 18.01
R a s a: Nocny Łowca z Krwią Demona
S t a t u s: Demony nie czują jak normalni ludzie, pożądają, albo nienawidzą. 
Sam nienawidzi wszystkich i nie pożąda nikogo.
R u n y: Ognioodporność, Hart, Nieustraszoność, Dokładność, Parabatai (Cameron Tearlach)
B r o ń: Wszystko co jej wpadnie w ręce, ale przeważnie sztylety i pistolet
R o d z i n a: Sierota
P r z y n a l e ż n o ś ćNocte Mones
~*~

--------------------------
Wizerunku użyczyła Teresa Palmer.
Gify głównie z filmu Jestem Numerem Cztery.
Kontakt ten sam co u Melissy, Kai'a, Sebastiana i Ashlyn
Kolor na chat'cie: Red
Sam się wita i prosi o wątki. Z powiązaniami niekoniecznie, bo nie ma zbyt wielu przyjaciół...
To już moja trzecia i ostatnia postać.
Mam nadzieję, że Sam nie zniszczy tego wspaniałego Los Angeles.
Zatem zaczynamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz