shadowhunters
Wszystko skończyło się szczęśliwie. Demoniczny kielich został zniszczony, Mroczni Nocni Łowcy pokonani, a nowe porozumienia zawarte. Na świecie zapanował pokój, a wszyscy uradowani opuścili Idrys wracając do swoich Instytutów. Głos w Twojej głowie zaśmiał się. Najlepiej by było, gdyby Demony nie ruszały się ze swojego wymiaru i nie atakowały, biednych, głupich Przyziemnych. My, Nocni Łowcy, stworzeni przez Anioła Razjela, mamy brać na swoje barki ciężar tego świata, zapobiegając wszelkim konfliktom i wojnom. Ulepszeni runami i nafaszerowani treningami, walczymy z demonami i Podziemnymi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Killian Ward. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Killian Ward. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2015

Dziękuję za podręcznik, Tancereczko

Juliette & Killian

   Oparła dłonie o ladę z kasą fiskalną, wyprostowana niczym struna, zaczęła w ciszy rozciągać poszczególne partie swojego ciała. Klientów nie było tego dnia za wiele, więc miała szansę poćwiczyć. Zawsze po szkole siedziała w księgarni, żeby Nick mógł chociaż na chwilę odpocząć od pracy, chociaż i tak pewnie szedł do klubu, żeby go ogarniać. Niedługo jej grupa taneczna miała występ, więc nie mogła się oszczędzać. Wszystko musiało być idealnie. Ona musiała wypaść idealnie. W końcu nie chciała nikogo zawieść. Z głośników pobliskiego radia leciała cicha muzyka. Złote loki związane miała w luźnego koka. Odbiła się dłońmi od blatu i wspięła na palce, nie za wysoko, w końcu nie miała na sobie point, które były przeznaczone do chodzenia na palcach. Chociaż nogi nie bolały ją tak jak kiedyś, kiedy to robiła. Lata praktyki. Bez dłuższej chwili namysłu nagłośniła muzykę i zaczęła niespiesznie lawirować między półkami sklepu. Uważnie stawiała każdy krok, nie tylko dlatego, że starała się dokładnie odtworzyć układ, ale również dlatego, że nie chciała czegoś przewrócić.
   Zadania. Więcej zadań. Pewnie, bo po co pozwolić studentom na chwilkę wypoczynku? Na szczęście Killian dobrze radził sobie w nauce i szybko przyswajał informacje, więc miał czas na to, by pracować. Sypiał coraz mniej, ale na szczęście był wilkołakiem i regeneracja robiła swoje. Największym jego problem stanowił tymczasowy brak internetu oraz podręczników medycznych, dlatego wybrał się do pierwszej lepszej księgarni, którą napotkał, by wypytać się o pewną pozycję książkową. Nie spodziewał się tego, co zastał. Jakaś nieznajoma blondynka chodziła między regałami niczym baletnica i Killian musiał przyznać, że nawet w takich zwykłych ciuchach wyglądała jak anioł. - Hej? - odezwał się niby niepewnie, ale trochę żartobliwie jednocześnie. Jeszcze nie był w takiej sytuacji.
   Usłyszała dzwonek przy drzwiach oznajmujący przybycie nowego klienta, jednak nie przerwała swojego mini treningu. Tanecznym krokiem podeszła do nieznajomego i stanęła w 3 pozycji baletowej, kończąc swój "występ". Jedna noga przed drugą, z palcami skierowanymi do zewnątrz. Nawet w trampkach nieźle jej to wychodziło. Otaksowała chłopaka uważnym wzrokiem. - Dzień dobry. - Przywitała się dygając przy tym nieznacznie, niczym prawdziwa dama. - W czym mogę panu pomóc? - Zapytała uprzejmie ze szczerym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Wciąż była wyprostowana niczym struna, z łabędzią szyją wyciągniętą do góry. Parę złotych loków "uwolniło" się z jej koka przez co teraz luźno opadało na jej policzki i czoło.
   Uniósł brew w podziwie i zaklaskał. To zdecydowanie była księgarnia, ale ta dziewczyna mu tam nie pasowała. Była jak wyjęta z innej bajki. Przypatrywał się jej z lekkim niedowierzaniem. - Ty tak zawsze? - spytał oszołomiony. Jeszcze czegoś takiego nie doświadczył. Delikatny i ujmujący uśmiech wkradł się na jego usta. - I nie jestem "panem" - zaznaczył niby poważnym tonem, ale jego oczy się świeciły. Wyciągnął do niej rękę. - Jestem Killian - przedstawił się. - Szukam pewnej książki... - dodał, sięgając do kieszeni i wyciągając z niej kartkę z zapisanym tytułem oraz autorem.
   Uśmiechnęła się nieco szerzej słysząc jak chłopak zaklaskał w dłonie. Może i nie pasowała do tej księgarni, ale ktoś musiał się nią zajmować w tych godzinach. Pewnie gdyby była teraz w domu, to by cały czas ćwiczyła. Ostatnio miała coraz mniej czasu, żeby robić cokolwiek innego od pracy, szkoły i treningów, jednakże zdążyła się już przyzwyczaić do takiego życia. Widziała zdezorientowane w spojrzeniu nowo przybyłego klienta i mimowolnie zaśmiała się cicho. - Przeważnie tak. - Wzruszyła ramionami z niewinną miną, po czym sięgnęła do radia i przyciszyła muzykę, która ciągle grała. Nagle chłopak się przedstawił, co natomiast zaskoczyło ją. Nie dała jednak tego po sobie poznać. - Juliette. - Przedstawiła się i uścisnęła jego dłoń znowu nieznacznie dygając. Podeszła bliżej niego, kiedy wyjął kartkę z tytułem książki.- Myślę, że mamy jeszcze egzemplarz tej książki. - stwierdziła nie myśląc długo, po czym ruszyła w stronę regałów. Już nie szła na palcach jak wcześniej, jednak i tak widać było w każdym jej kroku i w tym jak się poruszała wielką grację.
   Urocza. Tylko tyle zdołał pomyśleć. Ta dziewczyna była tak inna od Emeral, ale do niej też coś go ciągnęło. Instynkt wilkołaka prowadził go w kierunku dłuższej rozmowy z nią. Liczył, że ona też będzie chciała go nieco lepiej poznać. Z tego co zaobserwował, zrobili na sobie dobre pierwsze wrażenie. Jego uśmiech się poszerzył na jej proste stwierdzenie. Musiała ćwiczyć balet. I to dość długo. Killian nie znał się na tym za dobrze, ale sam sposób, w jaki stała, pokazywał lata praktyki. Ruszył za nią, lustrując ją wzrokiem, a gracja, z jaką się poruszała, była powalająca. Killian oparł się o półkę, obok której się zatrzymali. - Dorabiasz sobie w tej księgarni do szkoły baletowej? - spytał bezpośrednio. Po tym, co zobaczył, było to jedynym wytłumaczeniem. Zwłaszcza, że musiała chodzić do takiej szkoły, inaczej by nie ćwiczyła, a na taką naukę potrzebna jest kupa kasy.
   Od małego dziecka ćwiczyła balet. Jej matka zawsze o tym marzyła, a nigdy nie zrobiła, dlatego pchnęła do tego swoją córkę. Przesunęła dłonią po wierzchu książek stojących na półce, po czym wyciągnęła tą, której potrzebował Killian. Odwróciła się do niego i wyciągnęła w jego stronę dłoń z podręcznikiem, czekając aż od niej go weźmie. - Mniej więcej. To księgarnia mojego brata, biedny byłby nieźle zarobiony, gdyby całymi dniami siedział i tu, i w klubie. - stwierdziła wzruszając przy tym ramionami. Myślała o tym, żeby przepisać się do normalnej szkoły, jednakże Nick jej na to nie pozwolił. Wciąż przyglądała się Killianowi. Nagle coś do niej dotarło. Zmarszczyła nieznacznie nos, co wyglądało co najmniej śmiesznie. Praktycznie w tym samym momencie zrobiła krok do tyłu. Nie wyglądała na wystraszona, jednak właśnie zdała sobie sprawę z tego, że on jest wilkołakiem i nie należy do stada, a odkąd dołączyła do watahy powtarzano jej, żeby nie bratała się z wilkołakami spoza niej.
   Odebrał od niej książkę z szerokim uśmiechem, przez który uwidocznił się jego dwudniowy zarost. Z czasem tylko jego prawy kącik był uniesiony. Uniósł brew z ciekawością. - Klub i księgarnia? Też bym chciał mieć coś swojego - kontynuował tę rozmowę, którą jakimś cudem nawiązali, choć równie dobrze mógł tylko sobie ją wyobrazić. Na reakcję dziewczyny zmarszczył brwi i zamrugał. Zrobił krok do przodu, gdy ona się cofnęła i nachylił się nad nią, wdychając jej zapach. Jego oczy zmieniły kolor na złoty. Trwało to tylko kilka sekund, ale potwierdził tym jej myśli. Kącik jego ust drgnął. - Ostatnio poznaję coraz więcej wilkołaków - zażartował lekko, by przełamać niezręczną ciszę, która między nimi nastała. Wyprostował się.
   Nie mogła nie odwzajemnić jego uśmiechu, to po prostu było niewykonalne. - Chcesz mieć coś swojego, to to sobie kup. - Powiedziała jeszcze zanim się od niego odsunęła. W jej głosie można było wyczuć lekką zaczepkę. Odruchowo warknęła cicho, kiedy chłopak się nad nią nachylił. Nie ruszyła się jednak znowu z miejsca. Spojrzała na niego, jej oczy na parę sekund również przybrały złotej barwy. - To nic dziwnego, skoro w Los Angeles aż się od nas roi. - Mruknęła i skrzyżowała ramiona na piersi. Stado w mieście było dość liczne, więc na każdym kroku można było spotkać jakiegoś wilkołaka. Pozwoliła niezręcznej ciszy zapaść między nimi na trochę dłużej, kiedy zastanawiała się co powinna powiedzieć bądź zrobić. - Bierzesz tą książkę? - Zapytała nagle, nie odwracając od niego spojrzenia. - Nie powinnam z tobą rozmawiać, nie należysz do stada, miałabym kłopoty. Jednak naprawdę chcę ci sprzedać ten podręcznik. Jeśli go chcesz to myślę, że powinieneś za niego zapłacić i stąd zamykać... Proszę. - wskazała dłonią na książkę, którą chłopak trzymał w rękach. 
   Jego uśmiech przybrał nieco inny wyraz. Jakby się z nią przekomarzał. - Biedni studenci jak ja ledwo płacą czynsz - stwierdził niby żartobliwie, ale mówił szczerze. Jego wyraz twarzy szybko się zmienił. Spoważniał. Przyglądał się jej ze zmarszczonymi brwiami. Nie odzywał się, ponieważ nie wiedział, co powiedzieć. Pierwszy raz ktoś tak na niego zareagował. Nawet nie pokiwał głową, tylko wyjął pieniądze z kieszeni i jej podał, ale nie puścił ich od razu. Chciał, by na niego spojrzała. - Nie jestem w stadzie, więc zrobię ci krzywdę? Zjem cię? Wolę normalne jedzenie - jego głos z każdym słowem był coraz bliżej szeptu, a jego twarz coraz bliżej jej. Patrzył jej prosto w oczy swoim nieprzeniknionym spojrzeniem. - Dziękuję za podręcznik, Tancereczko - dodał z uśmiechem, jakby nic się nie stało. Odsunął się i poprawił włosy, po czym zrobił krok w stronę wyjścia.
  - Biedni studenci jak ty dużo imprezują. - lubiła się przekomarzać z ludźmi i robiła to już odruchowo. Obserwowała uważnie mimikę jego twarzy, jednak nie patrzyła mu prosto w oczy. Spojrzała w nie dopiero wtedy, kiedy było to konieczne. Wzięła od niego pieniądze, kiedy zapłacił za podręcznik. - Możliwe... Wszystko jest bardzo możliwe...- Mruknęła cicho, nie wiedząc co właściwie mogłaby mu więcej powiedzieć. Nick by się zdenerwował, gdyby dowiedział się, że tak po prostu gadała sobie z wilkołakiem bez stada. Przełknęła głośno ślinę, kiedy chłopak zaczął zbliżać swoją twarz do jej twarzy. - Nigdy nic nie wiadomo. - Wyszeptała, wpatrując się w jego oczy, tym swoim niebiesko-zielonym spojrzeniem. - Nie ma sprawy, Kundlu. - Rzuciła za nim, a na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmieszek. Mimo wszystko ta krótka rozmowa z nim jej się nawet spodobała. Podążała wzrokiem za chłopakiem, kiedy szedł w stronę wyjścia. - Do zobaczenia. - powiedziała jeszcze cicho, spodziewając się, że jeszcze ja usłyszy z tym swoim wilczym słuchem.

środa, 20 maja 2015

Jakim cudem jesteś taką życiową ciamajdą? Jako wilkołak nie powinnaś mieć kaca...

Killian & Emeral
   Obudził się przed nią. Promienie słońca padały na jej czerwone włosy. Killian uśmiechnął się z niedowierzaniem, przypominając sobie ich wspólną noc. O ile można było to tak ująć. Skończyło się na całowaniu, kilku malinkach na jej ciele oraz bieliźnie. Ciuchy leżały porozrzucane po całym pokoju. Emeral go pragnęła, ale nie chciał, by to tak wyglądało. Kierował nią alkohol. Cieszył się, że musiał wstać po prezerwatywę do łazienki, a ona czekając, zasnęła. Gdy wrócił wtulona była w poduszkę. Zdjął jej spodnie i nakrył ją kołdrą. Przynajmniej spała w bieliźnie, a nie ubraniu. Teraz patrzył na nią i nie mógł uwierzyć. Ona też pewnie nie będzie mogła, gdy się obudzi. Chłopak zastanawiał się nad zaryglowaniem drzwi i okien, by nie mogła mu uciec. Leżał na boku z głową podpartą na dłoni. Czekał, aż się obudzi. A może powinien zrobić jej śniadanie?
   Z cichym westchnieniem przekręciła się na bok, tym samym bardziej odwracając się w stronę Killiana. Naprawdę świetnie jej się tak spało, jednak w końcu nadszedł czas, aby się obudzić. Ziewnęła i przeciągnęła się powoli w łóżku. Uchyliła leniwie powieki i zerknęła na chłopaka. Chwila... Na chłopaka. Raptownie otworzyła szeroko oczy i wzięła głęboki wdech, wręcz krztusząc się nadmiarem powietrza. - Co... ale, jak... co...? - wydukała starając się zlepić słowa w jakieś sensowne zdanie. Zamurowało ją. Nie ruszyła się z miejsca wpatrując się z niedowierzaniem w wilkołaka. Co ona robiła w jego łóżku i dlaczego nie pamiętała jak właściwie się w nim znalazła?Zaczynała już trochę panikować. Nie pamiętała połowy tego co działo się wczorajszego wieczoru. Miała tylko nadzieję, że nie doszło do niczego między nimi. Kiedy odzyskała władzę nad ciałem i otrząsnęła się z szoku odsunęła się szybko na drugi koniec łóżka. Na razie nie miała zamiaru wstawać, jedynie podciągnęła kołdrę bardziej pod szyje. Nie chciała, żeby zobaczył ją w bieliźnie.. chociaż domyślała się, że już ją w niej widział, w końcu ktoś musiał ją rozebrać.- Killian... co ja tu robię? - zapytała trochę piskliwym głosem, oczywiście tradycyjnie spłonęła cała rumieńcem.
   Czekał dość długo, aż dziewczyna się obudzi. Nieświadoma niczego odwróciła się w jego stronę i jeszcze chwilę tak leżała. W końcu przeciągnęła się, po czym uchyliła powieki, by ujrzeć jego uśmiechniętą twarz. Prawie zachichotał na jej reakcję. Jąkała się, nie wiedząc, co zrobić. Widział, że jest zdezorientowana, więc czekał w ciszy, aż sobie coś przypomni. Przyglądał jej się uważnie. Kiedy przeciągnęła kołdrę wysoko pod szyję, szarpnęła nią tak mocno, że odkryła ciało chłopaka, który był tylko w bokserkach. Na jej pytanie uśmiechnął się szerzej. Nie mógł się powstrzymać. Kąciki jego ust mimowolnie się unosiły. Przymknął na moment oczy, a gdy je otworzył ujrzał jej rumieńce.- Jesteś urocza - stwierdził, ignorując jej pytanie. Po chwili postanowił jednak na nie odpowiedzieć. - Masz słabą głowę - zaczął, powstrzymując śmiech. - Z każdym się wtedy całujesz i pozwalasz dotykać, czy tylko ja dostąpiłem tego zaszczytu? - zażartował, choć to zapewne był kiepski żart.
   Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Ta cała sytuacja okazywała się nie snem, a jawą, co ją w pewnym stopniu przerażało. Serce zaczęło jej bić szybciej, tak jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi. Czuła się w tym momencie trochę jak takie przestraszone zwierzę złapane w pułapkę. Wypuściła z gwizdem powietrze przez zęby, kiedy zorientowała się, że ściągnęła kołdrę z chłopaka odkrywając jego idealne ciało. Gdy usłyszała, że ma słabą głowę z jej gardła wydarł się cichy jęk. Nie chciała wierzyć w to, że dzieje się to naprawdę. Zamknęła na chwile oczy, szumiało jej w głowie, pewnie po wczorajszym piciu, jednak teraz nie miała czasu przejmować się kacem. Starała sobie przypomnieć co się tak właściwie stało wczorajszego wieczora. Zdołała sobie przypomnieć pojedyncze sceny, a reszta wydarzeń była jedną, wielką dziura w jej pamięci. - Powiedz, że do niczego nie doszło... Proszę... - powiedziała ledwo słyszalnym szeptem i otworzyła oczy. Nie spojrzała jednak na Killiana, tylko gdzieś w bok. Jeszcze nigdy w życiu nie była tak speszona jak teraz. Rozbawienie chłopaka zaczynało ją irytować. Zastanawiała się nad tym jak może się stąd wydostać i zwiać... Musiała się jednak ubrać, w końcu ciągle była w samej bieliźnie i nie mogła tak nigdzie się pokazać.
   Dziewczyna była niesamowicie urocza. Mógłby patrzeć na nią całymi dniami, wprawiając ją tym w zakłopotanie. Uśmiechał się do niej łagodnie, chcąc ją jakoś uspokoić, ponieważ czuł jej strach bardzo wyraźnie. Chciał wyciągnąć rękę. Przytulić ją. Cokolwiek. Ale wiedział, że nie powinien tego robić. Nagle zerwała z niego kołdrę, okrywając się po samą szyję. On zaś leżał obok niej odsłonięty. Kiedy zamknęła oczy, próbując najwyraźniej sobie wszystko przypomnieć, uniósł dłoń i pogłaskał ją po głowie. Chciał jej wmówić, że się ze sobą przespali. Każdej innej dziewczynie w takiej sytuacji pewnie by tak powiedział. Różnica polegała na tym, że ona nie była każdą inną dziewczyna. Z nimi zapewne wylądowałby w już dawno w łóżku i doszłoby do czegoś więcej niż kilku malinek. Pokręcił głową z uśmiechem, który przeznaczony jest dla dzieci. - Ale bardzo chciałaś - wyszeptał, nachylając się do niej. Zmniejszył dystans miedzy nimi do kilku centymetrów. Przeniósł rękę na brzeg kołdry. Złapał ją tuż przy jej dłoni i lekko pociągnął. Chciał, by na niego spojrzała. - Nie martw się, mała...
   Nie chciała teraz na niego patrzeć, nie mogła tego zrobić. Czuła się niezmiernie głupio i źle w tej sytuacji. Wpadła na chwilę w zadumę przez co przez kilkanaście sekund wręcz zapomniała o oddychaniu. W końcu jednak wzięła głęboki wdech nabierając powietrza w płuca. - Gdzie są moje ubrania? - zapytała cicho i rozejrzała się dyskretnie po pokoju. Trochę się uspokoiła, jednak gdy tylko chłopak się do niej przysunął jej tętno przyspieszyło. Zamknęła oczy czując jak gładzi ją po włosach. - Killian, proszę... ja nie wiem.. ja nie mogę... byłam pijana... ja nie.... - westchnęła głośno nie potrafiąc sklecić sensownego zdania. Odetchnęła z ulgą słysząc, że do niczego więcej między nimi nie doszło. Odwróciła nieznacznie głowę w drugą stronę, gdy wilkołak przysuwał się coraz bliżej niej. Ciągle uporczywie nie chciała spojrzeć mu prosto w oczy, nie była do końca pewna co by wtedy zrobiła. Czuła się totalnie skołowana tą sytuacją, więc jedynie tylko dlatego jeszcze nie zaczęła na niego krzyczeć. Bo w końcu jaki normalny i porządny facet zaciąga pijaną dziewczynę do swojego łóżka, nawet tylko po to żeby zrobić jej kilka malinek? Co więcej nie do końca wiedziała jeszcze jakie są między nimi stosunki tak naprawdę.
   Przez moment bał się, że się udusi. Przestała oddychać i wyglądała, jakby w każdej chwili mogła mieć atak paniki. Zdecydowanie nie chciał do tego doprowadzić. Uśmiechał się od niej delikatnie, starając się zdobyć jej zaufanie. Nie rozumiał, czemu wciąż była tak zdystansowana. Może powinien ją po prostu dzień w dzień upijać i miałby z głowy wszystkie problemy? Na jej pytanie zmarszczył brwi i udał zadumę, po czym jego twarz znów rozjaśnił uśmiech. - Leżą na krześle... chyba - odpowiedział niepewny swoich słów. Wydawało mu się, że widział tam jej ciuchy, ale teraz wolał ją obserwować uważnie, by w razie czego nie pozwolić jej uciec, niż podnieść wzrok. Dalej ją głaskał, a ona się jąkała. Nie umiał zrozumieć, jak działa jej mózg. Raz była przebojowa, raz niezdarna, raz nieśmiała. Jednak za każdym razem zachowywała pewien dystans. Wciąż nie patrzyła mu w oczy. Nawet gdy pociągnął za rąbek kołdry. Zabrał rękę, położył się na plecach i przekręcił głowę w bok. Wciąż czujny i gotowy do zerwania się z łóżka. - Nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz, a nie mogłem cię zostawić w takim stanie - próbował się tłumaczyć. - Twoja koleżanka była zbyt zajęta moim kumplem, a ty praktycznie słaniałaś się na nogach. Co innego mogłem zrobić? Moje mieszkanie było jedyną opcją - stwierdził spokojnie. Na moment przygryzł policzek. - Sama mnie zaczęłaś całować... Em, nie mógłbym tego zrobić, gdy byłaś pijana - zapewnił ją, ponieważ widząc jej minę, wiedział o czym ciągle rozmyślała. Chciał ją uspokoić, ale pewnie znowu mu nie wyszło. Już nie miał pojęcia, jak z nią rozmawiać.
   Nie łatwo było zdobyć jej zaufanie, szczególnie po takich sytuacjach w jakich znalazła się już kilka razy z Killianem. Panicznie bała się bliskich kontaktów z drugą osobą, więc wyznaczyła sobie pewną granicę, którą mimo wszystko Killian z łatwością przekroczył już kilka razy. Jeszcze raz rozejrzała się pokoju, ale i tak nie zauważyła swoich ubrań. Westchnęła. Mimo kołdry czuła się taka odkryta będąc jedynie w samej bieliźnie. Zamknęła na chwilę oczy, czuła narastający ból w skroniach. To było, oczywiste, że będzie miała kaca, po wypiciu takiej ilości alkoholu. - Trzeba było zostawić mnie gdziekolwiek. - Szepnęła z wciąż zamkniętymi oczami. Zastanawiała się nad tym co powinna zrobić. Jej umysł jak zwykle podpowiadał jej, żeby wiać, jednak w tym momencie nie miała na to szans. Z jej gardła wyrwał się cichy jęk, gdy chłopak oznajmił, że sama go zaczęła całować. W końcu otworzyła oczy i zerknęła na wilkołaka. Wyciągnęła dłoń tak jakby chciała go dotknąć, jednak zamiast tego złapała poduszkę i uderzyła nią go w twarz. Chciała po prostu na chwilę go zdezorientować, no i może też trochę chciała pokazać to, że jest zdenerwowana nie tylko na siebie, ale również na niego, że jej pozwolił robić to, co robiła. Owinęła się kołdrą i usiadła na brzegu łózka. Nie miała jednak zamiaru uciekać, wiedziała że pewnie większość drzwi jest pozamykane, a on z łatwością by ją dogonił gdyby chciał.
   Musiał ją jakoś do siebie przekonać, ale nie miał pomysłu, jak może to zrobić. Najwyraźniej nie ufała mu i nie chciała nawet na niego patrzeć. On nie chciał, żeby tak było. Nie wiedział, co takiego zrobił, że aż tak zraził ją do siebie. Zazwyczaj nie miał problemu z dziewczynami. Nawet nie wydał z siebie żadnego dźwięku, gdy uderzyła go poduszką. Złapał ją i odrzucił gdzieś na bok. - Nie zostawiłbym cię tak po prostu, by jakiś menel napastował cię, gdy byłaś pijana - stwierdził dobitnie, podnosząc się, gdy ona to zrobiła. Usiadła na brzegu łóżka owinięta kołdra, a on bał się wyciągnąć rękę. Nie uciekała, więc musiał się zastanowić, co to oznaczało. Wstrzymał oddech. Był tak blisko dotknięcia jej pleców, ale zawahał się. Zabrał rękę i wstał. Podszedł do lodówki, która wyjątkowo była pełna, ponieważ poprzedniego dnia zrobił zakupy. - Co chcesz zjeść na śniadanie? - spytał, jakby nic się nie stało.
   Westchnęła i bardziej się skuliła na brzegu łóżka. - No pewnie, lepiej zabrać mnie do siebie i samemu "napastować"? - Szepnęła. To właśnie ją bolało, że on nie był pijany i że mógł z łatwością powstrzymać ją od pocałowania go. Nawet jeśli wcześniej mimo wszystko minimalnie się do niego przekonała, to teraz już nie wiedziała co o nim myśleć. - Cokolwiek. - Powiedziała i powoli wstała z łóżka, podtrzymując przy tym kołdrę, która była okryta. Rozejrzała się po podłodze, nie mogła znaleźć swoich ubrań, ale znalazła jakąś koszulkę chłopaka. Nie namyślając się długo założyła ją przez głowę i odłożyła kołdrę na łóżko. Koszulka sięgała jej do polowy uda i zakrywała wystarczająco dużo jej ciała, żeby poczuła się chodź trochę swobodniej. Wyglądała na jakąś taką wyżutą z emocji. Nie czuła się najlepiej, najprawdopodobniej z powodu kaca, zdecydowanie przesadziła wczoraj z alkoholem. Miała mętlik w głowie, po nocy z której mało co pamiętała. - Masz wodę? - Zapytała cicho podchodząc trochę bliżej chłopaka.
   Killian westchnął na jej słowa. Przewrócił oczami. - Nie zrobiłem nic, czego byś nie chciała, Em - stwierdził ze zrezygnowaniem w oczach. Gdyby chciał ją napastować, zrobiłby to dawno. Obserwował ją uważnie, gdy wstawała. Jego rysy twarzy złagodniały. Na jej pytanie od razy sięgnął na najniższy pojemnik w lodówce i wyjął z niej butelkę. Stał z wyciągniętą ręką, czekając, aż Em zabierze od niego wodę. Nie patrzył w jej kierunku tylko do środka lodówki, zastanawiając się, co zjeść. - Jesteś głodna? - powtórzył swoje poprzednie pytanie w nieco inny sposób.
   Oparła się dłońmi o jedną z szafek i zapatrzyła przez chwilę gdzieś w przestrzeń, nie potrafiła teraz spojrzeć Killianowi prosto w oczy. - Nie pamiętam połowy z tych rzeczy, które miały miejsce... Chyba tak nie powinno być. - mruknęła i zacisnęła usta w wąską kreskę. Naprawdę nie wiedziała już co powinna myśleć o ich 'relacji' między sobą. W głowie miała totalny chaos. Wciąż starała się przypomnieć sobie jakieś większe szczegóły z tegol co robili, jednak nie szło jej to za dobrze. - Nie jestem głodna. - powiedziała cicho, chociaż w sumie nic nie jadła od wczorajszego poranka. Odwróciła się znów na chwilę w jego stronę, po czym wyciągnęła dłoń i położyła ją na butelce, żeby ją od niego wziąć. Potrzebowała się czegoś napić, ponieważ ją 'suszyło', co jedynie było dowodem na to, że miała kaca po wieczorze w którym za dużo wypiła.
   Killian spojrzał na nią z troską i rozbawieniem w oczach. - Jakim cudem jesteś taką życiową ciamajdą? Jako wilkołak nie powinnaś mieć kaca - stwierdził, uśmiechają się nieznacznie. Westchnął na jej kolejne słowa i pokręcił głową. - W takim razie zjemy naleśniki – stwierdził, wyciągając wszystkie potrzebne składniki. Zerknął na nią kątem oka. - Usiądź sobie, a ja zaraz zrobię nam śniadanie - mówił, sprawnie rozbijając jajka o kant blatu i wbijając je do miski. Dodał mąkę i mleko. Szło mu szybko i już po niedługim czasie wlewał masę na patelnie.
   - Jestem chodzącym nieszczęściem. - Szepnęła cicho pod nosem, ale była pewna, że Killian to usłyszał. Usiadła przy stole i oparła czoło o jego blat. Czuła się fatalnie i fizycznie, i psychicznie. Czerwone włosy tworzyły "ognistą" aureole dookoła jej twarzy. - Naleśniki? - Przekręciła lekko głowę na bok, żeby zerknąć na Killiana, który krzątał się po kuchni niczym jakaś profesjonalna kucharka przygotowując dla nich śniadanie. Nie za bardzo wiedziała jak to skomentować, rzadko kiedy ktoś dla niej przygotowywał jedzenie, przeważnie robiła to sama. Przyglądała się wilkołakowi w ciszy. I, że niby oni wylądowali prawie w nocy razem w łóżku, bo ona się spiła? To była dla niej nowość. W końcu zwykle bała się bliskich kontaktów z innymi, a takie coś powinno ją jak najbardziej przerazić. Sama sobie się dziwiła, że jeszcze tu u niego siedziała i z nim rozmawiała. Instynkt podpowiadał jej, że powinna zwiać, ale nie miała nawet siły, ani chęci, żeby ruszyć się z miejsca.
   Killian uśmiechnął się pod nosem na jej słowa, starając się nie roześmiać. Była urocza i taka nieogarnięta. Przeszkadzało mu jedynie, że tak bardzo stara się trzymać go na dystans i nie daje mu się do siebie zbliżyć. Chłopak nie wiedział już, jak ma się z nią obchodzić. Postanowił więc skupić się na tym, by być miłym. Przełożył pierwsze naleśniki na talerz i odsunął go na bok, po czym wziął kolejny i zrobił to samo, aż skończyła mu się masa. Odwrócił się do niej z delikatnym uśmiechem, po czym położył przed nią na stole talerz z naleśnikami. Wyjął z lodówki dżem i nutellę. Usiadł na krześle i zabrał się za jedzenie, przypatrując jej się uważnie. Przegryzł pierwszy kęs. - Musisz coś zjeść - powiedział cicho, wskazując wymownie na talerz naprzeciwko niego. - Nie otruję cię przecież.
   Wiedziała, że musiała wyglądać nieciekawie w takim stanie w jakim była. Co z niej za beznadziejny wilkołak, skoro "umierała" po piciu zbyt dużej ilości alkoholu? Nie powinna mieć kaca, a jednak miała. To jedynie znaczyło, że problem tkwił głównie w jej psychice. Zdawała sobie z tego sprawę, przez co właśnie trzymała wszystkich na dystans, w szczególności osoby takie jak Killian, które chciały zbliżyć się do niej bardziej. Spuściła wzrok na talerz z naleśnikami, który chłopak postawił na stole. W jej brzuchu automatycznie zaburczało głośno. - Nie chce jeść. - Mruknęła jednak mimo wszystko cicho, po czym znów uniosła wzrok na Killiana, który starał się namówić ja na jedzenie. Naprawdę obawiała się tego, że po prostu zwyczajnie jedzenie nie będzie chciało utrzymać się w jej żołądku. Już bez tego było jej niedobrze.
   Wilkołak z Emeral był żaden. Należała do sfory, a nie zachowywała się jak oni. On mimo, że nie należał do żadnej watahy, potrafił się wpasować i zrobił to sam, co mógł uznać za wrodzony talent albo szczęście. Killian w większości rzeczy, które robił odnajdywał się naturalnie. Nie miał żadnych problemów z grą na gitarze czy w kontaktach z ludźmi. Z wszystkimi potrafił się dogadać. Wyjątek stanowiła Em, która robiła dwa kroki do tyłu, gdy on stawiał jeden w przód. Westchnął, po czym przygryzł policzek od wewnątrz. - Powinnaś coś zjeść - stwierdził, a jego głos był ciepły i przyjazny. Przyjrzał się jej uważniej. - Może chociaż zrobię ci herbatę, jeśli boisz się, że Twój żołądek cię nie posłucha? - zaproponował i dawno nie był dla kogoś tak miły. Naprawdę chciał ją do siebie przekonać. Czekał spokojnie na jej odpowiedz, przegrywając kolejny kęs naleśnika.
   Nie chciała zachowywać się jak wilkołak, nigdy tak naprawdę nim nie chciała być, a do watahy dołączyła, bo "tak było, bezpieczniej dla samotnej, nowo przemienionej 14 latki". Inaczej by sobie nie poradziła. Jednak to nie zmieniało faktu, że wcale, a wcale nie szło jej nawiązywanie kontaktów z innymi. - Hm...- Mruknęła cicho słysząc jego pytanie i oparła brodę na dłoniach, które leżały płasko na stole.- Byłabym wdzięczna za herbatę. - Stwierdziła cicho. Widziała po Killianie, że stara się on być miły, jednak ona wciąż nie była pewna co powinna o nim myśleć. W końcu zachowywał się czasem niczym jakiś tani podrywacz.. Ale czasem był dla niej taki miły i opiekuńczy. Westchnęła przez mętlik w głowie.
   Zastanawiał się, czy jej dystans wynikał z tego, że nie radziła sobie z byciem wilkołakiem, czy po prostu była do niego na tyle uprzedzona. Włożył do ust ostatni kęs naleśnika, który miał na talerzu, po czym pokiwał głową. Wstał i włączył gaz pod czajnikiem, po czym wrócił na miejsce, czekając, aż woda się zagrzeje. Nie uśmiechał się, ale spoglądał na nią z ukrywanym smutkiem. Chciał do niej dotrzeć. Była pierwszym wilkołakiem, którego spotkał, poza tym, który go ugryzł, więc jasne, że czuł z nią jakąś więź. Nie chciał tego zepsuć, ale jego usposobienie ją odstraszało. Dlatego zachował dystans.
   Kiedyś nie radziła sobie z byciem człowiekiem, wiec co dopiero teraz nie radziła sobie z byciem wilkołakiem. Bardziej leżała niż siedziała przy tym stole. Czuła na sobie wzrok Killiana, jednak nie potrafiła na niego spojrzeć. Cierpliwie czekała na swoja herbatę, a kiedy w końcu chłopak położył kubek obok niej podniosła głowę z blatu i sięgnęła po niego. Oczywiście zrobiła to wszystko za szybko, jej organizm nie nadążał w tej chwili nad tym co ona chciała robić. Zawartość kubka po kilku chwilach wylądowała na niej, a ona tak naprawdę do końca nie wiedziała jak to się stało. Nabrała gwałtownie powietrza w płuca, a jej źrenice się rozszerzyły. Z miejsca się rozbudziła czując na sobie gorącą ciecz. Zszokowana tym co się stola nie ruszyła się z miejsca, tylko spojrzała w dol na siebie. Wrzątek stworzył na jej skórze piękne, czerwone oparzenia, a bluzka która miała na sobie kleiła się, również mokra, do jej brzucha. Brązową ciecz spływała po jej, zdecydowanie zbyt odkrytym ciele, w końcu miała na sobie tylko bieliznę i koszulkę Killiana.
   Woda zaczęła się gotować, więc wyłączył gaz i zalał herbatę w kubku, który już po chwili stał przed Emeral. Powinien przewidzieć, co może się stać przy jej koordynacji ruchowej. Była naprawdę wyjątkowym wilkołakiem, ale nie mógł zrozumieć, jakim cudem wylała na siebie całą herbatę. Jego serce zaczęło bić szybciej, a wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Podskoczył z miejsca i już był przy niej. Zdjął z niej przemoczoną koszulkę i szybko zaciągnął ją do łazienki. Wpakował się razem z nią do kabiny prysznicowej, która była dość duża i odkręcił letnią wodę. Mimo takiego poparzenia, jej skóra powinna się zregenerować dość szybko, ale przy niej musiał od razu działać. Emeral była inna. Niezdarna i wiecznie pakująca się w kłopoty. Killian oddychał ciężko, starając się unormować bicie serca. - Kiedyś przyprawisz mnie o zawał - wyszeptał, a jego głos był niewiele głośniejszy od szumu wody, która spływała po ich ciałach. Po kilku sekundach był już cały mokry, a włosy kleiły mu się do czoła.
   Naprawdę nie miała pojęcia jak właściwie na siebie to wszystko wylała. Po prostu stało się i tyle. W jej oczach od razu mimowolnie pojawiły się łzy. Ból od poparzenia był nieopisany. Nie zdążyła zareagować, a Killian już przy niej był, zdjął z niej mokrą koszulkę i zaprowadził ją do łazienki. Łkając oparła się o ściankę prysznica i zamknęła na chwilę oczy, kiedy woda zaczęła spływać po ich ciałach. Dawało to jej poparzonej skórze niemałą ulgę. Uchyliła powieki i zerknęła na Killiana, który stał przed nią. - Przepraszam...- powiedziała cicho ledwo słyszalnym szeptem. Jej łzy mieszały się z wodą. Czuła się okropnie i fizycznie, i psychicznie. Oddech miała przyspieszony, a serce bilo jej jak oszalałe. Nawet nie miała odwagi spojrzeć w dół na swój brzuch i nogi, które aktualnie były całe zaczerwienione przez bliski kontakt z wrzątkiem. Pewnie gdyby wciąż była człowiekiem, to miałaby po takiej "przygodzie" niezłe blizny. Teraz jednak jako wilkołak powinna niedługo się uleczyć. Objęła się sama ramionami drżąc przy tym cała. - Przepraszam. - Powtórzyła dalej płacząc. Widziała jak przemoczony chłopak również ciężko oddycha. Czuła się źle przez to wszystko. Ciągle sprawiała mu jakieś kłopoty.
   Zacisnął zęby i wsadził dłonie w tylne kieszenie spodni, przez co jego mięśnie się uwydatniły. Nie wiedział, jak ma się przy niej teraz zachować. Zaczęła płakać, a on chciał ją przytulić, ale był świadom tego, że zapewne jej by się to nie podobało. Słyszał bicie jej serca. Poparzenia zaczęły już powoli znikać. Może nie była aż takim beznadziejnym wilkołakiem, za jakiego ją miał. Przewrócił oczami na jej kolejne przeprosiny i wyciągnął do niej ręce. Już po chwili znalazła się w jego uścisku, a on głaskał ją delikatnie po mokrych włosach, jakby była niemalże dzieckiem. - Już jest dobrze. Nic się nie stało. Zaraz wszystko przejdzie - szeptał jej do ucha, starając się ją uspokoić. Naprawdę nie sądził, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji.
   Ból powoli mijał, jednakże ona stała dalej w miejscu płacząc. Po prostu to wszystko było dla niej za wiele. Oparzenia już zaczęły się goić. Może nie zawsze zachowywała się jak wilkołak, ale chociaż dziękowała za to, że jej ciało tak szybko się regenerowało. Spojrzała niepewnie na Killiana, kiedy wyciągnął ręce w jej stronę. Nie myśląc długo zrobiła krok do przodu i przytuliła się do niego. Oparła głowę o jego klatkę piersiowa. Nie przeszkadzała jej aktualnie jego bliskość, ponieważ po prostu o tym nie myślała. Przez tą chwilę po prostu potrzebowała się przytulić, jak takie małe dziecko. - Przepraszam. - Szepnęła jeszcze cicho wtulona w niego. Jej zachowanie było takie żałosne...
   Przytulał ją zdziwiony, że dziewczyna wtuliła się w niego tak chętnie. Nie spodziewał się tego. Zachowywała się jak nie ona i Killian zmartwił się, gdy przeprosiła go po raz kolejny. Westchnął. Odsunął się od niej na niewielką odległość i nachylił się do niej, by scałować łzy z jej policzków. Już był tak blisko jej ust, ale nie miał zamiaru jej pocałować, jeśli ona tego nie chciała. Wykorzystywanie tego momentu także było źle, ale stała przed nim mokra. W samej bieliźnie. A on był tylko chłopakiem. Ciężko mu było się powstrzymać. Wpatrywał się w jej oczy i próbował coś w nich dostrzec.
   Zacisnęła dłonie na jego mokrej koszulce, gdy się tak do niego tuliła. Jej nagły przypływ emocji był taki spontaniczny. Zamknęła na chwilę oczy, kiedy Killian scałowywał jej łzy z policzków, po czym zerknęła na niego niepewnie. Jej klatka piersiowa uniosła się i opadała dość szybko przez przyspieszony oddech. - Przepraszam.- nawet nie wiedziała, który raz to powtórzyła w ciągu tych kilku minut. Ślady po oparzeniach na jej ciele były już praktycznie niewidoczne. Przekręciła lekko głowę na bok, a jej ciepły oddech zmieszał się wraz z jego oddechem. Byli tak blisko siebie, znowu. Tym razem była trzeźwa, jednak czuła się przy nim jakby znowu nie wiadomo ile wypiła. Zrobiło jej się gorąco, mimo iż woda lecąca z prysznica była dość zimna. Zerknęła na chwilę na jego wargi, po czym znowu spojrzała mu w oczy i przełknęła głośno ślinę.
   Kąciki jego ust drgnęły, gdy jej oddech przyspieszył. Pokręcił nieznacznie głową na jej kolejne przeprosiny. Nie mógł uwierzyć, że nie odtrąciła go tak od razu. Chciał ją pocałować. A na dodatek jego instynkty jako wilkołaka były wyostrzone. Jednak Em była trzeźwa i był pewien, że zapamięta wszystko, co teraz zrobią, dlatego nie chciał naruszyć pewnych granic. Nie, jeśli ona nic nie zrobi. Starał się unormować oddech. Cały czas wpatrywał się w jej oczy. Delikatnie ujął jej twarz swoimi rękami i czekał. Przymknął nieznacznie oczy. Gdyby nie był wilkołakiem pewnie trząsłby się już z zimna przez wodę lecącą z prysznica.
   Woda spływała strugami po ich ciałach, a oni stali tak razem, naprzeciwko wpatrzeni w siebie jak w obrazki. Jej źrenice się rozszerzyły, gdy tylko Killian ujął jej twarz w dłonie. Jej dolna warga zadrżała nieznacznie. Nie wiedziała już sama co powinna zrobić w tej sytuacji. Nie ważne jak bardzo chciała się temu zapierać, to i tak nie opuszczało ją to dziwne uczucie... Uczucie, które namawiało ją do tego, żeby go pocałować. Walcząc sama ze sobą w myślach, w końcu się poddała i przesunęła dłonie po jego bluzce, mogąc bez problemu wyczuć teraz przez mokry materiał zarys jego mięśni. - Pierwszy i ostatni raz, dobrze? - Wyszeptała jedynie patrząc mu prosto w oczy, po czym stanęła na palcach nie dając mu nawet czasu na odpowiedź i niepewnie złączyła ich usta w delikatnym pocałunku.
   Killian po raz pierwszy nie wiedział, jak zachowywać się przy dziewczynie. Zawsze wystarczał jego urok osobisty i kilka miłych słów. Uśmiech. Przy niej robiło się to bardziej skomplikowane, dlatego tak nieustannie za nią gonił. Ciekawiła go. Chciał spytać, o co jej chodziło, ale nie zdążył nawet otworzyć ust. Jej wargi były niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Killian przeniósł jedną dłoń na jej talię i przyciągnął ją do siebie, odpowiadając na jej pocałunek.
   Miała to w zwyczaju, że nie zachowywała się jak jakieś przeciętne dziewczyny. Była od nich zdecydowanie jeszcze bardziej skomplikowana i niezrozumiała, nawet po części sama dla siebie też taka była. Niespiesznie poruszała wargami napierając z każdą chwilą trochę bardziej na jego usta. Bez sprzeciwów dała mu się przyciągnąć do siebie. Po jej ciele przeszły ciarki spowodowane ta nagłą bliskością z chłopakiem, były dla niej niczym taki alarm oznajmujący, że nie powinna robić tego to co robiła, bo mogła tego potem żałować. Zignorowała jednak na razie te myśli i przylgnęła do Killiana całym swoim ciałem, przy okazji splatając dłonie na jego karku. Na razie i tak nie miała nic do stracenia.
   Nie mógł uwierzyć w to, że bez przymusu, bez żadnych wymówek, trzeźwa, Emeral go pocałowała. Dała mu się przyciągnąć, a nawet objęła jego szyję swoimi drobnymi dłońmi. Przeszły go ciarki. Jej dotyk był dla niego czymś, czego się nie spodziewał, nawet gdy wiedział, że ma on nastąpić. Teraz już przeniósł obie swoje dłonie na jej talię, obejmując ją delikatnie. Zrobił krok do przodu, zmuszając ją do cofnięcia się i oparcia plecami o ścianę. Cały czas jednak całował jej usta, z każdą chwilą napierając na nie coraz bardziej. Aż w końcu zabrakło im tlenu. Oderwał się od niej, ale dzieląca ich odległość była tak niewielka, że ich nosy dalej się ze sobą stykały. Trzymał ręce pewnie na jej biodrach, jakby bojąc się, że znowu ucieknie.
   Natłok myśli i odpowiednia chwila wystarczyły, żeby dała się ponieść wszelkim emocjom. Posłusznie zrobiła krok w tył, kiedy on zrobił krok w przód. Dalej i tak nie mogła się cofnąć czując na plecach zimno bijące od ściany. Nie przerwała ich pocałunku dopóki w końcu nie zabrakło im tchu. Wzięła głęboki oddech, łapiąc łapczywie powietrza w płuca, kiedy ich usta się rozdzieliły. Spojrzała Killianowi prosto w oczy. Na jej policzkach jak zwykle pojawiły się naturalnie, szkarłatne plamy. Przygryzła lekko dolną wargę, zdając sobie sprawę właśnie z tego w jakiej sytuacji się znalazła. Była z nim pod prysznicem w samej bieliźnie, była przemoczona i przyciśnięta przez niego do ściany. Jego dotyk zmyślnie jednak odganiał jej myśli o tym, żeby zwiać, tak dawno nikt jej tak nie dotykał i nie mogła powiedzieć, że jej tego nie brakowało. Przekręciła lekko głowę na bok i potarła przy tym delikatnie nosem bok jego nosa. Po chwili jeszcze lekko przesunęła paznokciami po jego karku. Na razie się nie odzywała, nie miała nawet w sumie pojęcia co mogłaby teraz powiedzieć.
   Poddała mu się, choć na tę krótką chwilę. Nie mógł w to uwierzyć. Stała przed nim w samej bieliźnie, w dodatku mokra, z wyraźnymi rumieńcami na twarzy. Nachylił się, by ucałować jej policzek. Kiedy przesunęła paznokciami po jego karku, zamruczał. Zaczynały odzywać się w nim instynkty. Pocałował ją, nie umiejąc się powstrzymać. Masował kciukami jej biodra, gdy na nią napierał. Nie miała już nawet drogi ucieczki, chyba że sam by ją puścił i właśnie to zrobił. Nagle oderwał się od niej i zrobił krok do tyłu. Patrzył na nią, jakby ją pierwszy raz widział. - Jeśli będziemy to kontynuować, nie powstrzymam się - wyszeptał ostrzegawczo, ale nie chciał, by to się kończyło.
   Sama nie mogła uwierzyć w to, ze z taka łatwością mu się poddała w tym momencie. Spłonęła jeszcze większym rumieńcem, kiedy znów ucałował jej policzek. Westchnęła cicho w jego usta, kiedy ich wargi znowu się razem złączyły w pocałunku. Od miejsc w których dotykał jej odkrytej skory przechodziły po jej ciele nowe fale ciepła. Nagle Killian się od niej odsunął, a ona nabrała głęboki wdech i spojrzała na niego, tymi swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. - Chyba powinnam już iść...- wyszeptała w odpowiedzi, jej głos drżał. Jej klatka piersiowa uniosła się i opadała poprzez przyspieszony oddech. Nie ruszyła się jednak jeszcze z miejsca i wpatrywała się w chłopaka. Miała ochotę jeszcze raz go przeprosić za to, że go pocałowała. Czuła się z tym źle, ponieważ zdawała sobie sprawę z tego, ze mimo wszystko nie udałoby jej się zbliżyć do niego bardziej.
   Killian oddychał ciężko. Próbował unormować swój oddech, ale wolno mu to szło. Pokiwał nieznacznie głową i zrobił kolejny krok w tył, przez co wyszedł z pod prysznica. - Jak skończysz, masz tu ręcznik - powiedział, zanim wyszedł. Oparł się plecami o drzwi łazienki i przez moment oddychał głęboko. Po chwili ruszył spokojnie do swojego pokoju i znalazł ciuchy, które będą na nią w miarę dobre. Drzwi łazienki uchylił tylko na tyle, by zostawić na podłodze ubranie.
   Jej serce wciąż dudniło w piersiach, nawet po tym jak Killian po prostu zostawił ją samą. Przymknęła na chwilę oczy starając się uspokoić i pozwoliła wodzie z prysznica dalej spływać po jej ciele. Czuła się źle przez to wszystko, czuła się trochę zagubiona. Dopiero po parunastu minutach zakręciła wodę i wyszła z brodzika. Niespiesznie wytarła się ręcznikiem, po czym założyła ubranie, które dla niej zostawił. Oczywiście wcześniej musiała zdjąć swoją bieliznę, która po tej kąpieli była cała przemoczona. Cichy mimo wszystko były na nią trochę za wielkie, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Wyszła na korytarz przeczesując przy tym mokre włosy i skierowała się w stronę wyjścia.
   Stał tyłem do drzwi i spoglądał przez okno w kuchni oparty biodrem o blat. W dłoni trzymał kubek z herbatą, ale nie pił jej. Tylko rozmyślał. Usłyszał jej kroki, ale nawet nie mrugnął. Mimo to na jego usta wkradł się uśmiech. - Do zobaczenia, Kopciuszku - pożegnał ją, odwracając się do niej, gdy stała przy drzwiach. Zachowywał się, jakby nic się nie stało. Musiał się porządnie zastanowić nad tym, co do niej czuł. Czy w ogóle coś czuł.
   Zaciągnęła na głowę kaptur od bluzy chcąc zakryć mokre włosy. Zauważyła Killiana, który stał przy oknie, jednak nie odezwała się dopóki chłopak się do niej nie odwrócił. - Do zobaczenia Killianie. - powiedziała jeszcze cicho zerkając na niego kątem niebieskiego oka, po czym podeszła bliżej drzwi i zwyczajnie wyszła z jego mieszkania. W pewnym sensie znowu uciekała, jednak tym razem nawet się pożegnała. 

niedziela, 17 maja 2015

Save me, I think we run out of time...


Killian Ward

czekoladowe włosy | szare (z przebłyskami błękitu) oczy | 183 cm wzrostu | 20 lat

21.01 | wilkołak | samotnik | nie należy do żadnego stada


Let the darkness come for me, let it try to steal my soul as if I had a soul to steal


Historia:



Od dziecka marzył o wielkich przygodach, ratowaniu świata i pokonywaniu złoczyńców. Wyobrażał sobie, że gdzieś jest inny świat pełen magii, który czeka na odkrycie. O jego prawdziwości dowiedział się jednak w dość nieciekawy sposób, ponieważ został ugryziony podczas powrotu do domu z treningu. To był dzień jak co dzień. Nic nie zapowiadało tego, że zmieni jego życie tak drastycznie i diametralnie, a jednak stało się. Było już ciemno, na niebie świecił księżyc, więc Killian spokojnym krokiem przechadzał się uliczkami, które przybliżały go do domu. Na plecach miał zarzucony swój ulubiony plecak, a do uszu sączyła mu się muzyka ze słuchawek, przez co niezbyt docierało do niego, co dzieje się dookoła i to był jeden wielki błąd. Zaatakował go wilkołak, który zapewne przemienił się po raz pierwszy i nie wiedział, co robi. Zniszczył nie tylko plecak, ale także marzenia o byciu bohaterem. Cała historia skończyłaby się zapewne o wiele gorzej niż tylko zadrapaniem (i tym samym przemianą), gdyby nie pewny nocny łowca, który zaatakował bestię. Spóźnił się niestety o te kilka sekund, które przesądziły o jego przyszłości. Mimo wszystko chciał zmienić swoje życie. Pragnął robić coś dobrego i w końcu to znalazł. Chciał zostać łowcą. Wiedział, że to niemożliwe w jego stanie, ale mógł działaś na własną rękę, teraz, gdy wiedział, co czyha w nocy na niczego nieświadomych ludzi. Zaprzyjaźnił się z Mattem - nocnym łowcą, który ocalił mu życie. Chciał, by wprowadził go w świat cieni. Mimo wszystko nie dał się zabrać do stada, ponieważ nie czuł się jednym z nich. Sam nauczył się, jak być wilkołakiem (choć przyjaciel mu w tym nieco pomógł) i jest nim już od około dwóch lat. Nauczył się samokontroli. Musiał jednak mimo wszystko opuścić dom, gdyż nie czuł się już dłużej na miejscu. Pewnego dnia po skończonych osiemnastych urodzinach, oznajmił rodzicom, że się wyprowadza. Nie byli z tego powodu zadowoleni, ale uszanowali wolę syna. Killian utrzymuje z nimi kontakt, jednak rzadko się widują. Chłopak przeprowadził się do małego mieszkanka na drugi koniec Los Angeles i zaczął pracę w sklepie muzycznym, który miał genialną piwnicę, gdzie mógł zamykać się podczas pełni. 


I'm not sick but still so far away from sane

Charakter:


Dwa lata, które spędził samotnie, bez stada, trenował nie tylko swoje ciało, ale także umysł. Wielu mogłoby powiedzieć, że stał się psychiczny, ponieważ przeżył traumę. Jednak nikt nie wie, co się z nim stało. Jest świadomy tego, że nie jest może najbardziej stabilny, ponieważ od czasu przemiany coraz częściej zmaga się z gniewem, ale daleko mu było to choroby psychicznej. Killian jest dość trudną osobą, jeśli chodzi o charakter. Sam uważa, że nie ma żadnych zalet, jednak nie jest to prawda. Mimo wszystko w jego usposobieniu przeważają złe cechy, których nie umie i nie chce się nawet pozbyć. Jest bardzo bezpośredni - zawsze mówi, co myśli, nawet jeśli miałoby to kogoś zranić. Przywykł do sarkazmu i ironii na tyle, że już nie zdaje sobie sprawy, kiedy ich używa. Jest też niesamowicie uparty, ale gdy chce potrafi być czarujący. Nieraz słyszał, że jest bezczelnym gnojkiem, ale jego mało obchodzi, co inni o nim myślą. Zwłaszcza teraz, gdy już sam nie jest człowiekiem. Nadal jednak interesuje się dziewczynami. Jako młody chłopak ma swoje potrzeby i nie odmawia sobie towarzystwa płci przeciwnej tylko dlatego, że nie jest już człowiekiem. Teraz dziewczyny lgną do niego nawet bardziej niż wcześniej. A on w swojej naturze jest czarujący - kompletny flirciarz.


 Ciekawostki:


* umie śpiewać i grać na gitarze
* ma prawo jazdy, ale i tak używa komunikacji miejskiej
strzela z łuku i kuszy
* zna niemiecki i francuski  (w wolnym czasie samodzielnie uczy się japońskiego)
* studiuje medycynę
myśli nad zmianą pracy
* trenował kickboxing
* zanim został ugryziony pomagał w barze należącym do wuja swojego kumpla ze szkoły
* często narusza przestrzeń prywatną ludzi
* nawet w mroźną zimę potrafi chodzić w swojej ukochanej skórzanej kurtce
* często głoduje, bo nie chce mu się iść do sklepu po jedzenie
ma klaustrofobie
* nienawidzi cynamonu, imbiru i kokosa
* gdy był mały dziadek czytał mu mnóstwo baśni, które wspomina do tej pory
* zostali z Emeral przyjaciółmi


|WĄTKI||POWIĄZANIA|
________________________________
kontakt, gg: 39998861 

poniedziałek, 11 maja 2015

Może powinienem nazywać cię Kopciuszkiem?

Killian  &  Emeral

Następny dzień zaczęła jak każdy inny. Wstała, ubrała się, ogarnęła się na szybko, po czym wybiegła do pracy. Wzięła nawet ze sobą kurtkę Killiana, tak na wszelki wypadek. Weszła do klubu Requiem idealnie na styk i o dziwo się nie spóźniła. Przebrała się w strój roboczy, po czym wyszła do głównej sali. Po drodze dowiedziała się jeszcze, że musi zastąpić kogoś za barem, bo się nie zjawił. Stanęła za ladą, zaczęła zbierać zamówienia i na szybko rozdawać je klientom. Była to dość ciężka praca na swój sposób. Parę czerwonych kosmyków włosów wypadło z jej luźno upiętego koka na jej twarz i ramiona.
Nie miał bladego pojęcia, kiedy dziewczyna pracuje, ale liczył na łud szczęścia i od razu następnego dnia wieczorem wybrał się do klubu Requiem. Gdy tylko wszedł zaczepiła go jakaś dziewczyna. Minął ją bez słowa, szukając Em. Dostrzegł ją dopiero po chwili krzątającą się przy barze. Killian uśmiechnął się pod nosem i pewnym krokiem ruszył przed siebie. Tym razem miał na sobie jedynie koszulkę, ponieważ nie odzyskał kurtki, w której chodził niemalże każdego dnia przez cały rok. Oparł się o ladę i z czarującym uśmiechem, spojrzał na dziewczynę. - Cześć, skarbie - przywitał ją i puścił jej oczko. - Poproszę whiskey z lodem i moją kurtkę... całus też by mógł być. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, a jego oczy błyszczały. Dookoła było mnóstwo dziewczyn, ale on nie zwracał na nie uwagi. Wpatrywał się tylko i wyłącznie w Em.
Starała się jak mogła żeby szybko i sprawnie obsługiwać klientów, kiedy niespodziewanie zjawił się Killian i stanął przy barze. - Nie mam teraz czasu. - Powiedziała nachylając się lekko nad ladą, żeby mógł ją usłyszeć przez głośna muzykę. Po chwili postawiła przed nim szklankę i sprawnym ruchem nalała do niej whiskey, po czym wrzuciła lód. - Później, teraz trochę mamy zawal klientów. - Mruknęła jeszcze odwracając się do jakiegoś mężczyzny i nalewając mu piwa do kufa. Krzątała się dalej za ladą zadowalając klientele. Zerknęła jeszcze w stronę Killiana.- Jeśli chcesz to twoja kurtka jest na zapleczu. - Powiedziała po chwili i odwróciła się do niego tyłem szukając na półce zamówionego przez kogoś trunku. Jej luźny kok coraz bardziej się rozwalał, a ona miała dość tego chaosu panującego przy barze. Każdy chciał kupić coś z procentami i niektórzy oczywiście sprawiali kłopoty. - Jak tak dalej pójdzie to nie za szybko odzyskasz kurtkę. - Powiedziała, kiedy znów przechodziła obok Killa. Nagle jakiś facet klepnął ją w tyłek, odwróciła się raptownie, zarzucając czerwonymi włosami na plecy i obrzuciła go wrogim spojrzeniem. Miała dość już takich ludzi i resztkami sił kontrolowała się od rzucenia im się do gardeł. Widziała, że połowa osób w klubie była już cała spita, dlatego powinna na nich uważać o czym ostatnio już się co nieco przekonała.
Przyglądał jej się z zaciekawieniem i nic nie mówił. Kok, w który upięła włosy, wyglądał jakby miał się zaraz rozpaść. Uśmiechał się szczerze i żałował, że ona tego nie widzi. Może wtedy choć trochę zmieniłaby o nim zdanie. Wziął do ręki szklankę z whiskey i upił łyk trunku, myśląc, że mógłby tak spędzić cały dzień. Nagle jakiś pijany już facet klepnął ją w tyłek i czar prysł. Zacisnął dłoń w pięść. Odstawił whiskey i wstał, po czym odwrócił się do mężczyzny, którego chciał rozszarpać zapewne równie mocno co Em.- Chyba już czas, żeby opuścił pan ten lokal - stwierdził, wymownie kładąc rękę ma jego ramieniu i zaciskając palce dość mocno. - I niech najpierw pan przeprosi tą młodą damę. -Oczy Killiana zabłysły złotym kolorem, a w środku wrzał ze złości. Patrzył na tego mężczyznę, jakby zaraz miał go zabić. 
Miała zamiar się opanować i po prostu zignorować tego faceta, który ją klepnął, jednak zauważyła jak odwrócił się do niego Killian. Wzięła głęboki wdech i podeszła szybko do nich.- Killian... - Mruknęła cicho i położyła dłoń na jego ramieniu. Chyba pierwszy raz go dotknęła tak sama z siebie. - Będę miała przez to kłopoty. - Szepnęła cicho trochę poddenerwowana. Zerknęła w stronę pijanego mężczyzny, który na widok złotych oczu chłopaka po prostu uciekł czym prędzej z klubu. - Znów dostane naganę za przeganianie klientów. - Powiedziała, jednak mimowolnie uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Przez parę sekund w jej oczach pojawiło się coś na wzór wdzięczności. Po chwili jednak czerwonowłosa poklepała tylko lekko Killiana po ramieniu.- Muszę wracać do pracy. - Mruknęła cicho, odwróciła sie i po prostu wróciła do obsługiwania klientów za ladą.
Wywrócił oczami, ale z westchnieniem puścił mężczyznę, popychając go nieznacznie. Zachwiał się, ale ku niezadowoleniu Killiana nie spadł, tylko opadł na ladę.- Przecież nic bym mu nie zrobił - stwierdził, a jego głos był tak niewinny, że aż przesłodzony. Zamrugał, machając rzęsami. Ona go praktycznie zignorowała. Westchnął ciężko, po czym zagryzł policzek. Stał tak chwilę, patrząc, jak się krząta za ladą, aż w końcu wywrócił oczami ze zrezygnowaniem. - Pomogę ci, skarbie - stwierdził, wchodząc za ladę. Od razu jakieś dziewczyny zamówiły drinki. Całe uśmiechnięte nachylały się, eksponując biusty. Killian puścił im oczko, stawiając przed nimi drinki, które zrobił. Odchylił głowę do Em z czarującym uśmiechem. - Czy nie jest milej, gdy ci pomagam, co, Em?
Nie ważne byś mu coś zrobił, czy nie... To i tak równa się kłopotami. - Westchnęła wygładzając dłońmi materiał krótkiej spódniczki. Nie miała teraz czasu na rozmowy, musiała pracować. Wiedziała, że jest obserwowana, zawsze tak było. - Co? - Odwróciła się raptownie w stronę chłopaka, kiedy zaproponował, że jej pomoże. - Nie wiem czy to jest dobry pomysł. - Mruknęła patrząc na niego, równocześnie obsługując jakiegoś faceta i nalewając mu piwa. - No dobra, pomoc mi sie przyda. - Szepnęła w końcu, widząc jak pojawia się coraz więcej ludzi.- Tylko postaraj się niczego nie potłuc, a będzie bardziej miło. - Powiedziała i wywróciła oczami widząc jak od razu zaczęły się do niego lepić dziewczyny i składać zamówienia. Odwróciła wzrok nie mogąc dłużej patrzeć na tamta scenę, na prawdę nie przepadała za takimi pustymi laleczkami.
Prychnął na jej komentarz o tłuczeniu. Jeszcze niczego w życiu nie stłukł i nie miał zamiaru tego nadrabiać. Przynajmniej nie tego wieczoru. Dziewczyna zapewne myślała, że on nie widzi, ale cały czas zerkał na nią kątem oka, by sprawdzać jej reakcje. Widział błysk zazdrości w jej oczach, gdy zagadywały go skąpo ubrane dziewczyny. Nikt nie wiedział, nawet jego przyjaciółka, że dwa lata wcześniej pomagał w barze, który nie zależał do ojca jego kolegi. Wtedy nauczył się robić większość drinków i poprawnie nalewać piwo. Obracał shaker w dłoniach, jakby nigdy nie przestał tego robić. - Co dla ciebie, mała?  - spytał dziewczynę, która nachyliła się, by złożyć zamówienie. Nie musiał mówić tego głośniej, by Em słyszała. Wilkołaki mają dobry słuch.  Nieznajoma zaczęła chichotać. Nie wyglądała na głupią tylko naiwną.
Teraz już całkowicie automatycznie zbierała zamówienia i podawała je sprawnie klientom. W którymś momencie wyjęła spinkę z włosów, które 'wolne' opadły czerwoną kaskadą na jej plecy i ramiona, co było dość widowiskowe, więc dodatkowo jeszcze kilka osób podeszło do baru. Co jakiś czas mimowolnie również zerkała w stronę chłopaka nie mogąc po prostu powstrzymać się, żeby tego nie robić. Oczywiście bez problemu usłyszała to jak Killian zagadał do jakiejś dziewczyny i zmarszczyła na chwilę brwi, po chwili zaklęła cicho w duchu zastanawiając się po co właściwie nad tym się dłużej zastanawia? Przecież ją to wcale nie obchodziło. Odwróciła się plecami od Killiana i odsunęła się od niego na odpowiednią odległość. Niespodziewanie jakiś mężczyzna przeszedł przez ladę i stanął tuż przed nią. Czerwonowłosa aż podskoczyła zaskoczona i spojrzała na niego. Miał on nieco zarumienione policzki i potargane włosy, zdecydowanie było widać, że nie jest do końca trzeźwy. - Cześć piękna, nie szukasz może towarzystwa? - zapytał z francuskim akcentem przysuwając się do niej i patrząc na nią z góry, był od niej o wiele wyższy, jednak to nie znaczyło, że silniejszy, w końcu była wilkołakiem. Już miała zacząć się na niego drzeć i po prostu wyrzucić go zza baru, jednak się rozmyśliła i uniosła kąciki ust w uśmiechu zmieniając swoją taktykę. - Może po pracy, dobrze przystojniaku? - uniosła jedną brew do góry pytająco wpatrując się we francuza, co zdecydowanie nie było w jej stylu. Po chwili stanęła na palcach i szepnęła mu coś do ucha, chłopak odruchowo położył jej dłoń na talii, żeby się nie przewróciła, a ona nawet nie drgnęła. Odsunęła się od niego po paru chwilach śmiejąc razem z nim cicho, po czym kazała mu sobie iść, a on o dziwo posłusznie wyszedł zza baru i wrócił do grona klientów, wcześniej całując ją na pożegnanie w policzek. Em uśmiechnęła się triumfalnie, chociaż niepostrzeżenie wytarła wierzchem dłoni policzek, w który dostała buziaka. Nie wszystko musiała załatwiać siłą. Odruchowo posłała jeszcze szybkie spojrzenie Killianowi i wróciła do zbierania zamówień.
Kiedy Em rozpięła włosy, przełknął głośno ślinę, ale nie dał po sobie niczego poznać. Dalej rozdawał zamówienia dziewczynom, które z nim bezczelnie flirtowały. Nie wiedział, skąd ale za barem pojawił się jakiś podpity chłopak. Wywrócił oczami. Gdyby to był jego klub, dziewczyna z pewnością nie zatrzymałaby na długo pracy. Kiedy do jego uszu dobiegł francuski akcent, poczuł, jak w jego żyłach gotuje się krew. Już nienawidził tego kolesia. Kątem oka spoglądał na jego poczynania, by ingerować w razie konieczności. Szepty jeszcze przeżył, ale gdy pocałował ją w policzek, a ona się zaśmiała, nie wytrzymał. Zacisnął dłonie w pięści,  choć na twarzy nie drgnął mu żaden mięsień. Poszedł do Em na niebezpiecznie bliską odległość i nachylił się, by dać jej szybkiego całusa w policzek. Miał już odejść, ale na moment zatrzymał jeszcze usta przy jej uchu. - To moja zapłata za kupienie ci bransoletek - stwierdził szeptem i ze śmiechem wyskoczył zza baru. Złapał pierwszą dziewczynę, jaka mu się nawinęła i pociągnął ją do tańca. Znajdowali się jednak dość blisko, by Em wszystko widziała. Każde otarcie się ich ciał, każdy ruch, każde zbliżenie. Uśmiechał się pod nosem. Chciała wzbudzić w nim zazdrość i udało jej się, więc miała za swoje.
Przeczesała dłonią swoje "ogniste" włosy i odwróciła się chcąc wziąć od kogoś następne zamówienie, kiedy niespodziewanie obok niej pojawił się Killian. Był blisko i to aż za blisko. Uniosła lekko głowę, żeby na niego spojrzeć, jej źrenice rozszerzyły się mimowolnie z zaskoczenia i może też w jakimś stopniu strachu. Nagle chłopak dal jej całusa w policzek, odruchowo uchyliła nieznacznie usta chcąc coś powiedzieć, ale na razie ją zatkało i nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Po jej karku przeszły zimne ciarki, kiedy jeszcze Killian szepnął jej coś wprost do ucha. Cofnęła się i wpadła na ścianę oddychając szybko. Wzięła głęboki wdech dla uspokojenia, musiała się uspokoić w końcu była w pracy. Miała ochotę zacząć na niego wrzeszczeć, jednak wiedziała, że w tym momencie nie było to możliwe. Odprowadziła go spojrzeniem, kiedy wyskoczył zza baru i zmarszczyła brwi widząc, że znalazł sobie jakąś laleczkę do tańca. Kiedy względnie otrząsnęła się z szoku trochę za gwałtownie wzięła ścierkę i zaczęła wycierać blat, ponieważ ktoś coś na niego wylał. Starała się nie patrzeć w stronę tańczących, ale to było silniejsze od niej. Jakieś dziwne, bliżej nieokreślone dla niej uczucie pojawiło się wewnątrz niej, kiedy tak patrzyła na Killiana i jego partnerkę do tańca. Nie umiała określić co to było, albo raczej nie chciała przyznać się, że zazdrości tamtej dziewczynie i że z chęcią zamieniłaby się z nią miejscami. Z rozmyślań wyrwał ją klient, musiała podać mu zamówienie. Spędziła tak jeszcze jakieś trzydzieści minut, po czym w końcu wyszła z pomieszczenia na zaplecze. Jej zmiana się kończyła, na szczęście. Zdjęła fartuszek i powiesiła go na swoim wieszaku. Po chwili wróciła do głównej sali pełnej gości biorąc jeszcze ze sobą kurtkę Killiana. Nie przebierała się, wiec w ciąż miała na sobie mini, która za bardzo odkrywała jej nogi jak dla niej, szpilki i luźną bluzkę. Nie namyślając się długo weszła w tłum i odnalazła w nim Killiana. Podeszła do niego, po czym kierowana czystym instynktem rzuciła kurtka w jego twarz i uśmiechnęła się nadmiernie szeroko.- Oto twoja kochana kurtka, było miło. Narka. - Powiedziała z udawanym entuzjazmem, obróciła się szybko na pięcie nie czekając co powie i zaczęła kierować się w stronę wyjścia mając zamiar znów zwiać.
Widział zazdrość w jej oczach. Był z siebie taki dumny. Ale nagle po jakimś czasie Em sobie poszła, ponieważ ktoś inny zaczął zmianę. Kiedy stracił ją z oczu, zostawił blondynkę na parkiecie i odszedł gdzieś na bok, żeby nie przeszkadzać tańczącym parom. Zaczął się rozglądać za czerwonowłosą, ale nigdzie jej nie było. Przeklął w myślach. Jak mógł ją zgubić. Już miał się zbierać, gdy nagle dziewczyna stanęła przed nim i rzuciła mu kurtką w twarz. Złapał ją i z błyszczącymi oczami obserwował, jak odchodzi. Zaśmiał się krótko i pobiegł za nią. Tym razem nie miał zamiaru dać jej tak po prostu odejść. Złapał ją delikatnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie.- Czemu zawsze uciekasz? - spytał szczerze i bez cienia żartu, choć i tak zaraz to się zmieniło. - Może powinienem nazywać cię Kopciuszkiem?
Chciała stąd wyjść, ten tłok już ją męczył, kiedy niespodziewanie Killian złapał ją za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę. Stanęła w miejscu marszcząc brwi, a miała nadzieję, że zdąży przemknąć tak, żeby jej nie zatrzymał. Po chwili wzięła głęboki wdech i zadarła głowę do góry, żeby spojrzeć mu w oczy.- To trochę nie ta wersja bajki, skoro za każdym razem to ja mam jakąś cześć twojej garderoby i muszę ci ją oddawać. - Stwierdziła i wywróciła oczami. Nagle nie wiadomo kiedy pojawił się obok nich Francuz, który już wcześniej rozmawiał dziś z czerwonowłosa. - Czy on ci się narzuca Em? - Zapytał ilustrując Killiana wrogim spojrzeniem, zatrzymując je na dłużej na nadgarstku, który jej trzymał, po czym sam położył dłoń na ramieniu Emeral. Zaskoczona spojrzała na chłopaka, który podszedł. - Nie, nie narzuca się Sev, nie musisz się martwić. - Powiedziała szybko zerkając to na niego to na Killiana. Czuła się co najmniej dziwnie w tej sytuacji, w końcu była tak jakby otoczona przez nich dwóch. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Wywrócił oczami, śmiejąc się krótko. - Tworzymy własną wersję w takim razie - stwierdził z uniesioną brwią. Chciał dodać coś jeszcze, ale nagle pojawił ten wkurzający francuz, który dostawiał się do Em jakiś czas wcześniej. Jego oczy na moment zmieniły kolor na złoty. Normalnie kontrolował swoją przemianę, jednak oczy stanowiły wyjątek. Często zmieniały kolor pod wpływem silnych emocji, które przeżywał. Zrobił krok do przodu, trącając chłopaka w ramię. Był od niego niewiele wyższy, więc ich oczy znajdowały się na tej samej wysokości.  Z jego gardła wydobył się warkot. Podobny dźwięk wydają psy, zanim zaatakują. - Ona jest już zajęta, więc to ty przeszkadzasz, Sev - wypowiedział jego imię przeciągle i niemalże dziecinnie. - Lepiej idź sobie. Popchnąłbym cię tylko i już byś leżał.
Odruchowo uśmiechnęła się delikatnie słysząc to, co powiedział o nowej wersji bajki, jednak jej uśmiech szybko zniknął, kiedy pojawił się francuz. Chłopak zauważył przemianę Killiana i sam również warknął głośno, jego oczy na chwilę zaświeciły się ostrzegawczo na żółto. - Sam nie wiesz co mówisz, Młodziku. Wiem, że ona jest zajęta... przeze mnie.- Warknął i przysunął się bliżej Killiana omijając Emeral. Przestraszona dziewczyna praktycznie od razu zrobiła wielkie oczy i znów wskoczyła pomiędzy nich dwóch. - Przestańcie tu są ludzie...- Powiedziała szybko rozglądając się dookoła.- Odsuń się Em, nie chce nic ci zrobić, to on mnie irytuje. - Powiedział Sev i skinął głową w stronę chłopaka. Reagował teraz trochę za bardzo emocjonalnie przez to, że był podpity.  To wszystko jednak nie zmieniało faktu, że Sev wilkołakiem był już od bardzo dawna i miał większe doświadczenie od Killiana, należał również do stada Em, przez co ona martwiła się jeszcze bardziej o to, co by się stało jeśli doszłoby miedzy nimi do jakiejś bójki. Położyła dłonie na klatkach piersiowych obu chłopaków, tak jeszcze na wszelki wypadek.
Wywrócił oczami i uśmiechnął się sarkastycznie. - Stać cię tylko na odpowiedź na poziomie podstawówki? - jego głos wyrażał udawane znużenie. Uniósł prawą brew. - Jak chcesz się zmierzyć to proszę bardzo - stwierdził, rozkładając ramiona w geście wyzwania go do walki. Nagle Em wskoczyła między nich. Co z tego, że ten chłopak zapewne był dłużej wilkołakiem niż on? Nie obchodziło go to. Na pewno miał spore szanse, skoro ćwiczył, a niejaki Sev był już pijany. Uspokoił się, gdy dłoń dziewczyny znalazła się na jego klatce piersiowej. Kącik jego ust powędrował do góry. To było całkiem miłe uczucie. Chyba po raz pierwszy, albo drugi dotknęła go z własnej inicjatywy, choć ta sytuacja nie była dobrym przykładem. Wziął jej dłoń w swoje ręce i przyciągnął do siebie, obejmując ramieniem. - Coś ci się pomyliło, kolego - ostatnie słowo opuściło jego usta z warkotem. - Radzę ci wyjść, zanim się przewrócisz. Tyle wypiłeś, że zaraz się pewnie przewrócisz .
Nie igraj z ogniem. - z gardła Sevka wydarł się niski warkot ostrzegawczy. Emeral chciała coś powiedzieć i nawet otworzyła usta, żeby to zrobić, jednak niespodziewanie Killian przyciągnął ją mocno do siebie i objął ramieniem.- Kill, proszę... - szepnęła rozgorączkowana słysząc co mówi i nawet nie wkurzyła się jego bliskością aż tak bardzo, miała aktualnie większe zmartwienia  na głowie. Starała się jakoś wykręcić z jego objęć. Francuz widząc co się dzieje stanął tuż przed nimi, po czym złapał czerwonowłosą za ramiona i szybkim, mocnym ruchem wyciągnął ją z objęć chłopaka niczym jakąś szmacianą lalkę. Po chwili puścił ją bez większego zastanowienia. Wilkołaczka pisnęła mimowolnie przerażona tym nagłym zwrotem akcji, w taki sposób nie mogła utrzymać się na nogach przez szok, szczególnie na szpilkach, więc już po chwili wylądowała na ziemi zdzierając sobie przy tym kolana i łokcie. Tymczasem w tym samym momencie Sev złapał Killiana za bluzkę, po czym pchnął na ścianę korzystając z chwili jego nieuwagi. - To, że piłem, to nie znaczy, że jestem slaby. - powiedział zły. Parę osób będących w klubie zebrało się bliżej nich wyczuwając, że coś się kroi. Między ludźmi już przeciskał się ochroniarz chcąc rozdzielić od siebie obydwa wilkołaki. Jakaś dziewczyna nawet jeszcze przykucnęła przy czerwonowłosej, żeby sprawdzić czy wszystko u niej w porządku.
Jego wzrok skierował się za dziewczyną. Nie zdążył zareagować. Chciał ją złapać, ale Sev zagrodził mu drogę i złapał go za koszulkę, co mu się nie spodobało. Killian nienawidził pracować, a ta koszulka już tylko do tego się nadawała. Wywrócił oczami na jego słowa,  po czym warknął na niego i już chciał go zaatakować, gdy nagle obok pojawili się ochroniarze, którzy ich rozdzielili. Jeden wciąż trzymał Killiana, gdy ten chciał podejść do dziewczyny. Wyszarpnął się z jego uścisku i jednym susem pokonał odległość między nim a Em.- Przepraszam, skarbie - wyszeptał ze skruchą, łapiąc dziewczynę pod pachy i podnosząc ją. Nawet gdy już stała, trzymał ją, by nie upadła. - Wszystko w porządku? Kim on w ogóle był? - Ochroniarze wyrzucili chłopaka z klubu. Killian patrzył tylko z uśmiechem, gdy to się działo.
Kiedy przyszli ochroniarze i odciągnęli Seva ten chciał im się wyrwać rzucając na boki. Zdecydowanie za dużo wypił. Emeral już miała wstać z podłogi przy pomocy jakiejś dziewczyny, kiedy pojawił się obok niej Killian. Spojrzała na niego zdezorientowana tymi swoimi intensywnie niebieskimi oczami. Stała na chwiejnych nogach gdy ją podniósł i pewnie by upadła gdyby jej nie podtrzymywał. W tym momencie jeszcze bardziej znienawidziła obcasy przez które wciąż bała się, że może upaść. - Wszystko ok. On... On jest nikim ważnym. - Mruknęła i zaczęła odruchowo wygładzać dłońmi uniform. Jej ubranie było całe brudne i na nieszczęście było to jej ubranie z pracy.- Co ty sobie wyobrażałeś nakręcając Seva? - zacisnęła usta w wąska kreskę i odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć.- Muszę stąd wyjść. - Szepnęła po chwili cicho rozglądając się dookoła, po czym odsunęła się od wilkołaka i zaczęła znów iść w stronę wyjścia z klubu.
Jej niesamowicie niebieskie oczy na moment oderwały go od rzeczywistości. Tylko na moment. Jego serce urosło, gdy stwierdziła, że tamten wilkołak nie był dla niej kimś ważnym, a musieli się znać. Nie naciskał, by powiedziała mu skąd. Podejrzane wydawało mi się, gdyby poznali się dopiero tego wieczora. - To kompletny idiota. - Westchnął,  uśmiechając się do siebie. Dziewczyna znowu to robiła, uciekała, ale była przy tym tak urocza. A on znowu ją zatrzymał. Położył dłoń na jej ramieniu, ale już się nie uśmiechał. Jego oczy były szczere. - Wypiorę ci ten uniform. To wszystko moja wina. Chodź do mnie, zajmę się tym - powiedział niemalże niedbale. Jakby nie było w tym nic dziwnego. Zarzucił jej na ramiona swoją kurtkę.  Złapał ją za rękę i pociągnął do wyjścia, nie słysząc nawet słów sprzeciwu. Otworzył drzwi taksówki, która akurat stała na zewnątrz i pomógł dziewczynie wejść do środka. Zajął miejsce obok, a kierowcy podał adres. Ruszyli.
Nie wiedziała co robić, odruchowo zaczęła masować swoje obolałe ramiona, na których teraz widniały siniaki po tym jak Sev ją odciągnął. Nie chciała nic więcej opowiadać Killianowi o wilkołaku, którego przed chwilą wywalili z baru. - Zazwyczaj się tak nie zachowuje... Kiedy jest trzeźwy. - Szepnęła cicho i przygryzła nieznacznie dolna wargę. Tym razem nie stawiała się jakoś bardzo, kiedy chłopak zarzucił jej swoja kurtkę na ramiona po czym dała mu się pociągnąć na zewnątrz. Kiedy znaleźli się na dworze rozejrzała się w poszukiwaniu Seva, ale go nigdzie nie zauważyła. Bez słowa wsiadła do taksówki i zapięła pasy. Zapadła w zadumę i wlepiła spojrzenie w okno. Siedziała już tak do samego końca tej podróży.
Podróż minęła bez słowa. Ona się nie odzywała, więc on też nie zamierzał. Miał wrażenie, że gdyby przerwał tę ciszę, uciekłaby. Stary taksówkarz uśmiechnął się do chłopaka, gdy ten wręczył mu banknot. Wysiadł i szybko obiegł samochód, by otworzyć dziewczynie drzwi. Uśmiechnął się do niej czarująco. Kiedy taksówka odjechała, rozpostarł ramiona, jakby chciał objąć blok, w którym mieszkał. Był odremontowany i naprawdę dobrze mu się w nim mieszkało. - Witaj w moich skromnych progach. Chodź - szepnął, puścił jej oczko i wszedł drzwiami na korytarz. Kiedy stanęli u podnóża schodów,  spojrzał niepewnie na obcasy Em. - Może cię wnieść? To tylko trzy piętra.
Przez całą podroż gapiła się w okno. Spojrzała na Killiana, kiedy otworzył drzwi przed nią. - Dzięki. - Mruknęła cicho, po czym wysiadła z taksówki. Wciąż zamyślona poszła za chłopakiem.- Poradzę sobie sama. - Stwierdziła, po czym po prostu zdjęła obcasy zostając boso. Odetchnęła z ulgą, bez wysokich butów na nogach czuła się o wiele lepiej. - Prowadź dalej. - Powiedziała zerkając w stronę wilkołaka, widać było po niej, że była zmęczona po całym tym pracowitym dniu. Siniaki na jej ramionach zabarwiły się na ciemniejszy kolor co nie wyglądało za dobrze, westchnęła, już nie mogła doczekać się, aż znikną z jej bladej skóry.
Westchnął, ale uśmiechnął się, myśląc, że nie wzięła jego słów na poważnie. Zdjęła buty, a on z rozbawieniem zauważył ulgę na jej twarzy. Normalnie dziewczyny zabiłyby za takie buty, a ona najwyraźniej nienawidziła obcasów. Weszli na trzecie piętro na jej szczęście, jak potem pomyślał. Podszedł do dziewczyny i wyjął klucze z wewnętrznej kieszeni swojej kurtki,  którą zarzucił jej na ramiona. Stanął na tyle blisko, że czuł jej zapach. Odwrócił się gwałtownie, by otworzyć drzwi. Przepuścił Em i wszedł za nią, zamykając. - Przepraszam za bałagan - mruknął, po czym zebrał się do szybkiego sprzątania. Zebrał wszystkie ciuchy leżące na podłodze i wrzucił je do kosza na ciuchy do prania. - W sumie jest gorzej niż myślałem - dodał rozglądając się dookoła. Podniósł rękę i podrapał się po karku, patrząc z zażenowaniem na dziewczynę. Nagle mu się przypomniało, po co do niego przyjechali. Wparował do drugiego pokoju i chwilę go nie było. Wrócił z ciuchami dla Em na zmianę. Wręczył jej t-shirt - Najmniejszy jaki znalazłem - skomentował. - Mam nadzieję, że shorty nie będą są długie. Wyglądałoby to komicznie.
Boso wdreptała na trzecie piętro. Było jej trochę chłodno, ponieważ kamienna podłoga ciągnęła ciepło, jednak starała się tym nie przejmować. W dłoniach wciąż ściskała parę szpilek z pracy. Wzięła głęboki wdech, kiedy chłopak do niej podszedł. Na początku nie wiedziała co on chce zrobić, więc patrzyła na niego nieufnie. Dopiero rozluźniła się, wtedy gdy Killian wyciągnął tylko klucze z kurtki i odsunął się od niej szybko. Odetchnęła z ulgą. - Niczego innego nie spodziewałam po twoim mieszkaniu. - Przyznała szczerze i odstawiła buty gdzieś w korytarzu.- Ty potrzebujesz sprzątaczki, a nie współlokatorki. - Mruknęła jeszcze cicho rozglądając się na boki zielonymi paczadłami. Kiedy Killian wrócił z ubraniami wzięła je od niego nieufnie.- To ja się przebiorę...- powiedziała, po czym wyszła z łazienki. Po kilku minutach wróciła. Miała na sobie za duże shorty, które wisiały niebezpiecznie luźno na jej szczupłych biodrach oraz za dużą bluzkę, która związała z boku w supeł, żeby nie była za długa. - Wyglądam okropnie...- westchnęła głośno mając ochotę się zapaść pod ziemię w takim momentach.
Przygryzł dolną wargę i uśmiechnął się, wzruszając ramionami. Był chłopakiem, nie mogła oczekiwać, że będzie w jego mieszkaniu czysto jak w szpitalu. Poszła do łazienki się przebrać, a gdy wróciła nie mógł ukryć rozbawienia. Parsknął śmiechem. Nie sądził, że te rzeczy będą na nią o tyle za duże. - Nieprawda - odezwał się, uśmiechając od ucha do ucha. - Wyglądasz uroczo. Rozgość się, a ja wypiorę ci te rzeczy - powiedział, wyciągając wymownie dłoń w jej stronę. A kiedy dała mu ciuchy, wyminął ją z tajemniczym uśmiechem i wszedł do łazienki, ale nie zamknął za sobą do końca drzwi. Specjalnie. Zdjął leniwie swoją koszulkę, by razem z innymi ubraniami wrzucić ją do pralki i ustawił wszystko, a kiedy rzeczy już się prały spojrzał na wyprane ciuchy, które wisiały na sznurku nad wanną. Wziął białą koszulkę, która przylegała do jego ciała i zakładając ją, wyszedł. Kiedy zrobił krok z łazienki do pokoju, miał ją dopiero nałożona przez głowę i sięgała mu do połowy brzucha. - Wszystko ok? - spytał, zanim na nią nawet spojrzał.
Nazwanie mnie Kopciuszkiem miało drugie dno...- mruknęła cicho pod nosem, jednak wiedziała, że on i tak to usłyszy, w końcu był wilkołakiem tak jak ona i miał bardzo dobry słuch. - Nie śmiej się ze mnie. - Powiedziała już głośniej i zmrużyła nieznacznie oczy wpatrując się w niego zirytowana. Podała mu ciuchy i odprowadziła spojrzeniem kiedy poszedł do łazienki. Dodatkowo jeszcze zajrzała przez szparę między drzwiami do środka, tak z czystej ciekawości. Przełknęła głośno ślinę widząc jak chłopak zdejmuje koszulkę, musiała przyznać, że był on na prawdę przystojny. Po chwili oderwała się od obserwowania go i usiadła na brzegu kanapy. Bóg jedynie wiedział co czaiło się w odmętach między jej materacami i poduszkami, a ona nie miała zamiaru tego sprawdzać. - Myślę, że ok. - Stwierdziła kiedy wyszedł z łazienki znów eksponując przez kilka sekund brzuch. Była prawie pewna, że zrobił to specjalnie.
Wiedział, że go obserwuje. Wiedział także, że ona wie, iż robił to specjalnie. To było dość oczywiste. Killian nie był osobą, która robiła takie rzeczy nieumyślnie. Uśmiechnął się delikatne. - Może jesteś głodna? - spytał, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, stał już w drzwiach otwartej lodówki, która świeciła pustkami. -Mam- zaczął spoglądając na nią niepewnie. Wiedział, że to źle wypadło. Nie zdążył jeszcze niczego kupić. To po części była jej wina, ponieważ od kiedy ją poznał, zajmowała mu cały wolny czas. - Mam dwa jajka-dokończył, trzymając je między palcami jednej dłoni i uśmiechając się do niej uroczo.
 Zacisnęła usta w wąska kreskę obserwując chłopaka. - Nie jestem głodna. - Powiedziała, gdy podszedł do lodówki i wyciągnął z niej dwa jajka. - Myślę, że nawet ty sam się tym nie najesz...- Stwierdziła marszcząc brwi.- A potem jeszcze będziesz mówić, że to moja wina, że głodujesz. - dodała jeszcze wywracając przy tym oczami i uśmiechając się delikatnie. Po chwili namysłu podniosła się z kanapy i podeszła bliżej Killiana. Zaczęła przyglądać się jego skromnej kuchni.- Powinieneś częściej robić zakupy... I częściej sprzątać. - Cmoknęła cicho układając usta w dzióbek i wygładziła dłońmi za dużą bluzkę.
Przez moment zrobiło mu się smutno. Dla niego samego nie chciało mu się iść do sklepu, skoro było jeszcze coś do jedzenia. Dwa jajka to nie wiele, ale jemu starczało. Potem mógł kupić sobie coś na mieście, kiedy szedł do pracy. Wzruszył ramionami. - Nie powiedziałbym tak - stwierdził, nie patrząc na nią, by nie widziała jego spojrzenia, ale po chwili uśmiechnął się do niej, jakby nic się nie stało. Znalazła się dość blisko niego. Sama wykonała ten ruch. Na sekundę przestał oddychać, rozważając każda możliwość. Jego wzrok błądził po jej twarzy, szukając jakiś oznak tego, co o nim myśli, ale nie udało mu się. Wyczuwał tylko niejednoznaczne emocje. - Ostatnio nie miałem czasu, ponieważ byłem zbyt zajęty pogonią za pewną dziewczyną - wyszeptał, nachylając się w momencie, gdy ułożyła usta w dzióbek. Szybko uniósł palec. Przyłożył go do jej ust, po czym puścił jej oczko, przykładając opuszek do swoich warg. Chciał coś powiedzieć, ale pralka zaczęła pikać. Pranie się skończyło.
Ona przynajmniej raz w tygodniu chodziła do sklepu, mimo że teoretycznie mieszkała sama. Raczej nikt z watahy nie podbierał jej jedzenia które trzymała w pokoju. Nie przepadała za jedzeniem na mieście, mało kto wiedział o tym, co takiego kucharze dodają do swoich dań, a ona wołała tego nie sprawdzać. Wsparła swoje dłonie o biodra. Czuła na sobie jego spojrzenie, ale starała się wyglądać na jak najmniej speszoną tą sytuacja. - Już się tak nie tłumacz... Takie teksty są słabe. - Mruknęła dość ostrym tonem głosu. Kiedy się nad nią nachylił otworzyła szerzej oczy. Wciąż nie rozumiała dlaczego kiedy Killian się do niej zbliża to ma taki wielki wpływ na jej zachowanie. Zacisnęła dłonie w pięści, gdy nie zdążyła się odsunąć od niego zanim położył jej palec na ustach, a potem na swoich wargach. Zatkało ja, jednak nagle usłyszała pikanie, pralka ja uratowała.- Idź po pranie. - Syknęła przez zaciśnięte, żeby ciągle starając się nie wyglądać na zmieszaną, chociaż słabo jej to już teraz wychodziło.
Wywrócił oczami i zaśmiał się. Jej nieporadność była urocza. Wyprostował się i zmierzwił jej włosy, zanim odszedł. - Nie złość się, Em- dodał jeszcze w drzwiach łazienki. - nie wygląd dobrze, gdy się złościsz.- To były jego ostatnie słowa zanim zniknął za drzwiami łazienki. Wziął dwa głębokie wdechy. Na zewnątrz nic nie pokazywał, ale wewnątrz bał się, że coś zepsuje. Nie chciał zawalić. Em była kompletnie inna niż reszta dziewczyn. Włączył pralkę i otworzył ją, by wyjąć z niej wyprane rzeczy. Czarna spódniczka i dwie szare koszulki. Zmarszczył brwi. Dopiero gdy sobie uświadomił, co się stało, zaklął głośno. Em na pewno go za to zabije. Wyszedł z łazienki i spojrzał na nią wielkimi oczami. - zanim zaczniesz krzyczeć, wiedz, że mi przykro - oznajmił, ostrożnie podając jej ciuchy.
W takich momentach jak ten miała na prawdę wielką ochotę go uderzyć, bądź złapać za gardło i udusić. Nienawidziła swojej nieporadności przy nim.- Mam to gdzieś. - mruknęła obserwując jak chłopak znika w łazience. Skrzyżowała ramiona na piersiach czekając do powrotu Killiana. Kiedy wilkołak do niej podszedł i podał jej ubrania wzięła głęboki wdech. - Coś... Ty... Zrobił? - Jęknęła głośno widząc swoją białą bluzkę, która magicznie zmieniła kolor na szary. - Faceci! - Krzyknęła i obrzuciła go wściekłym spojrzeniem. Ta bluzka była jej ostatnia "firmowa" bluzka bez wielkiego dekoltu, a szef powiedział ze więcej takich jej nie kupi. - Genialnie jest wrzucać czarne rzeczy z białymi. - Warknęła stojąc przed nim.- Wychodzę. Zatrzymaj to sobie.- powiedziała i rzuciła w niego swoimi ubraniami. Już po chwili zaczęła iść boso w stronę drzwi. - Żegnaj Killianie. - Powiedziała otwierając drzwi od jego mieszkania, po czym wyszła na klatek. Już miała schodzić po schodach, kiedy zauważyła windę, której wcześniej wchodząc tu nie zauważyła. Podeszła do niej i nacisnęła przycisk. Wciąż wyglądała śmiesznie przez to co miała na sobie.
Nawet się nie odezwał, gdy dziewczyna zaczęła na niego krzyczeć. Po prostu stał, przyglądając jej się z dystansu. Lepiej było nie oberwać niczym ciężkim. Na szczęście rzuciła w niego tylko swoimi ciuchami, które trochę zmieniły kolor. Było mu naprawdę przykro, ale wiedział, że gadanie nic nie da. Wyszła. Z początku nie miał pojęcia, co powinien zrobić, ale w końcu zdecydował się pobiec za nią. Jak zawsze. Akurat wsiadała do windy, gdy wybiegł z mieszkania. Wskoczył za nią i drzwi się zamknęły. To były tylko trzy piętra, przeżyje. A może nie? - Em, naprawdę mi przykro. Odkupię ci ją - zaczął, ale w połowie piętra winda się zatrzymała, światła zamrugały. Killian zrobił krok w tył, opierając się plecami o ścianę. Jego oddech przyspieszył. Zamrugał kilkakrotnie, jakby nie mógł uwierzyć, że znalazł się w takiej sytuacji. Chwycił się za serce i musiał wyglądać przy tym naprawdę zabawnie. Wiedział, że jeśli zbyt długo to potrwa przemieni się i będzie źle. - Zginiemy - wyszeptał, przymykając oczy, ale nic mu to nie dało. Do tej pory ignorował wszystkie słowa dziewczyny, jeśli cokolwiek do niego mówiła. Był zbyt zajęty panikowaniem.
Nie słucham cię Killianie. - Powiedziała wsiadając do windy, gdy nagle on znów znalazł się obok niej. Jej ton głosu był poważny, chociaż że wyglądała wciąż komicznie w za wielkich ubraniach chłopaka i na boso. Wcisnęła przycisk na parter, a winda ruszyła. Zacisnęła usta w wąska kreskę zastanawiając się czy nie za bardzo raptownie zareagowała na zafarbowaną bluzkę. Może szukała tylko następnej wymówki by znowu uciec? Nagle winda stanęła w miejscu i zdecydowanie nie był to parter.- Cholera. - Mruknęła cicho pod nosem, po czym uderzyła pięścią w panel kontrolny, co jednak mało dało. Słysząc słowa Killiana odwróciła się w jego stronę i parsknęła śmiechem, a potem oniemiała. Ta scena wydawała się dość groteskowa, kiedy chłopak stal oparty o ścianę, trzymając rękę na sercu z przerażonym wyrazem twarzy. Już po chwili domyślała się co znaczyło jego zachowanie i sama miała ochotę zacząć panikować, wcale nie było jej do śmiechu. Jeśli on by się tu przemienił to byłoby na prawdę kiepsko. - Killian...-powiedziała łagodniejszym tonem, jej wcześniejsza złość gdzieś uleciała. - Killian, nie mów ze masz klaustrofobie! Musisz się uspokoić, błagam.- powiedziała jeszcze, chociaż już wtedy widziała, że on jej nie słucha. Niepewnie podeszła do niego bliżej i stanęła przed nim. Na boso była o wiele niższa od niego. - Musisz się uspokoić, bo wtedy zginiemy na pewno przez ciebie, a nie przez chwilowy niedobór prądu. - Mruknęła cicho, po czym stanęła na palcach i ujęła jego twarz w dłonie. - Spójrz mi w oczy i mnie posłuchaj idioto! - krzyknęła i powoli zlustrowała spojrzeniem jego twarz.
Nic nie mówię - wyspał, z trudem łapiąc oddech. Powietrze zdawało się nieosiągalne i drogie niczym złoto. Nie był w stanie się go uchwycić. Gdyby to był tylko strach, poradziłby sobie, ale to uczucie zachodziło na przerażenie. Światła dalej mrugały, a on miał wrażenie, jakby czas stanął w miejscu, a on nie miał jak uciec. Nawet gdy ujęła jej twarz w swoje dłonie, nic to nie dało. Krzyknęła, a on dalej nie umiał się pozbierać. Miał atak paniki. Świat zaczął wirować, a Killian upadł na kolana, modląc się w duchu o ratunek. Trzymał się dalej za serce i oddychał tak, jakby odcięto mu dopływ tlenu. Kiedy podniósł wzrok na Em jego oczy lśniły na złoto, a paznokcie powoli zmieniały się w pazury.
Wypuściła głośno powietrze przez usta obserwując Killiana. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, gdy on tak siedział teraz taki przerażony na podłodze, w żadnym wypadku nie przypominał tego chłopaka, który jeszcze przed chwilą z nią rozmawiał. - Jeju, Kill..- mruknęła cicho pod nosem bezradna nie wiedziała co powinna zrobić. Nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji jak ta, więc nie miała pojęcia jak się zachować. Było jej strasznie go żal, wręcz pękało jej serce, kiedy tak patrzyła jak chłopak walczy o każdy wdech w wyniku napadu paniki. - O Boże, nie... - Powiedziała szybko, kiedy zaczął się zmieniać.- Nie rób tego, nie rób... Po coś ty tutaj za mną właził? - Szepnęła podenerwowana. Po chwili uklęknęła obok niego i znów położyła dłonie na jego policzkach.- Patrz na mnie... I oddychaj powoli... Musisz się uspokoić... - Powiedziała zmuszając go do tego, żeby spojrzał jej w oczy. Wpadła na pewien pomysł, który wcale jej się nie podobał. Sama wzięła parę głębokich wdechów, po czym pochyliła się bardziej nad Killianem i przycisnęła swoje wargi do jego ust. Pocałowała go delikatnie, kiedyś obiło jej się o uszy, że ta metoda działa w takich sytuacjach. Nigdy się nie spodziewała, że kiedykolwiek pocałuje tego pana sama z siebie, wiec to było dla niej dość dziwne. 
Spojrzenie jej niebieskich oczy jedynie podtrzymało go na moment przed przemianą. Paznokcie znowu były normalne, a oczy wróciły do swojego szarego koloru. Kiedy ona wzięła parę głębokich wydechów, poszedł za jej przykładem, choć miał wrażenie, jakby płuca mi się zapadły, a serce przestało bić. Z trudem łapał oddech. - Próbuję - wysapał, gdy ponownie ujęła jego twarz w dłonie. Kiedy zbliżyła swoją twarz do jego, oczy Killiana rozszerzyły się do wielkości spodków. Złapał jedną ręką za jej nadgarstek, w momencie gdy jej usta dotknęły jego warg. Trwało to zaledwie sześć sekund. Wstrzymał oddech i się nie poruszył. Wpatrywał się w nią. Przeżył kompletny szok, który zajął jego wszystkie myśli. Była tylko ona. - Co ty...?
Przymknęła oczy starając się za wiele nie myśleć o tym, co właśnie zrobiła. Musiała go jakoś uspokoić, żeby nie przemienił się w windzie, a że pocałunek był jedynym sposobem, który dawał jakieś większe efekty to już nie była jej wina i nie miała innego wyjścia. - Cii...- szepnęła cicho nie odsuwając się od chłopaka. - Po prostu postaraj eis uspokoić... Proszę. -  uchyliła powieki, żeby spojrzeć mu w oczy. Czuła się tak bardzo głupio przez to wszystko, w końcu Killian nie wszedłby do windy gdyby nie ona. - I nie przemieniaj mi się tutaj....- dodała jeszcze po chwili. W czystym odruchu przesunęła delikatnie kciukiem po jego policzku. 
Jego oddech powoli wracał do normy, a serce przestało pędzić jak szalone. Wpatrywał się w nią wciąż z niedowierzaniem. Rozproszyła go tym pocałunkiem, ale przecież nie musiała tego robić. Rozchylił usta, chcąc coś powiedzieć, ale przez moment głos nie chciał opuścić jego gardła. Zmarszczył brwi, przełknął ślinę. - Już lepiej - wyszeptał, dalej trzymając dłoń na jej nadgarstku. Policzki go piekły pod jej dotykiem, ale przy jego opalonej skórze nie byłoby widać, gdyby się rumienił. - Przepraszam - mruknął, zamykając oczy i starając się oddychać normalnie. - Chciałem tylko znowu cię gonić... Dlatego nie używam windy - wyjaśnił z trudem między wdechami.
Patrzyła wyczekująco w oczy chłopaka. - To dobrze. - Odetchnęła z ulgą, kiedy usłyszała te dwa magiczne słowa "już lepiej". - Jesteś głupi skoro tak wciąż za mną gonisz. - Szepnęła z wyczuwalną nutką smutku w głosie. Na jego miejscu już dawno by sobie odpuściła. Jeszcze przez chwilę trwała tak w miejscu patrząc mu w oczy i przygryzając dolną wargę. - Nic już nie mów... Tylko oddychaj...- powiedziała i zaczęła powoli gładzić kciukami jego policzki, zauważyła, że to również jakoś go uspokajało. To chyba była najdłuższa sytuacja w której go dotykała sama z siebie, jednak tłumaczyła to sobie tak, że ta sytuacja była wyjątkowa i było to konieczne.
Uśmiechnął się blado, przymykając oczy. - Pewnie masz rację, ale było warto - wyszeptał już spokojniej. Jej bliskość działała na niego kojąco. Nawet nie myślał już o tym, że są zamknięci w windzie. Kiedy otworzył oczy, uderzył go błękit jej tęczówek. Nie mówił potem już nic. Posłuchał jej. Oddychał wciąż z lekkim trudem, ale atak paniki minął. Jednak wciąż została klaustrofobia. Nie rozglądal się, bo wiedział, że może to się źle skończyć. Miał wrażenie, jakby ściany się zapadały, ale ona go trzymała, ciągnąc do rzeczywistości. Chciał coś powiedzieć, ale nagle winda ruszyła.
Oj, żebym nie pożałowała tego co zrobiłam...- mruknęła cicho pod nosem marszcząc brwi. Tego się obawiała, że chłopak po tym ich "pocałunku" jeszcze bardziej nie da jej spokoju. - Zamknij oczy.- powiedziała jeszcze, kiedy Killian zmagał się z klaustrofobią. Ciągle gładziła go uspokajająco po policzkach chcąc odciągnąć jego uwagę od ciasnego pomieszczenia. Miała nadzieję, że jego atak paniki już nie wróci. Nagle winda ruszyła, a ona odetchnęła głośno z ulgą. Powoli odsunęła się od chłopaka i wstała z podłogi. - Wstawaj... Bo jeśli stąd nie wejdziesz to jeszcze trochę, a tutaj mi zejdziesz z tego świata. - Stwierdziła i wyciągnęła dłoń w jego stronę, chcąc pomóc mu się podnieść. Winda stanęła na parterze, a drzwi rozsunęły się praktycznie od razu. W końcu byli "wolni", więc Emeral miała ochotę skakać z radości. - Zamknę Cię w schowku jeśli będziesz mi to wypominał. - Dodała jeszcze po dłuższej chwili ciszy dość poważnym tonem głosu. Mówiąc "to" miała oczywiście na myśli pocałunek. Ciągle nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć.
Złapał za jej rękę zdziwiony tym gestem. Uśmiechnął się wdzięczny za pomoc. Nienawidził swojej klaustrofobii, ponieważ była to słabość, której nie potrafił pokonać. Zamknięte pomieszczenie stanowiły swego rodzaju tabu. Na szczęście teraz dojechali bezpiecznie na parter i wysiedli. Killian odetchnął z ulgą. Rozejrzał się dookoła szczęśliwy, że żyją i nie zginęli w tej nędznej windzie. Na jej słowa wstrzymał oddech i spojrzał na nią z udawanym smutkiem. - Nie zrobiłabyś tego - szepnął. Zmrużył oczy. Em miała na sobie jego ciuchy i zdecydowanie powinna się przebrać. Uśmiechnął się.  - Może dam ci jakąś swoją białą koszulkę i założysz tą nieszczęsną spódniczkę? Nie możesz wyjść tak ubrana - stwierdził,  wskazując ręką na jej strój. 
Pomogła mu się podnieść, po czym praktycznie od razu zabrała od niego dłonie. Już wystarczająco długo go dzisiaj dotykała przez co na prawde czuła się bardzo mało komfortowo. Wcześniejsza złość już dawno z niej uleciała i została zastąpiona uczuciem dezorientacji i zmieszania. Pomogła Killianowi w windzie, pocałowała go, żeby go uspokoić, przez co czuła się w tym momencie dość dziwnie w jego towarzystwie. Czuła się wewnętrznie rozerwana swoimi rozmyśleniami. Z jednej strony żałowała, że zrobiła to, co zrobiła, a z drugiej w pewnym stopniu cieszyła się z tego, że mogła mu jakoś pomóc przy tym napadzie strachu spowodowanym klaustrofobią. - Możemy się o to założyć, jeśli mi nie wierzysz. - mruknęła, w jej głosie jak zwykle już można było wyczuć ironię. - Niech będzie. - przyznała mu niechętnie rację, nie tylko wyglądała okropnie w tych ciuchach, ale również się źle w nich czuła. Bez dłuższych dyskusji zaczęła powoli wchodzić po schodach kierując się do mieszkania wilkołaka. 
Nie wierzył, że dziewczyna pocałowałaby go tylko po to, by się uspokoił. Uciekała za każdym razem, gdy zbliżył się do niej za bardzo. Nie mogłaby tak po prostu  go pocałować tylko z takiego powodu. Musiała coś do niego czuć. Przyglądał jej się uważnie. Nie mrugnął ani razu przez minutę,  w ciągu której się w nią wpatrywał. - Nie muszę się zakładać - stwierdził, powoli wypowiadając słowa. - Nie zrobiłabyś tego. - uśmiechnął się, gdy zaczęła wchodzić po schodach. Ruszył za nią. Kiedy dotarli pod drzwi, pchnął je i od razu ruszył do szuflady z ciuchami. Znalazł biały podkoszulek, który mógł pasować mniej więcej na dziewczynę. Złapał po drodze jej spódniczkę, po czym wrócił do dziewczyny z niepewnym uśmiechem na twarzy. Wysunął do niej ręce, w których trzymał ubrania. - Myślę, że ta koszulka będzie pasować. 
Zdecydowanie wolała upierać się przy swoim zdaniu i twierdzić, że pocałowała go jedynie po to, żeby się uspokoić. To było niemożliwe, żeby coś do niego czuła, w końcu znali się dopiero zaledwie od kilku dni, a nie wierzyła w coś takiego jak 'miłość od pierwszego wejrzenia'. Tolerowała go względnie i tyle. Kropka, koniec tematu. - Gwarantuje ci, że bym to zrobiła niedowiarku. - mruknęła wciąż wchodząc po schodach, przyśpieszając tempa i nawet nie odwracając się w stronę chłopaka. Weszła do jego mieszkania i skrzyżowała ramiona na piersi czekając na to, aż znajdzie jej coś co mogłaby założyć. - Dzięki. - powiedziała biorąc od niego ubrania, po czym kierując się do łazienki, już zdążyła się zorientować gdzie się znajdowała. Przebrała się szybko i spojrzała w lustro. Nie wyglądała aż tak źle, chociaż bluzka Killiana i tak była na nią trochę za duża. Wróciła do salonu i rozejrzała się dookoła. W końcu odnalazła spojrzeniem swoje szpilki i je założyła, magicznie sprawiając, że dzięki temu stała się o kilka centymetrów wyższa. - Muszę już iść. - stwierdziła. Dopiero teraz spojrzała na parę sekund prosto w oczy wilkołaka, po czym zaczęła iść w stronę wyjścia.
Koszulka Killiana była na nią nieco za duża, ale na pewno wyglądała dużo lepiej niż wcześniej, gdy tak po prostu wyszła z jego mieszkania jakiś czas wcześniej. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy spojrzała mu prosto w oczy. Znowu wyrastał między nimi mur, którego nie był w stanie pokonać. Na ten dzień miał dość. Wypadek w windzie odebrał mu siłę na cokolwiek do końca dnia. Kiwnął głową i westchnął. - Do zobaczenia, Kopciuszku - wyszeptał, gdy dziewczyna wyszła z jego mieszkania. Odetchnął głęboko. Nie miał zamiaru się poddawać, ale teraz potrzebował snu. Zdjął z siebie koszulkę i spodnie, po czym w samych bokserkach rzucił się na łóżko.