shadowhunters
Wszystko skończyło się szczęśliwie. Demoniczny kielich został zniszczony, Mroczni Nocni Łowcy pokonani, a nowe porozumienia zawarte. Na świecie zapanował pokój, a wszyscy uradowani opuścili Idrys wracając do swoich Instytutów. Głos w Twojej głowie zaśmiał się. Najlepiej by było, gdyby Demony nie ruszały się ze swojego wymiaru i nie atakowały, biednych, głupich Przyziemnych. My, Nocni Łowcy, stworzeni przez Anioła Razjela, mamy brać na swoje barki ciężar tego świata, zapobiegając wszelkim konfliktom i wojnom. Ulepszeni runami i nafaszerowani treningami, walczymy z demonami i Podziemnymi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebecca Cass. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebecca Cass. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2015

Uważaj, księżniczko. Jeszcze w nocy dopadną cię duchy.- polowanie na Wyklętego I

Melissa   Caleb   Neal   Diana   Jared   Natali  Nate   Matthew  Rebecca

Poprawiła plecak i odgarnęła gałąź, która prawdopodobnie uderzyła osobę za nią, bo usłyszała jęknięcie z bólu. Mruknęła ciche przepraszam i ostrożnie postawiła nogę na kamieniu. Las rósł jak chciał. Konary wystawały z każdej strony, czyhając tylko, aby złapać kogoś w swoje sidła, a na kamieniach łatwo było się poślizgnąć. Melissa westchnęła donośnie. Clave wysłało ich poza miasto, aby namierzyli bliżej nieokreślonego Wyklętego. Jak zwykle niebezpieczeństwo znajdowało się w obrębie Los Angeles, więc oni musieli się tym zająć. Błąkali się po lesie, z sensorami w rękach, aby wychwycić jakikolwiek ślad demonicznej energii, ale od paru godzin niczego nie znaleźli. Słońce powoli chyliło się ku widnokręgowi. – Może powinniśmy rozbić obóz? Dzisiaj i tak niczego nie znajdziemy. – Podsunęła. Wolała nie przemierzać nieznanego po ciemku. Niektórzy z pewnością byli już zmęczeni, a wolała być w pełni sił, gdy przyjdzie pora na atak. 
Nie wiedział, czemu zdecydował się na tę wyprawę. Nie znał praktycznie nikogo, a Melissa nie była osobą, którą chciałby widzieć non stop przez kilka dni po ich pierwszym spotkaniu, ale strasznie mu się nudziło. Miał dość zabijania tych samych potworów, które robiły cały czas to samo. Taka wyprawa w plener była miłą odmianą. Może dlatego też namawiał swojego przyjaciela, by z nim pojechał. Jako parabatai nie miał zbytniego wyboru. Szli przez las, a dookoła było niesamowicie cicho. Podobała mu się taka atmosfera. Nagle gałąź trafiła go w ramię, pozostawiając cienką ranę. Jęknął. - Uważaj, jak chodzisz - mruknął, nie zważając na przeprosiny dziewczyny. Zmarszczył brwi, spoglądając na Mel. Na jej propozycję uśmiechnął się nieznacznie i wzruszył ramionami. - My możemy nie znaleźć, ale trzeba uważać, by to coś nie znalazło nas.
Nie szła bezpośrednio za Melissą, to w końcu byłoby bez sensu. Ich zadaniem było przeczesać las w miarę szybko i dokładnie. Szła więc z boku w odległości kilkunastu metrów od dziewczyny. Nie było co ukrywać, że takie łażenie po lesie przez parę godzin, było potwornie nudne i do tego te przeklęte komary. Uderzyła się otwartą dłonią w szyje zabijając jednego i jednocześnie klnąc pod nosem. Doleciały do niej słowa Melissy. Rozbicie obozu było całkiem dobrym pomysłem, fajnie jednak byłoby znaleźć jakieś małe jeziorko, albo chociaż rzekę, bo o domku z bieżąca woda to pewnie nawet nie było co marzyć. Westchnęła ciężko.-Jestem zdecydowanie za - rzuciła do Mel, po czym zerknęła na Caleba. -A co? Boisz się o swoje dupsko Pięknisiu?
Szukanie jakiegoś wyklętego nie należało do jej ulubionego zajęcia. Zdecydowanie Becky wolała walczyć z demonami. No ale jak powiadają "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". Szła za blond włosym chłopakiem. Gdy dostał z gałęzi cicho zachichotała. Było to dość nie miłe, ale taka już była. Gdy usłyszała propozycje Mel powiedziała -Jak dla mnie spoko. Jakaś rozrywka znów nam się przyda-naprawdę podobał jej się ten pomysł, a zwłaszcza po ostatniej sytuacji z Samanthą Morgenstern. O ile nie wpadnie na pomysł by znów ich zaatakować.
Przytaknęła głową w akcie zgody. Wszyscy byli za rozbiciem obozu i w sumie im się nie dziwiła. Skoro Wyklęty siedział tu już od tygodnia, to niech sobie jeszcze trochę posiedzi. Jego umysł oszalał, nie będzie robił tych racjonalnych rzeczy, więc ucieczka nie wchodziła w grę. Prędzej by ich zaatakował. Nie mogli więc zwracać zbytnio na siebie uwagi, aby nie zostali zaocznie przez Podziemnego czy Przyziemnego. Clare jak zwykle było bardzo dokładne w określaniu podejrzanych. Melissa rozglądnęła się. Teren był tu nierówny, więc powinni pójść jeszcze parę metrów, aby rozstawić namioty. Jej spojrzenie padło na Caleba. Nie wiedziała kto za nią idzie myślała, że to Neal, bo osoba była dość cicho, ale gdyby wiedziała, że to był narcystyczny blondyn, skierowałaby gałąź wyżej, aby obić mu tę jego śliczną twarzyczkę. Postawiła plecak na ziemi, gdy dotarli do równego terenu. Drzewa tworzyły w tym miejscu kółko, ale drzewo na środku zostało wycięte, tak, że został tylko duży pień. Dało się też, usłyszeć szum wody, więc gdzieś musiało tu się znajdować źródło. Otworzyła plecak i wyciągnęła namiot. Następnie rzuciła go do Caleba. – Wykaż się Narcyzie. – Posłała mu drwiący uśmiech i zaczęła wyciągać inne, potrzebne rzeczy.
Już zdążył się dobrze zapoznać z rozległym lasem. Jego mózg szybko przyswajał informacje o nowych terenach, więc zdołał ogarnąć obszar, na którym się znajdywali od nie tak dawna. Cieszył się, że Neal jest obok, choć tego nie okazywał. Nawet gdy milczał, jego obecność działała na niego uspokajająco. Nawet gdy Melissa grała mu na nerwach, nie dał się wciągnąć w jej głupią grę. Z uśmiechem złapał złożony namiot i puścił jej oczko. - Skarbie, nie ma nic złego w tym, że sama nie potrafisz tego zrobić - zacmokał, kręcąc głową. - Wystarczyło poprosić - stwierdził po chwili, po czym zabrał się za rozkładanie namiotu. Robił to z taką wprawą, jakby regularnie jeździł na takie wyprawy. Po kilku minutach namiot był gotowy. Klasnął, po czym zatarł ręce i spojrzał z wyższością na dziewczynę. Uśmiechnął się do niej szeroko, jakby wygrał los na loterii.
Wiedząc, że Mel wybrała miejsce na obóz podeszła bliżej. Blondas zajmie się rozkładaniem namiotu, w końcu faceci chyba lepiej się na tym znają. A przynajmniej powinni. Diana za to w ogóle się nie znała na tego typu rzeczach, więc nawet nie zamierzała się wtrącać. Przeczesała dłonią włosy, po czym z wyraźną ulgą ściągnęła swój plecak. Rozejrzała się po okolicy, drzewa, drzewa i jeszcze więcej drzew. Cudownie. W oddali było słychać szum płynącej wody, pewnie jakiś strumień czy coś w tym stylu. Dobrze, że nie za blisko, bo nocą różne zwierzęta schodzą się do wody, aby móc spokojnie się napić. Widząc teraz zadowoloną minę Caleba przewróciła oczami, po czym rzuciła ni to do nich ni to w przestrzeń. -Idę po drewno -obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie w poszukiwaniu jakichś suchych gałęzi.
Gdy wszyscy zajmowali się czym się zajmowali. Właściwie go to nie obchodziło. Siedział na swoim plecaku wygrywając z ziemi trawę by zabić nudę. Co prawda nie zbyt pomagało, ale zawsze coś -Ej ja ten no idę się przejść, idzie ktoś?- zapytał rozkładając się pod zebranych.
Nali siedziała gdzieś na trawie wszyscy się gdzieś kręcili, Matt skubał chwasty, Mel robiła to co zawsze czyli nic, dokładnie jak wszyscy. Lizz nie ma od dawna, a jak jej nie ma to nikogo nie ma i wszyscy zawsze się nudzą. A to chyba żadna nowość.
Wyciągnęła już prawie wszystko i położyła na pniu, który robił za idealny stół. Jej plecak był niezwykle pojemny, ale o dziwo i nie wzięła ani jednej książki. (Przypadek? Nie sądzę.) Po prostu uznała, że nie będzie miała kiedy czytać. Prawdopodobnie i tak zabawią w lesie parę dni, bo Wyklęty nie jest taki łatwy do namierzenia. Zerknęła na Caleba, gdy skończył wykładać resztę rzeczy. Chętnie by mu ściągnęła ten jego triumfujący uśmiech z twarzy. Niezwykle ją to irytowało. Skąd mogła wiedzieć, że potrafi rozkładać namiot? – Dałam ci po prostu pole do popisu. – Odpowiedziała beznamiętnie, wzruszając ramionami. Zerknęła ku Dianie. – Teraz by się przydał drwal. – Rzuciła jej uśmiech. Słysząc pytanie Matta, spojrzała na niego skołowana. –  Chcesz zapuścić się w las, w którym czyha Wyklęty, po ciemku? Możesz pójść z Dianą po drewno. – Powiedziała i wzięła rzeczy, a następnie wniosła je do dużego namiotu.
Zerknął kątem oka na Melissę. Denerwowała go niesamowicie, ale nie zwracał tak naprawdę uwagi na nikogo innego, ale mogło to być dlatego, że nie znał nikogo innego poza Nealem, który cały czas milczał. Caleb puścił mu oczko, próbując go jakoś ośmielić. Usiadł obok niego i tylko na moment zwrócił się jeszcze do Melissy, która musiała zrobić jakiś komentarz. - Oczywiście, skarbie - stwierdził przesłodzonym głosem. - Wiem, że chciałaś napatrzeć się na moje mięśnie - dokończył, po czym wysłał jej całusa w powietrzu i już w następnej chwili spojrzał wypominająco na swojego parabatai.
Obejrzała się zerkając na Melissę. -Widzisz. Trzeba było przywieźć jakiegoś przystojnego drwala z tych gór - mruknęła unosząc lekko brew, ale kącik jej ust również powędrował ku górze w niejakim półuśmiechu. Zerknęła jeszcze przelotnie na Nali i Matta. -Nie potrzebuje obstawy. Matt, pewnie bardziej przyda się jakiejś znudzonej łowczyni, która nie wie co ma teraz ze sobą zrobić - dodała, po czym już nie zwracając na nich uwagi zapuściła się w las, żeby zebrać trochę chrustu.
Przez większość wędrówki trzymał się z tyłu, gdzieś za wszystkimi i milczał. Zastanawiał się właściwie dlaczego dał się namówić Calebowi na pójście na tą wyprawę. W końcu najlepiej by się czuł zostając w Instytucie, gdzie była teraz mniejsza liczba osób. W sumie zrobił to głównie dlatego, że chciał mieć na oku swojego parabatai. Nie tylko on robił jakieś głupie rzeczy, jego przyjacielowi też się to często zdarzało. Oparł się o pobliskie drzewo przyglądając temu jak Cal rozkłada namiot. - Już wolę znów siedzieć cicho, niż komentować to jak sobie znowu dogryzacie. - stwierdził odzywając się pierwszy raz na tej wyprawie, po czym przenosząc spojrzenie z Caleba na Melissę i na odwrót. Zacisnął usta w wąską kreskę, kiedy przyjaciel puścił mu oczko. Wcale go to jakoś wielce nie ruszyło, ani nie ośmieliło. Przyzwyczaił się już do takiego jego zachowania i było to dla niego zupełnie normalne.
Nali wstała ze swojego miejsca i otrzepała, a następnie podeszła do Matt'a. Usiadła obok chłopaka i zaczęła skubać z nim trawę -o czym tak ciągle myślisz?- zapytała.
Przewróciła oczami z nieukrywaną irytacją w odpowiedzi na słowa Caleba. On również musiał dorzucić swoje pięć groszy, nie mógł zostawić jej ostatniego słowa. Doznałby uszczerbku na swojej godności, czy jak? Zerknęła na Neala. – My po prostu prowadzimy zaciętą dyskusję. – Chwyciła plecak  i zaniosła go do środka. W ogromnym namiocie była już większość śpiworów, toreb i innych przedmiotów. Księżyc w pełni lawirował na niebie, a Melissa miała nadzieję, że Diana gdzieś po drodze się nie zgubi. Sama postanowiła się rozglądnąć, ale wolała zostać ,,Stróżem Ogniska”, które jeszcze nie zostało rozbite, ale zajęła się przygotowywaniem na nie miejsca. Ktoś chyba wziął ze sobą pianki i głowę pełną historii o duchach.
Szturchnął przyjaciela, słysząc jego słowa. Powinien być po jego stronie. Zdziwiły go słowa dziewczyny. Lewy kącik jego ust uniósł się, a brwi zmarszczyły. Był nieco zdumiony. Już któryś raz zgadali się w czymś. - Dokładnie - przyznał jej rację ze zdziwieniem i dość cicho, nie chcąc do końca, by to usłyszała. Melissa poszła na moment do namiotu, a on w tym czasie zaczął szukać czegoś w plecaku. Gdy wróciła, by przygotować miejsce na ognisko. Zaszeleścił, dwiema torebkami pełnymi pianek, które zabrał ze sobą. Tak na wszelki wypadek. - Nie jestem taki zły, co księżniczko? - spytał, podnosząc się i wyciągając do niej rękę z jedzeniem, by zobaczyła sama.
Po słowach Diany skubał sobie dalej trawkę nie wadząc nikomu aż do czasu gdy podeszła Nali i zapytała o czym myśli - Nie o czym, a o kim -odpowiedział. Była to pierwsza odpowiedź jaka nasunęła mu się na język. Niebo robiło się coraz to ciemniejsze więc postanowił pomóc Mel w rozpalaniu ogniska. Bo raczej siedzenie i nic nie robienie nie było tym czym chciał robić przez całą noc.
Wróciła z naręczem suchych patyków i gałęzi spojrzała po zgromadzonych, którym się nawet dupy nie chciało ruszyć. Trudno. Będą latać po drewno po ciemku, kij im w oko. Skoro Mel zrobiła trochę miejsca na ognisko, kucnęła obok i zajęła sie ustawianiem drewna w coś przypominające stożek, żeby łatwiej było go podpalić. -Ktoś ma jakiś papier, czy coś co będzie się łatwo palić? -Zagadnęła spoglądając na zgromadzonych. Przy okazji wstała, żeby podejść do swojego plecaka i wyciągnąć z niego zapalniczkę.
Nali została sama na trawie. Patrzyła się gdzieś i nigdzie. Wszyscy coś robili a ona siedziała i zastanawiała się nad sensem tego co ona tu robi i tego jakiego ma pecha w życiu.
- Ta, trochę bardzo ciętą. - mruknął cicho pod nosem bardziej sam do siebie niż do nich. Schował ręce do kieszeni bluzy wciąż obserwując Caleba i Mel. Skrzywił się nieznacznie, kiedy parabatai go szturchnął. Nie zawsze musiał być po jego stronie, w takich sytuacjach jak ta wolał pozostać bezstronny. - Pomóc ci w czymś? - zapytał przenosząc brązowe spojrzenie na Melissę. - Hm... Ciekawe czy są zatrute. - powiedział, gdy Cal wyjął swoje pianki.
Zerknęła na Matta i Natali. Mogliby się ruszyć i zrobić cokolwiek, a nie rozmawiać o miłostce chłopaka. Inicjały nadal widniały na jego twarzy, chociaż mniej zaognione niż wcześniej, bo Kai rzucił na niego jakieś zaklęcie pod wpływem Nicoletty. Trzeba było przyznać, że Sam zostawiła mu świetny prezent. Diana wróciła z patykami i ustawiła je w stożku. Nocni Łowcy nie potrzebowali zapalniczek, wystarczy, że mieli stele. Melissa wyciągnęła swoją z kieszeni i nakreśliła drobną runę na jednej z gałęzi. Natychmiast zaczęła płonąć, a ogień się rozprzestrzenił. Spojrzała na pianki. – Zawsze możesz próbować mnie otruć. – Zgodziła się z Nealem. - Zamiast jabłka, wyciągasz pianki, a na dodatek starasz się być miły. Podejrzane… - Zerknęła na niego, a potem udała się do namiotu po latarkę.
Skoro Mel postanowiła podpalić ognisko przy pomocy steli, Dianie nie pozostało nic innego jak po prostu wzruszyć ramionami i przyciągnąć plecak bliżej ogniska. Usiadła na powalonym konarze i wyciągnęła z plecaka kanapki. Rozpakowała jedna i zaczęła jeść. Na jutro nie miała prowiantu, zresztą w takiej temperaturze jedzenie zaczęłoby się psuć. Jeśli nie znajdą tego Wyklętego i będą musieli znów tu zanocować, to pewnie trzeba będzie coś upolować. Może jakiegoś zajączka, albo wiewiórkę. Hmm.. Do tego przydałby się łuk i ktoś, kto umie z niego strzelać. Rozejrzała się jeszcze raz po zgromadzonych, powoli przełykając kanapkę. Na chwile skupiła uwagę na Mel i Calebie zastanawiając się czy, aby na pewno chce dziś z nimi spać w namiocie. -Jak nie będziecie w nocy cicho to was zwiążę i zaknebluję - rzuciła do nich unosząc brew, trudno było wyczuć czy żartuje czy mówi serio.
Usłyszał kawałek rozmowy między Mel a Nealem. Właściwie to usłyszał słowo pianki i dalej już nie słuchał. Podszedł cicho do pianek i wziął kilka. Miał nadzieję, że nikt nie zauważy małego braku. Po czym udał się do namiotu podążając za Mel. -Czego szukasz i czy ci pomóc? -zapytał rozkładając się po ogromnym namiocie. Gdy szedł, przez przypadek potknął się o plecak i fuknął pod nosem -Kto normalny zostawia plecak na środku pokoju? -po chwili jednak zorientował się że to jego.
Nali szła powolnym krokiem do namiotu, gdzie większość osób przebywała, kiedy weszła do środka zobaczyła zezłoszczonego Matt'a i w tej chwili od razu wyszła. Poszła do w głąb las, mając nadzieję, że nikt jej w tym nie przeszkodzi. Nawet osoby jej bardzo bliskie. Nali usiadła na pierwszym lepszym korzeniu.
Wydawało mu się, że wyczuł coś niepokojącego, nie był do końca pewien co to było. Chciał to sprawdzić, dlatego zaraz po przejściu przez Portal oddzielił się od reszty. Na szczęście niczego nie znalazł, choć trzeba było przyznać, że miał problem z odnalezieniem reszty, przynajmniej dopóki nie zapłonęło ognisko. Przystanął skryty w ciemności, dostrzegając postać siedzącą na korzeniu. Była zwrócona do niego plecami. Uśmiechnął się parszywie pod nosem, miał dość nietęgi nastrój, dlatego do głowy przyszła mu kompletna głupota. Nastraszy tę postać. Musiała być nierozważna, skoro siedziała tu sama. Będzie mieć nauczkę. W ciszy zakradł się do jej pleców, schylił się do jej ucha i zanim poczuła jego oddech, zakleszczył ciężkie łapy na jej ramionach. - Bu!
Caleb westchnął. Przyłożył dłoń do czoła. - Czemu musicie mnie ranić, kiedy próbuję być miły? - wytarł wyimaginowaną łezkę. Spojrzał na swojego parabatai z wyrzutem. Czasem nienawidził jego obojętności. Mógłby dla odmiany stanąć po jego stronie. Melissa użyła steli, żeby wywołać ogień. Na jego twarz wkradł się półuśmiech. - To także mogłem zrobić za ciebie nie używając steli - stwierdził, po czym wziął jedną piankę i ostentacyjnie włożył ją sobie do ust, przeżuł i połknął. Wszystko to, by udowodnić, że jego zachowanie nie miało ukrytych motywów. - Są dobre. Czego chcecie? - zmarszczył brwi i sięgnął po kolejną piankę. - Nie martw się, nie przytyjesz raczej, księżniczko.
Nic się już nie odzywała. Zmięła jedynie foliowy woreczek w dłoni i wrzuciła do ogniska obserwując jak się kurczy i ciemnieje pod wpływem ciepła. Nie była w najlepszym humorze, trudno było stwierdzić, czy to efekt zmęczenia czy chodzi o coś innego. Wyjęła jeszcze telefon z kieszeni i zerknęła na wyświetlacz. Brak zasięgu. -Świetnie - mruknęła pod nosem i obmiotła nieprzychylnym spojrzeniem sklepienie nad ich głowami, na które składały się gałęzie zarówno liściastych jak i iglastych drzew. Do głowy przyszło jej, że mogłaby się przejść i znaleźć trochę wolnej przestrzeni, na której to może złapałaby zasięg, bo na spanie było zdecydowanie za wcześnie. -Zaraz wracam - mruknęła po chwili. Nie mówiła tego do nikogo konkretnego, w końcu i tak jej nie słuchali. Ot, rzucona w przestrzeń wiadomość. Podniosła się z powalonego konaru i ruszyła w ciemną przestrzeń przed sobą, przy okazji zerkając co jakiś czas na wyświetlacz telefonu.
Posłała uśmiech ku Nealowi, w tym samym czasie, gdy Caleb spojrzał na niego z wyrzutem. Nie miała wątpliwości, że bierze jakąś stronę. On po prostu wybrał tę słuszną. Ognisko było już przygotowane, ale Nocnych łowców po prostu ubyło. Rozglądnęła się z dezorientacją. Nali gdzieś zniknęła, Diana właśnie wędrowała w stronę lasu, jedynie Neal siedział pod drzewem, a Matt wyszedł z inicjatywą pomocy. Melissa przeniosła wzrok na blondyna, który zjadał pianki. – Skoro mam stelę, to czemu miałabym jej nie użyć? – Pokręciła głową z dezaprobatą. Nie musiał na każdym kroku udowadniać jaki to jest wspaniały i wszechstronny. – Awansowałam już na szlachtę? Jak miło. –Poszła do namiotu i zaczęła szukać latarki w swoim plecaku. W końcu co to za ognisko, bez historii o duchach? Potrafiła je opowiadać, ale wolała słuchać kogoś, kto to robił lepiej. Bardziej strasznie. – Latarki. – Oznajmiła krótko i odwróciła się do Matta, gdy przewrócił się o plecak. Chwyciła znaleziony przedmiot i pomogła chłopakowi wstać.
Caleb wywrócił oczami, gdy zobaczył, jak dziewczyna uśmiecha się do jego przyjaciela. Coś przewróciło mu się w żołądku. - skarbie, przecież nie rzucam żadnymi zarzutami w twoim kierunku - stwierdził z niewinnym uśmiechem i uniósł dłonie w obronnym geście. - Oczywiście, ma pani - jego głos był przesadnie słodki. Kiedy wróciła z latarkami, westchnął. Nienawidził historii o duchach. Nie było nawet trochę straszne, przez to co przeszedł w życiu jako nocny łowca. - Serio? - spytał zrezygnowanym tonem.
Razem z Matt'em wróciła do reszty z latarkami w dłoni. Tylko raz uczestniczyła w ognisku ze Strasznymi Historiami, a potem wręcz trzęsła nogami ze strachu. Gdy teraz odtwarza sobie w myślach tą "straszną" historię, to wydaje jej się wręcz zabawna, ale miała wtedy sześć lat, a jej dziadek był świetnym mówcą. - To tradycja. - Rzuciła w stronę Caleba i włączyła latarki. Przez chwilę skierowała światło na jego oczy, a potem je opuściła. - Jeśli nie chcesz, to nikt cię nie zmusza. - Wzruszyła ramionami i zerknęła w stronę ogniska. - Gdzie zginęły Natali i Diana? - Zmarszczyła brwi. Miała nadzieję, że Wyklęty ich tak szybko nie znalazł.
Zamknął momentalnie oczy, gdy światło latarek go oślepiło. Nie zdążył nawet nic odpowiedzieć. Z jego gardła wydobył się warkot. - Uważaj, księżniczko - syknął robiąc krok w jej stronę. Zmniejszył odległość między nimi do kilku centymetrów ignorując jej pytanie. - Jeszcze w nocy dopadną cię duchy.
Najpierw zaszeleściły liście w krzakach, a po kilku chwilach wyszła z nich Diana. Przeczesała dłonią włosy w wyrazie niejakiej frustracji. Nie złapała zasięgu, a nie chciała dalej iść po ciemku, żeby się nie zgubić. A jak wiadomo nocą w lesie o to bardzo łatwo. Westchnęła ciężko i podeszła do reszty. -Macie jeszcze te pianki? -zapytała spoglądając to na Caleba to na Mel. Chyba im w czymś przerwała, ale mówi się trudno.
Nali nadal siedziała na korzeniu ze zwichniętą kostką. Miała nadzieję, że ktoś łaskawie przyjdzie po nią, ale ta chwila nie nastąpiła. Dziewczyna po pewnym czasie była już zmęczona więc zasnęła na korzeniu oparta o pień grubego drzewa. Chciała tylko, aby demon nie przyszedł do niej. Przed snem ostatni raz chciała krzyknąć – RATUNKUU! - Krzyknęła ostatni raz ponieważ sen z nią wygrał. Śniło jej się że nie ma zwichniętej kostki i że siedzi sobie z wszystkimi przy ognisku.
Przeniosła spojrzenie na Caleba, gdy przemierzył odległość między nimi. - Duchy? Przed chwilą zdawałeś się w nie nie wierzyć. - Kąciki jej ust delikatnie powędrowały do góry. Melissa była Nefilim. Duchy w porównaniu do Demonów i innych istot ze Świata Cieni stanowiły bajkę, w którą ledwo wierzyły dzieci, bo od najmłodszych lat trenowały, aby być najlepszymi Nocnymi Łowcami. Oczywiście chodziły pogłoski, że istniały, ale ukazywały się tylko nielicznym, a od Mel po pewnym czasie nawet zwierzęta uciekały. Spojrzała w stronę hałasu, który wydała Diana. Zdawało jej się, że usłyszała coś jeszcze, ale uznała, że to po prostu leśne zwierzęta i to zignorowała. - Pewnie. - Powiedziała i chwyciła paczkę pianek, które leżały na pniu ogromnego drzewa i podała je Dianie. Katem oka zauważyła, że Neal zasnął oparty o drzewo. Trzeba by go czymś przykryć, bo zamarznie na kość, a wystarczało to, że wyglądał jak chodzący trup.
Przechylił głowę w bok i ze zdumieniem uniósł brwi. - Mam nadzieję, że tylko tak sobie gadasz, bo nie zrozumieć tak oczywistego sarkazmu, to nawet jak dla ciebie ogromny wyczyn - skwitował jej słowa. Na pytanie Diany tylko kiwnął głową. Mel wyręczyła go i nie musiał dziewczynie podawać pianek. Następnie jego wzrok skierował się na Neala. Pokręcił głową, ale w środku się uśmiechał. Zerknął kątem oka na Melissę, która go ignorowała. Zdjął więc swoją kurtkę i tak by nikt nie zauważył, podszedł do swojego parabatai i przykrył go. Nikt go nie znał więc i tak nie musiałby odpowiadać na pytania, co się stało z jego kurtką. Zmierzwił przyjacielowi jeszcze włosy i ostrożnie podszedł do ogniska. - Po co nam latarki, skoro mamy ognisko? Rozumiem, że atmosfera i te sprawy, ale to trochę bez sensu - stwierdził, krzyżując ręce na piersi.
Siedział sobie tak pogrążony w pół śnie, kiedy niespodziewanie ktoś przykrył go kurtka, musiał przyznać, że to było mile i oczywiście domyślał się, że to pewnie jego parabatai. On wcześniej nie pomyślał o tym, że może być mu zimno. - Miałeś nie tykać moich włosów Cal. - Mruknął cicho pod nosem nie otwierając oczu i westchnął głośno, gdy chłopak zmierzwił mu włosy. Wciąż w tej samej pozycji wrócił do spania.
Wzięła od Mel pianki. -Dzięki -rzuciła po czym zerknęła jeszcze na Caleba. Doszła do wniosku, że zabawna z tej dwójki będzie para, po czym wpakowała sobie piankę do ust. Podeszła do leżącego nieopodal ogniska konaru i usiadła na nim wyciągając nogi bliżej ognia. Znów spoglądała na Mel i Caleba, bo jak na razie to było jedyne źródło rozrywki, Kurcze przydałby się popcorn, no ale pianki tez były okay. Znów wsadziła sobie jedną do ust. -To może lepiej zacznijcie te opowieści, bo inaczej będziecie się kłócić o to do rana, a ja bym chciała jeszcze pospać - rzuciła zaraz po tym jak przełknęła piankę.
- Potraktuję to jako komplement. – Rzuciła do niego i usiadła na pniu. Zerknęła przez ramię za siebie, przez chwilę się zastanawiając czy nie nakreślić na ziemi jakiś run „zabezpieczających”, ale w końcu to był normalny las, więc nie spodziewała się tu nagle watahy wilkołaków, za którymi nie przepadała.– Jeśli masz zamiar narzekać tak cały wieczór, to zrób coś pożytecznego i pójdź na spacer. – Rzuciła w niego wyłączoną latarką, na szczęście miała dwie. Zerknęła na Dianę i westchnęła donośnie. – Ty też przeciwko mnie? – Zgasiła latarkę i zawiesiła spojrzenie na dziewczynie. - Łaski bez, idźcie spać. – Powiedziała po chwili i przewróciła oczami. Skoro nikt nie chciał słuchać opowieści, to nie. Niech się obżerają piankami czy idą spać. Melissa wstała i zaczęła zmierzać w stronę lasu, aby przeczesać teren.
Jared błąkał się po lesie, wyruszył razem z nocnymi łowcami, ale już na początku jakoś się od nich oddzielił. Nie przepadał za towarzystwem, ot co. Właśnie przemierzał jakieś niezbadane krzaczory z latarką w ręku, kiedy to usłyszał wołanie o pomoc. Zmarszczył nos w wyrazie niezadowolenia. Zajebiście, jeszcze mu tego Wyklętego laska wypłoszy, bo rozpoznał, że to kobiecy głos. Prychnął pod nosem i ruszył w kierunku krzyków. Kiedy dotarł na miejsce zastał śpiąca na konarze Nali. Omiótł ją światłem latarki. Jej noga była wykręcona w trochę nienaturalny sposób. Westchnął ciężko i rozejrzał się. Z daleka było widać mijający między drzewami płomień ogniska. Wywnioskował, że skoro ona tu śpi, to musi to być obozowisko reszty nocnych łowców. Wyłączył latarkę i schował ją do tylnej kieszeni spodni. Po czym podszedł do Nali i wziął ją śpiącą na ręce. Ruszył w stronę obozowiska, szedł powoli, starając się przy tym nie potknąć, bo wtedy to mogłoby być dopiero mało przyjemnie. W końcu dotarł do obozu, łypnął na nich jak to on mało przychylnym okiem, po czym posadził Nali obok śpiącego przy drzewie chłopaka. -Wasza zguba - mruknął prostując się.

poniedziałek, 11 maja 2015

Panienko? Nope. Sorry. Tak się nie będziemy bawić... kawalerze - Góry, Dzień V

Diana   Melissa   Jasmine   Marlene   Matthew   Rebecca   Nicoletta   

Jaimie z jakiegoś powodu zbiegła ze schodów, oddychając z ulgą. Oparła się o drzwi, oznajmiając wszystkim: — Wychodzimy! Już. już. Zbierać dupy. Niech mi nikt za żadne diabły nie wchodzi teraz na górę — jeszcze coś dodała w myślach zanim otwarła drzwi na oścież wpuszczając do środka zimne powietrze. Patrzyła na wszystkich po kolei, wywierając na nich presję.
Diana właśnie wracała ze stoku z deską pod pachą. Już była pod domkiem kiedy dostrzegła Jaim i otwarte na oścież drzwi. Mel próbowała gotować czy coś..? Podeszła bliżej wbiegając po schodkach. -Co jest? Co to za wietrzenie? -Zapytała widząc nie szczególnie zadowolone miny ludzi, w których uderzały zimne podmuchy wiatru, wdzierające się do salonu. Odstawiła deskę opierając ją o ścianę i zabrała się za zdejmowanie butów.
— STOP! — niemalże warknęła na Dianę, mierząc ją nieusatysfakcjonowanym spojrzeniem — Co ty robisz? Zostaw to. Nigdzie się nie rozbierasz. Wychodzimy — postawiła dziewczynę przed faktem dokonanym, o mało co nie wypychając jej z domu na śnieg. Nie... a w zasadzie właśnie to zrobiła i stanęła na zewnątrz trzymając konsekwentnie drzwi na oścież
-Ogarnij się Hawkins! Chce zdjąć buty od deski, o co Ci chodzi? - Burknęła mierząc ja gniewnym spojrzeniem. A na dodatek jeszcze ją popychać będzie, no nie! Oparła ręce na biodrach. -Gdzie wychodzimy? - zapytała, bo to był chyba dość istotny fakt.
Buty od deski czy zwykłe zimówki, nie robiło jej to żadnej różnicy. W zruszyła beznamiętnie ramionami, jakby odczytywała myśli Diany, chociaż Levittoux nie mogła mieć co do tego żadnej pewności —Idziemy na łyżwy — poinformowała wszystkich, skoro już ktoś łaskawie raczył spytać. Reszta jakoś wyjątkowo milczała. — Zostaw to. I tak je zaraz przebierzesz — wskazała głową na jej buty — na desce zresztą dojedziesz nawet szybciej niż my z buta.
- Łyżwy? -Zapytała, a w oczach brunetki zatańczyły wesołe iskierki. Zerknęła teraz na swoje buty, a później na dziewczynę, po czym jeszcze na chwilę przeniosła spojrzenie na deskę. -Nie chce mi się jej tu znów wynosić. A w tych butach źle się chodzi - mruknęła marszcząc nosek z niezadowolenia. -Zanim oni wszyscy się ubiorą - wskazała głową na resztę Łowców - ja zdążę się przebrać - odparła po czym zgarnęła swoje buty z holu i usiadła na ławce, na niewielkiej werandzie, zabierając się za rozsznurowywanie butów.
Siedziała w salonie i piła herbatę, gdy nagle Jasmine coś opętało. Przez otwarte na oścież drzwi wpadł wiatr i zgasił ogień w kominku. – Oszalałaś?! – Krzyknęła, nie chcąc zamarznąć na kość. Dźwignęła się z kanapy i pobiegła do pokoju po bluzę. Nie zamierzała się z nią kłócić, ale wolała znać przyczynę jej zachowania. Wróciła i nim zdążyła zapytać dokąd wychodzą, usłyszała odpowiedź, a  raczej krótki rozkaz.  Łyżwy? Pogoda znacznie się poprawiła, akurat na sylwestra. Melissa nigdy nie jeździła na łyżwach, ale reszta jej książek magicznie ‘zniknęła’, a raczej została pochowana przez Yen, ale dziś postanowiła wyjść na dwór.
— Łyżwy — powtórzyła cierpliwie — no dalej, zabieraj swój zgrabny tyłeczek po coś ciepłego, bo nie będziemy czekać na gapy — splotła ręce na piersi, stając w dominującej pozycji, spoglądając raz na Dianę raz na osoby siedzące w już nieco ochłodzonym pokoju głównym. drewniane mebelki aż skrzypiały od wpuszczanego do środka wiatru.
-No przecież się ubieram - burknęła, bo jak większość kobiet nie lubiła jak ją ktoś poganiał. Zdjęła buty od deski i założyła swoje, i nie zajęło jej to więcej niż chwile, to po prostu Jaim była niecierpliwa. -Mogę iść tak - oznajmiła wstając z ławki i wpychając pod nią buty. Spojrzenie Diany padło na Melisse. -Wow. Nawet nasz kominkowy stróż idzie? To chyba jakaś gruba impreza się szykuje - rzuciła z niejakim rozbawieniem, po czym tak dla niepoznaki włożyła ręce do kieszeni.
Przewróciła oczami z nieukrywanym rozbawieniem. – Drewno się skończyło. Nie będę strzegła zimnego kominka, śnieżny potworze. – Powiedziała i założyła czapkę. Dzięki Bogu nie rozchorowała się po wczorajszej napaści Yen i Becki oraz wyrzuceniu jej na dwór. Zerknęła przez ramię na resztę. Powoli się ubierali, niektórzy z błyskiem w oku, a inni z niechęcią. Melissa nigdy nie jeździła na łyżwach i miała nadzieję, że się nie pozabija.
Jaimie obserwowała wszystkich krytycznie, niezadowolona z tego, jak się konsekwentnie cała grupa ociągała. Zerknęła na Dianę posyłając jej spojrzenie: "really?", a zaraz potem na Melissę — Wspaniale, skoro już zdążyłyśmy to sobie wyjaśnić to wara na dwór. Ktoś jeszcze, jakieś niedobitki, ktoś się spóźnia, ktoś dojdzie?
Matt przyglądał się dziewczynie, która właśnie piekliła się nad Dianą -Nie denerwuj się ksi...panienko, złość piękności szkodzi -powiedzenie do owej dziewczyny nie wchodziło w grę nie przypominała jej. Ubierał się powoli zaraz obok Rebecki która w kółko powtarzała pod nosem -Jak będzie spała odrzucę ją śniegiem-zaśmiał się cicho. Ach Becky jak zawsze przyjazna. Jemu pomysł z łyżwami nawet się podobał. W LA nie będą mieli takich atrakcji. Narzucił tylko kurtkę i wyszedł na zimne powietrze. Ach to będzie dobry dzień.
Wywróciła oczami słysząc swoje nowe przezwisko. -Dobra, w takim razie chodźmy, może po drodze spotkasz jakiegoś przystojnego drwala, który porąbie ci trochę drewna, ewentualnie sam chętnie cię ogrzeje - rzuciła do Mel poruszając przy tym zabawnie brwiami. Nie speszona słowami Jaim ruszyła ścieżką w dół, w stronę lodowiska. -Chodź Hawkins, na pewno dotrą, a jak nie, to więcej miejsca dla nas! - krzyknęła do swojej parabatai oglądając się na nią przez ramie.
— Panienko? — powtórzyła za nim marszcząc brwi. — Nope. Sorry. Tak się nie będziemy bawić... kawalerze — prychnęła odprowadzając go gniewnym wzrokiem. Dreptała w miejscu, znużona i zerknęła na sufit, gdzie znajdował się jej pokój, w którym zamknęła pewną bardzo irytującą istotę. Wolała nie stać tu dłużej, żeby nie obudziły się w niej żadne wyrzuty sumienia. Dlatego nie trzeba było jej drugi raz powtarzać. — Tak, idziemy. — ruszyła za nią, ześlizgując się po pierwszej tafli lodu przed chatką, a zaraz potem broczyła za Dianą w śniegu — Taka z Ciebie parabatai, że mi już drwala nie pożyczysz?
Zmarszczyła brwi zerkając na Jaim, bo chyba źle ją zrozumiała. -Drwala? Drwal był dla Mel, jej się pytaj czy się z Tobą podzieli - odparła wzruszając ramionami. -Ja tam mogę porozglądać się za jakimiś przystojnymi łyżwiarzami - dodała puszczając jej oczko. -Oczywiście o ile jesteś nadal zainteresowana.
— Właśnie. Drwal był dla Melissy. A gdzie drwal za mnie? Mam się zadowolić pedalskimi łyżwiarzami? Dzięki — przewróciła oczami idąc obok niej i wbiła ręce w kieszenie spodni, naciągając wcześniej kaptur na głowę — A nie, nawet nie. Bo łyżwiarze, są dla Ciebie. A mi zostają jakieś ochłapy, tak? Wygląda na to, że sama muszę sobie zorganizować towarzystwo.
Powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem, gdy Matthew chciał nazwać Jasmine księżniczką. To by było dopiero trafiona ksywa. – Drwal z pewnością by się przydał. – Powiedziała i zauważyła, że w pokoju kogoś brakuje. Postanowiła odegrać się za wczorajszy napad. Weszła po schodach i skierowała się do swojego pokoju. Yen smacznie spała, zagrzebana w pościel. – Wstawaj, idziemy na łyżwy. – Odsłoniła rolety, otworzyła okno i zabrała jej kołdrę. Czarnowłosa niechętnie wstała i po chwili już doganiały Dianę i Jasmine.
Becka była na maksa zdenerwowana nie potrafiła jeździć na łyżwach. Podzeszła do Mel która właśnie dobiegła uśmiechnęła się do niej -Potrafisz jeździć?- zapytała kopiąc w śnieg. Co prawda w Londynie padał śnieg i kilka razy była na łyżwach ale każda próba jazdy kończyła się upadkiem.
-Jak nie, to nie - odparła na słowa Jaim. Jeszcze tego brakowało, żeby miała jej faceta szukać. No nie. -Zawsze możesz pożyczać drwala do Melissy - odparł, a kącik jej ust powędrował ku górze. -Poza tym nie zapominaj gdzie jesteśmy. Tu prędzej spotkasz przystojnego hokeistę niż pedalskiego łyżwiarza - sprostowała wbijając spojrzenie w widziane z góry lodowisko, do którego to powoli się zbliżali.
— Sorry, nie lubię się dzielić jednym kawałkiem ciasta. Wolę zamówić sobie własne. — wzruszyła ramionami i wyprzedziła Dianę idąc przodem przed nią — A ty? Nie lepiej żebyś zabrała ze sobą swojego chorowitego Nate'a? Hmmm? A właśnie, gdzie jest Twój amant, Di? Jeszcze trochę, a zacznę wątpić czy... — urwała. Bez powodu, po prostu uznała to za zbyt prymitywne, dokąd zmierzała ta rozmowa — Musze się napić — skwitowała.
Pokręciła głową. – Nie, ale to nie może być takie trudne. – podsumowała. Wystarczyło się tylko odpychać. Chyba. W Londynie była tylko dwa lata i nie było tam obfitego śniegu, a co dopiero lodowiska. No i Clave nie puszczał Nocnych Łowców, od tak sobie na łyżwy. Zerknęła przed siebie. Ogromne lodowisko rozpościerało się przed nimi.
Zjeżyła się słysząc uwagę odnoście Nate'a. -Zaczniesz wątpić w co? -warknęła, ale było to pytanie rzucone odruchowo, średnio była ciekawa odpowiedzi, której zresztą można było się też samemu domyślić. Zmrużyła oczy wbijając gniewne spojrzenie w Jaim. -Dla dobra ludzkości, lepiej się z nim umów, bo alkohol raczej tu nie pomoże - burknęła nawiązując do ich wczorajszej rozmowy. Przyspieszyła kroku, wymijając rudą i kierując się wprost do stoiska gdzie wypożyczano łyżwy.
— W to, że jesteście parą — rzuciła instynktownie, dodając równie instynktownie: — Nie zaprzeczaj — i sama sposępniała na uszczypliwą uwagę Diany — Z ginem? Już jestem umówiona na randkę — posłała jej mordercze spojrzenie idąc za nią leniwym krokiem. Podeszła od razu do pracownika wypożyczalni, odbierając od niego za odpowiednią opłatą łyżwy. Siadła na ławeczce, zakładając je — Zresztą nie sądzę, żeby się zgodził — dodała markotnie zręcznie związując sznurówki. Akurat sporty zimowe to było coś co lubiła i w czym była względnie dobra. Dlatego już po chwili była gotowa do jazdy, patrząc po pozostałych — Żartujecie sobie? Mam wam pomóc?
Wypożyczyła łyżwy i oddała swoje buty do szatni, która była bezpłatna. Na lodowisku nie było zbyt dużo ludzi, ale mogła odnieść takie wrażenie, bo byli rozproszeni po ogromnej tafli lodu. Właśnie kończyła wiązać drugiego buta, kiedy to usłyszała uwagę Jaimie. – Obejdzie się. – Powiedziała i kiwnęła w stronę wejścia. – Idźcie, jakoś was dogonimy. – Nie wiedziała jak dobre są w łyżwiarstwie, ale na pewno lepsze od Melissy i Becky, które dopiero zaczynały jeździć.
-Nie jesteśmy parą - prychnęła posyłając Jaim chmurne spojrzenie. -Czemu się tak tego przyczepiłaś? Lepiej zajmij się wiesz czym - dodała energicznie sznurując łyżwy. Podniosła się z ławki i spojrzała na Melissę. -Mel jak już będziesz się rozglądać, to szukaj drwala, który będzie miał przynajmniej jednego kolegę. Chociaż nadal zastanawiam się czy dla Jaim, jeden wystarczy - mruknęła, zerknąwszy jeszcze na swoją parabatai, po czym weszła na lód.
- Chętnie odstąpię tego drwala Jaimie. Może on rozgrzeje jej serce skute lodem. – Rzekła z uśmiechem. Zerknęła na Yen i Becky, które kończyły wiązać swoje łyżwy. Weszła na lód, myśląc, że i tak ją dogonią, bo aby jeździć, pierw musi się tego nauczyć. Na razie po prostu chodziła po lodzie, a dopiero potem zaczynała się odpychać i utrzymywać równowagę, aby nie zetknąć się z lodowiskiem.
— Nie wiem i nie chcę wiedzieć — skłamała gładko, a w sumie ciężko to było nazwać kłamstwem, bo wcale nie ukrywała, że ściemnia. Uśmiechnęła się kwaśno, uszczypliwie dodając — kim, a nie czym — Wyszła na lód chwilę jadąc wolno wzdłuż barierki, zanim złapała rytm i powoli przyspieszyła przesuwając się do środka — Jesteście parą. Nietypową, ale jak facet z dziewczyną się spotykają i okazują sobą zainteresowanie i... inne słodkie rzeczy, od których chce się rzygać tęczą to są parą — ładnie skwitowała całość.
Zatrzymała się przy barierce, opierając się na łokciach o bandę i uśmiechnęła się kpiąco w kierunku Melissy — Jak ty mało mnie znasz, dziewczyno — zabrzmiała wręcz niepokojąco, zwłaszcza kiedy powtórzyła jeszcze bardziej podejrzanie — oj, naprawdę tak mało. — zaraz potem przyjrzała się jej i jej staraniom poruszania się na lądzie — Mogę Ci pomóc? Znaczy... poprzeszkadzać? Mogę Cię łaskawie wyrąbać na lodzie, za to jak ładnie o mnie mówisz — uśmiechnęła się w przesłodzony sposób, wyraźnie teatralny.
Zbytnio nie przejęła się jej tonem. – Może dlatego, że nie dajesz się poznać? – Rzuciła oschle w jej stronę. Praktycznie Diana najlepiej rozumiała Jasmine, w końcu były parabatai, ale jej charakter był ciężki do zniesienia. Melissa znowu podjęła próby jeżdżenia na lodzie, co bardziej przypominało chód otyłego pingwina, ale przynajmniej się starała. Nikomu nie wychodziło od razu. Przewróciła oczami z nieukrywaną irytacją. – Zajmij się sobą. – Mruknęła i odjechała kawałek dalej, bardziej na środek lodowiska, gdzie było mniej ludzi.
Odepchnęła się raz i drugi łapiąc równowagę, w końcu z jazdą na łyżwach było zupełnie jak z jazdą na rowerze. Tego się nie zapomina. Słysząc słowa Jaim zmrużyła oczy przyhamowując. -Jesteśmy przyjaciółmi w tym lepszym wydaniu - odparła uśmiechając się przy tym perfidnie. -A ty zamiast interesować się moimi nie-związkami, lepiej zajmij się sobą i wiesz kim - prychnęła akcentując ostanie słowo, a następnie ruszyła wymijając Jaim i odjeżdżając kawałek do przodu, żeby móc cieszyć się przyjemnością jaką dawała jej jada na łyżwach.
— Moim drwalem z odzysku po Mel? — zakpiła posępnie.
-Znajdź sobie swojego, leniwcu! -rzuciła do Jaim, po czym wyszukała spojrzeniem Melissę i podjechała do niej bliżej. -Zmieniłam zdanie, nie dziel się z Jaim drwalem.
Becky spróbowała podjechać do Mel -I co jak ci idzie?- zapytała prawie się przewracając.
-To łaskawie przestań czepiać się moich nie-związków - rzuciła do Jaim słysząc jej wypowiedź. Zerknęła jeszcze na dziewczyny, szło im nawet nieźle jak na pierwszy raz. Sądziła, że będzie gorzej, ale w końcu to Łowcy, są zajebiści prawda? -Becka nie prostuj nóg, to nie będziesz się chwiać - powiedziała widząc jak dziewczyna do nich podjeżdża.
— Jeśli mnie spytasz to nie Becky jeździ jakby jej ktoś kij w dupę wsadził, a Melissa — mruknęła z tyłu, jakby ją w ogóle ktokolwiek słuchał... mogła optymistycznie założyć, że tak — Nie czepiam się Twoich związków. Zauważyłam tylko, że to jest ZWIĄZEK. To ty traktujesz to jako atak z jakiegoś powodu. Nie lubisz go? Nie lubisz jego towarzystwa? Nie wiem w czym problem.
Uśmiechnęła się słysząc uwagę Diany -Dziękuję, wezmę tą uwagę do ciebie -powiedziała a słysząc co mówi Jaim odparła -Ej weź się od niej odwal co -naprawdę miała ochotę spędzić ten dzień normalnie nie na kłótniach
- Jak tylko jakiegoś znajdę. – Uśmiechnęła się do Diany. Szło im całkiem nieźle, a przynajmniej jak na pierwszy raz. Zerknęła na nadjeżdżającą Becky i już miała jej odpowiedzieć, gdy Jasmine się odezwała. Melissa ją zignorowała i jakby nigdy nic, kontynuowała jazdę. W swoim życiu nasłuchała się już wielu obelg i wyzwisk, więc ta nie zrobiła na niej wielkiego wrażenia.
Uniosła ręce w obronnym geście do góry. Jeśli to miała być obelga, to Rebecca i Melissa jeszcze nie poznały wcale życia. Jasmine uśmiechnęła się kpiąco, przeskakując przez barierkę. Nie zamierzała wcale zostawać w miejscu, w którym jej nie chciano. Tyle by było z jej jazdy na łyżwach. Zrzuciła je jeszcze zanim wszyscy zdążyli się dobrze przebrać, ubrała buty i ruszyła w miasto. Złapać oddech? Jeśli się dało, w Sylwestra.
Łypnęła okiem na Jaim. -Nie mam zamiaru o tym gadać - burknęła w odpowiedzi. Przyzwyczaiła się do formy komunikacji Hawkins, ale inni najwidoczniej nie. W sumie oni nie musieli. -Świetnie -prychnęła pod nosem widząc jak Jaim schodzi z lodowiska, oddaje łyżwy i znika gdzieś w tłumie. No kurwa mać, nie. Nie będzie za nią biec jak za obrażonym dzieckiem. Nie będzie uspołeczniania na siłę, nic z tego.
Lenny poszła wraz z innymi, ale nie miała pojęcia co się stało z resztą. Wraz z Letty poszły na gorącą czekoladą, a teraz był taki tłum w kawiarence w której przesiadywały, że postanowiły wyjść. Nicoletta zostawiła pieniądze, a w tym czasie Len narzuciła kurtkę. Wyszły przed chateczkę, zauważając, że na lodowisku się przerzedziło. - Idziemy? - zapytała Len. Wampirzyca wzruszyła ramionami. W sumie dawno nie jeździła. - Len, a czy wy w ogóle umiesz jeździć na łyżwach? - ale Lenny już wchodziła na lód. - MEL! - krzyknęła rudowłosa. - MEL! Tu jesteśmy!
Jak dotąd dawała sobie świetnie radę. Utrzymywała równowagę, wyrabiała na zakrętach i ani razu nie upadła. Wszystko się popsuło, gdy usłyszała swoje imię i obróciła się. Upadła wtedy na lód, ale i zobaczyła Lenny wraz z Nicolettą, które właśnie wchodziły na lodowisko. Wstała i podjechała do nich. – Gdzie byłyście? Jesteśmy tu już z jakieś dwadzieścia minut. – Oparła się o barierkę, aby znowu się nie wyrżnąć.
- Na czekoladzie. - zaśmiała się mrugając porozumiewawczo do Nico. Rozmawiały jak dawniej, nadrabiając to wszystko, co działo się odkąd się ostatnio widziały. Len zgrabnie podjechała bliżej. Nie dorównywała siostrze, ale radziła sobie świetnie jak na pierwszy raz. - Łyżwy są genialne. - zachichotała z błyskiem w oku. Odciągnęła Melissę od barierki i zawirowała z nią na środek. - Wiesz, że jeżdżę pierwszy raz Melly? To jest wspaniałe. - przypomniały jej się czasy, gdy obie były małe. Dziś Sylwester, mogą się zabawić. Nicoletta tylko stała z boku, obserwując ich sylwetki i ciesząc się szczęściem Rudej.
Diana wróciła do jazdy, chociaż humor jej się popsuł, trudno było jednak powiedzieć, czy bardziej chodziło o temat, który poruszyła Jaim czy o jej zniknięcie.
Jeździł sobie spokojnie przyglądając się poczynaniom reszty Nocnych Łowców. Mel jakoś sobie radziła, a Becky szło całkiem nieźle, ale można było by ją trochę podszkolić. Jednak nie chciał niszczyć sobie radości z jej przewracania się. Zauważył że na lodowisko wchodzi Nico i Len. Podjechał do nich i uśmiechnął się szeroko. Jego dzień zaczynał się robić coraz lepszy. Podjechał do nich powoli przyglądając się Nico która stała i patrzała na siostrę -Hej Len, hej Nico a ty nie jeździsz?- zapytał zatrzymując się obok niej.
- Jeżdżę. - zaśmiała się, dołączając do kolejki ludzi, którzy jeździli wkoło. - Dlaczego nie miałabym? - dziś Sylwester i po mimo, że nie powinna pozwalać sobie dopuszczać się do ludzkiego życia, to teraz wyluzowała. Nie powinna, ale czuła, że żyje. Fioletowy szaliczek łopotał wokół jej szyi, zakrywając blizny. Co prawda była w czarnym płaszczyku, dla niepoznaki, ale i tak wkręciła się w tłum. Wyczaiła kilku Podziemnych, orientując się, że Matt jedzie za nią. Dla takiego małego podziemnego światka, obecność tylu Nefilim musiała być dziwna.
- Na czekoladzie. – Powiedziała na głos i nagle nabrała na nią chęci. Do tej pory zadowalała się tylko herbatą. Wyjechała z Lenny bardziej na środek i zawirowały jak za dawnych lat. Przypomniały jej się święta w Nowym Yorku, gdzie bawiły się jak były młodsze. – Brakuje tylko Louise. – Podsumowała. – Masz zamiar cały dzień jeździć na łyżwach? Nie zwiedzałyśmy jeszcze tutejszego miasta. – Podsunęła i chwyciła Rudą za rękę. Zaczęła ciągnąć ją za sobą, a ludzie usuwali im się z drogi.
- Mi też brakuje Louise. - stwierdziła z tęsknotą. - Możemy w nadchodzącym roku pojechać do Nowego Jorku. - uśmiechnęła się. To był świetny pomysł. - Ja wiem? - oparła na propozycje zwiedzania. - Chętnie bym jeszcze pojeździła.
Matt jechał za Nico wpatrując się w jej plecy. Było to bardzo nudne zważając że nie chciał patrzeć się na jej tyłek. Podjechał do niej chwytając ją delikatnie za rękę -Twój tył jest bardzo ładny, ale chyba wolę jechać obok-powiedział ciągnąc ją delikatnie za sobą. Po chwili popatrzał na nią i dodał -Jeśli chcesz to puszczę.
- Nie, nie musisz. - powiedziała lekko zaskoczona. Zwykle nikt jej nie dotykał. Chwile przyswajała jego dotyk, by następie odwrócić się do niego. - Co zamierzasz teraz zrobić Romeo?
Uśmiechnął się krótko słysząc swoje przezwisko. Uzyskał je zaledwie kilka dni temu, a czuł się jakby nazywali go tak od początku jego życia. Otrząsnął się z rozmyśleń i odpowiedział -Na co tylko pozwolisz -ruszając śmiesznie brwiami
- Z chęcią. – Odparła na pomysł z wyjazdem. Chciała zobaczyć Louise i pozbyć się ojca z głowy, który niedługo miał odwiedzić Instytut w Los Angeles. Był w końcu Konsulem, a Mel szczerze go nienawidziła. Zerknęła przez ramię na Lenny. – Dzień jeszcze młody. Możemy potem pójść do miasta. – Wróciła spojrzeniem do przodu, aby na nikogo nie wpaść. – W każdym razie dziś Sylwester.
- No to co proponujesz, ja zobaczę czy może być. - odpowiedziała z tajemniczym błyskiem w oku.
-Ech nie lubię myśleć no nie wiem zależy o jakim kontekście mówimy -powiedział patrząc się w jej oczy.

Butelka się kreci i kręci - Góry, Dzień IV

Melissa   Rebecca   Marlene   Matthew   Castiel   Yennefer  Kai  Nicoletta   Jasmine   Jared   James

Cały dzień przeleżała w łóżku i, gdy skończyła książkę, uznała, że najwyższa pora wstać. Położyła lekturę na szafkę i wygrzebała się z kołdry - drugim i ostatnim, ciepłym miejscu w tym domku. Łóżka koło niej były puste. Cóż się dziwić, bliżej było do kolacji niż do śniadania. Mel zmieniła ubranie i wyszła z pokoju. Nie usłyszała rozmów z dołu. Wszyscy udali się pewnie na stok, albo na pobliskie lodowisko. Otworzyła drzwi prowadzące do pokoju Nate'a i Set'a, chcąc sprawdzić czy jeszcze żyją. Obaj spali i wyglądali jakby mieli gorączkę. Melissa pielęgniarką nie była, więc po prostu dała im spokój. Podeszła do kolejnego pokoju i zapukała. - Becka? Jesteś tam? - Przyłożyła ucho i nasłuchiwała. Miała nadzieję, że ktoś jednak został. Nie szukała osoby, z którą mogłaby wyjść na dwór i ponaparzać się śniegiem. Po prostu chciała z kimś zamienić parę słów.
Becka leżała na łóżku rozkoszując się spokojem. Większość towarzystwa gdzieś wyszła więc została w domu z Matt'em i Mel. Co do pierwszego osobnika to nie miała z nim o czym gadać, ponieważ jedynym tematem byłą by wampirzyca. A co do Mel to nie wiedziała czy przypadkiem nie będzie jej przeszkadzać. Chwyciła za książkę która leżała na jej szafce nocnej. W nocy gdy doskwierała jej samotność spowodowana pokojem jedno osobowym czytała jakieś książki fantastyczne przyziemnych. Niektóre z nich straszliwie ją śmieszyły gdy autor opisywał wilkołaki, wampiry lub wróżki w jakiś wyszukany sposób. Zapewne gdyby była przyziemną fascynowało by to ją. Lecz nie była. Była Nocną Łowczynią która znała ten świat i nie zawsze cieszyła się, że do niego należy. Wpatrywała się w książkę nie wiedząc dlaczego. Po chwili otworzyła ją i zaczęła czytać początek. Zapowiadała się dobrze więc pochłonęła Rebeccę do reszty. Gdy wreszcie się oderwała postanowiła wyjść z pokoju, lecz gdy tylko wstała usłyszała głos Mel za drzwiami. Podeszła do nich i otworzyła je na oścież -Tak jestem, a co?
Castiel spędzał ferie na zadupiu. Tym samym zadupiu, na którym spędzali je Nocni Łowcy. To była chyba kpina. Zszedł do głównego pomieszczenia, które dzielili goście ośrodka, to jest on i Łowcy, bo dla innych nie starczyło miejsca i zaklął w myślach, rozpoznając znajome twarze. Przysiadł na jednym z foteli udając obojętność, nie zdradzając się ze znajomością poszczególnych buziek.
Westchnęła, gdy nic nie usłyszała. Uznała, że Nocna Łowczyni poszła razem z innymi. Już Melissa miała zejść na dół, ale Becky otworzyła drzwi. Obróciła się do niej. – A nic. - Chciałam sprawdzić czy ktokolwiek jest. – Powiedziała, wzruszając ramionami. Zerknęła ku parterowi i zobaczyła na kanapie śpiącą Dianę oraz jakiegoś nieznajomego. Kiwnęła głową w stronę schodów, dając znak, aby Becky zeszła razem z nią. – Emm… Cześć? – Powiedziała i otaksowała mężczyznę wzrokiem. Nie zobaczyła run. – Jakiś problem? – Zapytała zakładając ręce na piersi. W końcu domek był wynajęty tylko dla Nocnych Łowców, a Mel raczej pamiętała kogo wiozła ze sobą. Facet mógł pomylić budynki, albo znaleźć się tu innym przypadkiem.
Dziewczyna wzięła do ręki mała butelkę wody i weszła do salonu. Na dnie była reszta więc wystarczyły dwa małe łyki i butelka była pusta. Na siedzeniach była już sporą liczbą ludzi więc usiadła na jakimś podłokietniku i postawiła butelkę na stole. - To co, zaczynamy?
Grzał się w kominku, więc jak tylko dziewczyna zaszła mu drogę, poczuł jakby większy chłód. Zablokowała mu żar bijący z ognia. Dlatego uchylił powieki, wpatrując się na dziewczynę bez wyrazu — Jeden. Zasłaniasz mi ogień — zauważył zanim znów przymknął oczy.
Yen zakręciła butelką. Przez chwilę wirowała wokół własnej osi aż wreszcie zatrzymała się na Becky. Spojrzała na dziewczynę a ona bez pytania odpowiedziała: - Wyzwanie. Yen rozejrzała się wokół, co można by tu jej wymyśleć... Popatrzyła po zaciekawionych twarzach towarzyszy a jej wzrok zatrzymał się na Mel. - Już wiem,- zawołała - Becky, podrzuć ją wysoko do góry krzycząc "Melisso kocham Cię" - uśmiechnęła się wskazując palcem na parabatai.
Jaimie wróciła z dworu wraz z Jaredem, wpuszczając mroźne powietrze do środku. Była cała w śniegu. Na zewnątrz padało. Z wejścia otrzepała czapkę, marudząc pod nosem, idąc w kierunku kuchni — Chcesz herbaty? — zerknęła na Jareda, ale zatrzymała się w miejscu widząc co rozgrywało się na środku pokoju. Zmarszczyła brwi spoglądając po zebranych. — Acha... na potrzebuję czegoś mocniejszego od herbaty — I zniknęła w kuchni.
Gdy Becky usłyszała zadanie wybuchła głośno śmiechem po czym wstała uśmiechając się do Mel. Podeszła do nie chwyciła ją i podrzuciła krzycząc -Melisso kocham cię. -po czym chwyciła ją i postawiła na ziemi. Usiadła na swoim miejscu rozmasowując nadgarstki. Mel była trochę ciężka.
Cass uchylił powieki obserwując grę młodych. Trudno powiedzieć, żeby chciał brać w tym udział z dużym entuzjazmem, ale skoro już tu był i skoro zawsze mógł się wycofać... Wyprostował się, a zaraz potem oparł rękoma na kolanach wpatrując się w butelkę. Czy robił to samo za swoich czasów? Nope. Zawsze musiał być ten pierwszy raz — Gram z wami, dzieciaki — oznajmił. Spojrzał na butelkę, która akurat padła na niego w momencie, w którym postanowił zagrać. Uśmiechnął się ironicznie pod nosem — Pytanie — stwierdził zanim dziewczyna zdążyła się go spytać, co woli.
Przewróciła oczami i zajęła swoje ulubione miejsce przy kominku. Kolejny, który polubił ciepło. Reszta musiała go znać, bo inaczej dawno by stąd zniknął. Spojrzała na wirującą butelkę, a następnie na Yen, z uśmiechem mówiącym: zemszczę się. Dała się podnieść i podrzucić. Przez chwilę myślała, że Becca ją upuści. Była lekko zawiedziona tym, że jej parabatai już straciła pomysły.
Przeciągnęła się. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie znała tego gościa -No dobrze to może tak: Z dupy się tu wziąłeś i kim jesteś?- zapyta.
Jared wszedł zaraz za Jaim do środka i otupał buty przy drzwiach. Poniekąd zdziwiło go jej pytanie, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, a skoro miała dobry humor, to czemu miałby z tego nie skorzystać. Już otwierał usta, żeby jej odpowiedzieć, kiedy jego spojrzenie padło na grupkę zgromadzoną wokół butelki. -Weź od razu i dla mnie - rzucił za rudą kiedy ta skierowała się w stronę kuchni, sam natomiast ruszył w kierunku zgromadzonych. -Gram z wami - zakomunikował sadowiąc się w wolnym fotelu.
Splótł ręce na piersi, zastanawiając się, które to konkretnie było pytanie. — Pytanie to kim jestem? — upewnił się, skoro już zdążyła odpowiedzieć skąd się wziął. — Cass — odpowiedział — znajomy właścicieli domu — nie precyzował dokładniej, bo przecież udzielił i tak dość obszernej odpowiedzi jak na siebie. Zszedł z fotela, podchodząc do butelki i kucnął przy niej, zakręcając nią z impetem. Długo wirowała zanim padła na Kaia.
- Kai, przyznajmy się, Gabrysia tu nie ma. - dziewczyna po raz kolejny nawoływała czarownika do porządku. Niby, jako wampir, nie męczyła się, ale psychicznie była wykończona. Choć na zewnątrz oczywiście nic nie pokazała. - Chodź Kai, przynajmniej nacieszysz się swoją Nocną Łowczynią. - stała nad przyjacielem z latarką, teraz ruszając nią, by zwrócił na nią uwagę.
Zaklął pod nosem w obcym języku, gdy na nic nie trafili. Błąkali się po jaki skini, rozpraszając mrok światłem latarki, ale nie spotkali żadnej żywej duszy. – Ale zaklęcie lokalizacje właśnie tutaj prowadziło. – Wskazał na kupkę kamieni. Nie wybaczyłby sobie gdyby coś stało się Gabrielowi, najlepszemu przyjacielowi Kaia. Spojrzał na Nicolettę. – A wiesz co? Właśnie miałem ochotę ją odwiedzić. – Uśmiechnął się do niej i pstryknął palcami. W mgnieniu oka znaleźli się w salonie przepełnionym Nocnymi Łowcami, a butelka wskazywała na niego. – Witam. Pytanie na rozgrzewkę. – Powiedział i spoczął na wolnym skrawku podłogi.
Jaimie wróciła do pomieszczenia z dwoma kubkami gorącej herbaty z rumem. Jej była bardziej rumem z herbatą, niż herbatą z rumem, ale ta, którą wręczyła chłopakowi zdaje się, że miała lepsze proporcje. Podała mu ją bez słowa i siadła na kanapie obok jego fotela, na której spała Diana. Wcisnęła się gdzieś pomiędzy jej nogi, przerzucając własne, zgięte w kolanach, nad jej stopami i upiła kilka łyków parującego napoju.
— Pytanie... — powtórzył za nim i bezczelnie zawiesił wzrok na Nicolettcie, która pojawiła się równo z Fosterem — Kim jest Twoja urocza znajoma? — patrzył jej perfidnie w oczy, całkowicie ignorując czarodzieja, na którego padła butelka. Widocznie Nicoletta bardziej zwróciła jego uwagę. Cóż... Cass. Wyraźnie nie znał do końca zasad tej gry.
- Dzięki – Jared odparł odbierając od dziewczyny kubek z herbatą i nim jeszcze zdążył zamoczyć usta wyczuł w niej rum. I bardzo dobrze, bo jak tu grać w butelkę na trzeźwo. Dobrze, że Levittoux spała i tego nie widziała. -Niezła, możesz mi taką częściej fundować - powierzał przerzucając spojrzenie z nieznajomego mężczyzny na Jasmine.
Jass uniosła spojrzenie z nad kubka na Jareda, z początku interpretując jego słowa trochę opacznie. Moment się zastanowiła i dotarł do niej rzeczywisty ich sens — Jasne... o każdej porze dnia i nocy, Jarr — przewróciła oczami kpiąc sobie z jego stwierdzenia — Uważaj, daje niezłego kopa. Chyba nie na Twoją słabą głowę — uśmiechnęła się do niego przesłodko.
Nicoletta usadowiła się w fotelu, słysząc pytanie i odpowiedź, która teraz padła przy grze. - Wchodzę. - uśmiechnęła się tajemniczo do mężczyzny. Fearie, czuła po zapachu. Nie speszyła się jego wzrokiem, nie było to w jej naturze. Wola dawać ludziom do zrozumienia, że jest pewna siebie.
Zerknął na swoją towarzyszkę, która usadowiła się na fotelu. – Wampirzycą. – Oznajmił krótko wzruszając ramionami. Nie miał zamiaru mówić za wiele i to jeszcze jakiemuś nieznajomemu, który Nefilim nie był. Znając zasady gry, wziął butelkę i nią zakręcił. Wypadło na Lenny. Postukał palcami w podłogę, jednocześnie obmyślając pytanie lub wyzwanie. – Co  wybierasz?
Castiel otaksował dziewczynę spojrzeniem. Wampirzyca... Nie o to pytał, ale ok — Miałem na myśli, jak się nazywasz? — zwrócił się już bezpośrednio do dziewczyny, nic sobie nie robiąc z oschłości Kaia. W końcu nie jego sympatię chciał wzbudzić, nie?
Właśnie wróciła z góry, gdy zauważyła Carmen i Kaia. Mrugnęła do niej, sadowiąc się koło Mel. Wypadło akurat na rudowłosą. - Pytanie. - uśmiechnęła się radośnie do Kaia, siadając przy tym na rękach.
- Nicoletta Grace. - padła odpowiedź. W między czasie zdążyła zauważyć, że Lenny została wylosowana. Uśmiechnęła się pod nosem. Była ciekawa co wymyśli Kai.
Zastanowił się chwilę. – Czy nauczyli cię wyrabiać broń? – Zapytał w końcu. Wiedział, że Lenny pochodzi od Waylandów i pytanie dla innych wydawała się mało sensowne, ale dla niego wręcz przeciwnie. Chciał pojąć zamiary jednej osoby, a ta informacja rzuciłaby światło na jego domysły.
Castiel zmarszczył brwi — Włochy?
Matt wkurzył się. Temu cholernemu Fearie odpowiedziała. Ach kobiety pomyślał. Był tego plus. Wiedział przynajmniej jak wampirzyca ma na imię
- Nie. - wyznała. - Znaczy podobno mamy wrócić do rodzinnej tradycji, ale moi dziadkowie opuścili Nefilim, dopiero mój ojciec wrócił do plemienia Anioła. Tak więc nie, jeszcze nie, ale kiedy wrócę do Idrisu... Wtedy to bardzo możliwe. - w tracie mówienia trochę odpłynęła, ale bardzo syciła ją myśl na temat dziedzictwa Waylandów - broni. - Ale mój ojciec potrafi rozpoznawać prawie wszystkie rodzaje oręża, prawda Ca... - ugryzła się w język. - Prawda Nico? - zapytała z dumą.
 - Włochy. –Nicoletta odparła z satysfakcją. Zaraz potem spochmurniała. - Tak, Len. - potwierdziła, równocześnie tonem dając poznać, że to nie jest miły temat. Doceniła to, że Rudi nazwała ją nowym imieniem, ale myśl o ojcu, przybranym ojcu, wciąż ją raniła. Na twarzy dało się widzieć tylko grymas, który w najlepszym wypadku dało by nazwać się uśmieszkiem.
Słuchał jej z należytą uwagą, ważąc każde słowo. Jej dziedzictwo może okazać się dla niej zgubą. Skinął głową, dając znak, że starczy już tych informacji. Potem musi odciągnąć ją gdzieś na bok i powiedzieć, że jej życie jest prawdopodobnie w niebezpieczeństwie.
Len starała się nie dać poznać po sobie, że Nico to pytanie nie leżało. Zakręciła butelką i wylosowała... Siebie. Śmiejąc się spróbowała jeszcze raz. Wybrana została druga rudowłosa dziewczyna. - Pytanie czy wyzwanie Jasmine?
Faerie kiwnął głową ze zrozumieniem i już nic się nie odezwał. Skierował wzrok na rudowłosą, na którą padła butelka, za drugim zakręceniem.
Dziewczyna zaabsorbowana popijaniem swojej herbaty nie odnotowała kierunku butelki, wycelowanej w jej stronę. Upiła trochę rumu, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. — Co ja? — uniosła wzrok na Lenny i chrząknęła — Zadanie. Jaimie. — skupiona tak na poprawieniu dziewczyny nie zauważyła nawet, że instynktownie zgodziła się na udział w zabawie.
- Jaimie. - kiwnęła głową. - Słabe będzie... - mruknęła do siebie pod nosem. - Wyrecytuj jakiś wiersz o miłości.
— Kwestia praktyki...co ty byś beze mnie zrobił, Jared? — zakpiła sobie, opierając się rękoma na swoich kolanach i spojrzała na niego, dopijając herbatę do końca. Zdążyła już zapomnieć, że butelka padła na nią, przypomniała sobie dopiero, kiedy Lenny znów się do niej zwróciła — Miłości? — dobrze, że nie miała się czym zakrztusić. — Nie znam żadnych wierszy o miłości. — Zerknęła w jakimś kierunku, szukając natchnienia i chrząknęła — Na górze róże, na dole fiołki, my się kochamy jak dwa aniołki? — spytała głupio, zanim zdążył to ktokolwiek skomentować, kręcąc butelką. Padła na Lenny. - Zadanie, pytanie? – Jaim spojrzała na nią natrętnie, próbując przebić się przez.... milczące towarzystwo... jakże duże wyzwanie.
- Pytanie. - rzuciła, krztusząc się śmiechem, bo znów ona została wylosowana.
Pamiętając jaką akcję zrobiła jej Lenny w ich babski wieczór, albo może była to Becky i Lenny miała to nieszczęście, że Jaimie je pomyliła, Hawkins postanowiła się zemścić: — Wyobraź sobie, że Set przyszpila Cię do łóżka, spina kajdankami i te sprawy. Liczę na to, że masz bujną wyobraźnię i nie muszę tego tłumaczyć. SZCZERZE. Jaka by była Twoja pierwsza myśl? Spróbuj się wczuć i sobie to dobrze zobrazować. Nie akceptuję odpowiedzi: nie wiem, czy tym podobnych.
Ugryzł się w język powstrzymując przed wypowiedzeniem na głos tego co przyszło mu do głowy. Uśmiechnął się za to wymownie. Ale przez wypowiedzeniem tej myśli na głos tez się powstrzymał. -Pewnie próbowałbym się wstawić czym innym niż herbata z rumem - odparł, po czym sam dopił swoją herbatę, skoro Jaim zajęła się butelką, on wychylił się i zerknął do jej kubka, a skoro był również pusty wstał i wziął go od rudej, po czym ruszył do kuchni, po kolejną porcję.
Wpatrywała się w Lenny oczekując odpowiedzi. Dziewczyna z nią zwlekała, dlatego Jai przysiadła sobie na podłokietniku najbliższego wolnego fotela, który zostawił Jared. Odprowadziła go spojrzeniem zauważając istotną rzecz — Ale to mój... — zniknął jej zanim zdążyła zakończyć — ... kubek... — odetchnęła, nie spodziewając się, że przyniósłby kolejną herbatę, na którą właśnie miała ochotę. Jakoś tak powietrze się w otoczeniu zmroziło odkąd zadała swoje pytanie Lenny.
- O cholera. - oczy Lenny zrobiły się wielkie jak spodki, a jej policzki płonęły niczym kominek przed nimi. Zerknęła na Nico, która wypatrywał się w nią z pytaniem w oczach; Kim jest Set i dlaczego nic nie wiem?, mówiły jej oczy. Zarumieniła się bardziej. Okay, tak grają? A ona chciała być miła! - Pierwsza myśl tak? - zapytała, wychwytując to z ust dziewczyny. - Pewnie w ogóle nie byłabym w stanie myśleć, patrząc w jego oczy. - Cholera!, przeklęła na siebie w duchu. To o oczach mogła sobie darować. Twarz miała gorętszą niż letnie popołudnie.
Widząc jak dziewczyna się katuje, Jai machnęła ręką — Dobra, już wszystko wiem, kręć. — oparła się rękoma między udami, na podłokietniku, wpatrując się w dziewczynę bez cienia wrażliwości dla jej skrępowania. Nie uważała to za pytanie podłe, skoro sama potraktowałaby je jak element gry.
Wrócił po kilku minutach z dwoma kubkami herbaty z rumem. Co prawda nie zwykł pić tego typu rzeczy, dlatego dolał rumu na oko, skutkiem czego wyszła trochę mocniejsza niż ta która przyniosła mu wcześniej Jaim, ale kto by się tym przejmował..? Znów wygodnie usadowił się w fotelu uprzednio wręczając kubek rudowłosej. Akurat zdążył jeszcze usłyszeć ciekawe wyznanie Lenny.
Zgarnęła kubek w obie dłonie i upiła kilka łyków. Był to bardziej drink niż herbata, ale kto by się tym teraz przejmował. Jedynie przymrużyła powieki nie spodziewając się tyle alkoholu. — Na pewno nie chcesz się tym upić? — zerknęła na Jareda, zaczesując zręcznym ruchem rude pasma włosów do tyłu, w stronę rozwalającego się warkocza — Bo upity Ty to zły Ty. To było pytanie... — wtrąciła się, bo można było je ująć inaczej, żeby przybrało formę zadania. Zaraz jednak zamilkła i uniosła ręce obronnie do góry. Jeszcze Lenny wylosuje czasem ją i będzie miała przechlapane po swoim niewinnym pytanku.
Matt zaśmiał się gdy butelka padła na nim. Gdy usłyszał zadanie zastanowił się krótko -Mam nadzieję że po tej odpowiedzi twoja siostra mnie nie zabije -mruknął -A więc skłoniła mnie do tego uroda i temperament twojej siostra –odpowiedział.
Zerknął do swojego kubka, po czym na dziewczynę i upił łyk uśmiechając się pod nosem. -Nie żeby specjalnie, po za tym to Ty zaczęłaś - odparł oblizując wargi i sięgnął wolna rękę w stronę jej warkocza, żeby móc okręcić sobie jego końcówkę wokół dłoni. -Niech zgadnę. Grzeczna wersja bardziej Ci odpowiada? -Rzucił unosząc brwi w wyrazie niejakiego rozbawienia, po czym lekko pociągnął ją za warkocz. Zerknął na skierowaną w jego stronę butelkę. Nie wiedział, kto kręcił bo przez chwilę jego uwagę pochłonęła Jaim. -Pytanie..? -Rozejrzał się po ludziach, wychodząc z założenia że tak będzie bezpieczniej.
Spojrzała kątem oka na swoje włosy — To ty próbujesz nas upić. Ja próbowałam tylko rozgrzać. — wzruszyła ramionami, jakby wcale nie zabrzmiało to dwuznacznie. Dla niej nie zabrzmiało. Dopiero po czasie — Herbatą — zamilkła odbierając od niego swojego warkocza, trwało to moment — Już się schlałeś? Dwoma kubkami herbaty z rumem? Mówiłam... słaba głowa — prychnęła na jego odpowiedź — Skąd założenie, że jakakolwiek wersja mi odpowiada? — upiła sobie swojego rumu i zaczesała warkocz na drugie ramię, to dalsze od rąk Jareda. Utkwiła wzrok na butelce, bo przez chwilę też się rozproszyła, teraz nie wiedziała co się dzieje. Ale butelka skierowana była w stronę Jareda. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się kpiąco — Powodzenia? — zadrwiła, ale słysząc pytanie Matta ledwie powstrzymała się od face palma. — Serio? To było takie... banalne. — mruknęła niezadowolona, ze pytanie nie poszło Jaredowi w pięty.
- Zabrzmiało jakbyś chciała, żebym miał w tym jakiś interes - odparł na słowa Jaim, po czym przerzucił spojrzenie na Jamesa. -Chcesz pytanie czy wyzwanie? -Zapytał skupiając na chłopaku swoją uwagą i jakby na złość rudej znów sięgnął po jej warkocz.
— Jakbym chciała to bym spytała czy chcesz mnie upić — mruknęła i cierpliwie wyrwała swój warkocz, ale już mniej cierpliwie dodała: — Co my jesteśmy, w przedszkolu? — zawiesiła wzrok na butelce i rozplotła swój warkocz, tylko po to, żeby go spleść na nowo, bo od tego szarpania nim, włosy już całkiem zaczęły jej wpadać do oczu.
James zaczynał powoli przysypiać na fotelu nieopodal grających. Słysząc swoje imię, zwrócił wzrok w stronę Jareda, nieco wyrwany z kontekstu. Jego idealny, wyimaginowany świat chyba za bardzo go pochłonął. Ach te utopijne wizje Walkera. - Pytanie. - rzucił, bo nie chciało mu się wstawać z fotela.
-No tak, zapomniałem, ze Ty jednak wolisz bardziej bezpośrednio - westchnął zostawiając już w spokoju jej włosy. Skinął głową i upił łyk z kubka, tym samym próbując wymyślić jakieś w miarę sensowne pytanie. Niestety nie wiele przychodziło mu teraz do głowy, zapewne zasługa zakrapianej herbatki Jaim. -Którą z dziewczyn spośród naszych Łowczyń najchętniej przygarnąłbyś do łózka? -Zapytał o pierwsze lepsze co nasunęło mu się na myśl. -Tylko konkretnie - dodał na wypadek, gdyby chłopak chciał odpowiedzieć wymijająco.
— Tak jasne, bo wolę, kiedy... — chciała odpowiedzieć instynktownie, ale przeanalizowała sobie, co w zasadzie powiedział i co ona chciała odpowiedzieć. W gruncie rzeczy doszła do wniosku, że ją podpuszczał — Co? A dalej mówimy o mnie? — skierowała jego słowa przeciw niemu, ale jej nie słuchał, chyba, bo już zadawał pytanie. Prychnęła. — Powiedz, że mnie — zaoferowała się łaskawie i uśmiechnęła kwaśno. Rozmowa o seksie psuła jej nastrój. Znaczy... nie rozmawiali niby bezpośrednio o seksie, ale ona ponoć lubiła bezpośredniość. Tak usłyszała moment temu, hie hie. — A to wcale nie było bezpośrednie — zadrwiła z Jareda i jego pytania.
Wrócił spojrzeniem szarych oczu do Jaim i jej uwag. -Wiesz.. Chyba nie tylko ja po alkoholu robię się jak to ujęłaś "zły" - odparł dopijając swoją herbatę i zerkającą na nią krytycznie. -Co do pytania, następnym razem poproszę o pomoc Ciebie. Chociaż średnio mnie interesuje co pomyślałby James gdyby znalazł się w sytuacji w jakiej umieściłaś Lenny - stwierdził marszcząc brwi, jednocześnie stawiając pusty kubek obok fotela. Zaniesie później.
Uśmiechnął się nieco krzywo na pytanie kolegi, po czym zamlaskał zabawnie z dezaprobatą. Potoczył spojrzeniem po obecnych przedstawicielkach płci pięknej, po czym rzucił po chwili krótkiego namysłu. - Nie uznaję seksu bez miłości. - zaśmiał się, bo wiedział jak to musiało brzmieć w ustach dziewiętnastolatka. Po chwili westchnął. - Ale chętnie poopowiadałbym Dianie o duchach z latarką w ręku, pod osłoną kołdry. - poruszył zabawnie brwiami. Łóżko to łóżko. Chwycił butelkę w dłoń i zakręcił. Wypadło na Yen.
— Zła? — zmarszczyła brwi, nie bardzo wiedząc co powinna rozumieć pod tym pojęciem. Zinterpretowała to jak zawsze z niekorzyścią dla siebie —Tak, po pijaku dokonuję naprawdę feralnych wyborów — patrzyła na niego z pod przymrużonych powiek i dopiła na jednym hauście pół kubka herbaty z rumem, wstając z miejsca. Bez słowa ruszyła z miejsca — A niektóre z nich do dziś dają mi się we znaki — prychnęła, kierując się do kuchni. Wróciła tym razem z kieliszkiem pełnym rumu z wodą. Jakby poziom spożywanego alkoholu ewoluował od herbaty do samego trunku. — Ale bez obaw, mam mocniejszą głowę od Ciebie. Nie musisz się martwić o te: „złe” efekty — burknęła wyjątkowo niezadowolona doborem jego słów.— Tak. Na pewno. Bo pewnie wolałbyś wiedzieć, w co wtedy Lenny byłaby ubrana, albo kto jest wolny, żeby go przelecieć. James Ci w tym chyba nie pomoże — nie znała gościa, ale ktoś wymienił jego imię. Zawiesiła wzrok na Jamesie zdziwiona jego odpowiedzią — Nie uznajesz seksu bez miłości? — to stwierdzenie wydało jej się... no, co najmniej śmieszne. — Masz na oko przeszło osiemnaście na karku i jesteś prawiczkiem? — jakby jedno wywnioskowała sobie z drugiego.
Len zarumieniła się na słowa Jaimie. Uważała to samo co James i nie widziała w tym nic złego. Sama była dziewicą.
-Nie jestem winny, twoim wyborom - odparł, bo odebrał to tak, jakby był im winny. Poza tym miał zbyt dobry humor żeby była w stanie mu go zepsuć. Rozparł się wygodnie w fotelu. Zabębnił palcami w podłokietnik fotela. -Chyba jednak mnie przeceniasz - wydął wargi na chwilę skupiając uwagę na kieliszku, w którym miała rum. -Obyś tylko co do swojej "mocniejszej głowy" się nie myliła - wymruczał, mając nadzieję, że nie będzie musiał odnosić jej do łóżka.
— Przeceniam? Nie. Uważnie Cię słucham. Ktoś inny mógłby wziąć to za komplement. Ale nie Ty, co? — wzruszyła ramionami upijając kilka łyków — Wnioskuję, że skoro interesuje Cię z kim chciałby spać James, próbujesz wykosić konkurencję. To przyznaj się, a z kim ty byś chciał? — uniosła kieliszek z rumem do góry, patrząc na jego zawartość, rachując w pamięci ile może mieć to promili. — Jakie to słodkie, że się o mnie martwisz. Myślę, że dam radę — upiła kilka porządnych łyków i zsunęła się na podłokietniku trochę w dół, obserwując grę — Kto teraz? — zgubiła się, bo jakby wszyscy mieli przerwę.
Yen wytrzeszczyła oczy na dziewczynę która zadała jej pytanie. Co by tu wybrać. W sumie ona nie miałaby serca kogoś zranić,, więc odpowiedź nasuwała się sama. Chociaż gdyby to ona miałaby być zraniona też by nie było wspaniale. Widząc zniecierpliwione spojrzenia innych wybrała "być zdradzoną" a ponieważ nie chciała by jej wypowiedź została w jakikolwiek sposób skomentowana zakręciła butelką a los wybrał Jaim. Yen uśmiechnęła się, zadanie? , wspaniałe. Takie pytanie jej dała, że wręcz sama prosiła się o pomysłowe zadanie. - pocałuj Jared'a w usta. Tu i teraz - powiedziała widząc jak ta dwójka ze sobą konwersowała przez całą grę.
Spojrzała na butelkę, a że ta wypadła na nią zagryzła na chwilę wargę — A mogłam wam oddać pustą butelkę rumu. Może ma inny środek ciężkości i wgl... nie znam się na fizyce. Zadanie... tak myślę. — spojrzała na Yennefer — Nie jesteś mściwa, prawda?Wyprostowała się, patrząc na Yennefer przez chwilę w milczeniu — Którego Jareda? — spróbowała zagrać kartą: liczmy na to, że w Domu Łowców jest jeszcze jakiś inny Jared — Znam go? — uśmiechnęła się kpiąco. Cóż. Wyraźnie się z tym ociągała.
Yen spojrzała z rozbawieniem na Jaim. Zadanie wyraźnie ją zafascynowało. -Och, chyba innego nie ma - powiedziała z udawanym współczuciem.
— Aaa... ten Jared — burknęła pod nosem wyraźnie zawiedziona i zerknęła na chłopaka — Nie no. Temu to nie sądzę, żeby się spodobało — wzruszyła ramionami bezradnie i skrzywiła się nieznacznie — Jared? Jesteś pewien, że to Twoje imię? — przewróciła oczami, odciągając szklankę z rumem od swoich ust i oblizała wargi z alkoholu zanim cmoknęła krótko usta Mearsa swoimi, tak jak to się robi w przedszkolu, choć nawet dzieci potrafią dać porządniejszego cmoka niż drobne muśnięcie.
Zmarszczyła brwi. Skoro Yennefer była mściwa to sama też postanowiła być: — Skoro tak chcesz... Wnioskuję, że lubisz całowanie? Wiec pocałuj Jareda, tu i teraz. Długo i namiętnie. Minimum pięć sekund. No wiesz... nie chcę żebyś nie wiedziała co straciłaś. Spojrzała na Jareda z boku i wzruszyła bezradnie ramionami. To nie jej wina. Sprowokowały ją. Jedna z druga, bo patrzyły na siebie jakoś wymownie i ta ich nić porozumienia ją rozdrażniła. Wstała z miejsca. — Idę się napić — bąknęła, posyłając spojrzenie na Lenny — Nie przegap nic. Zdasz mi relacje. — uśmiechnęła się drwiąco.
Yen spojrzała na Jasmine. Przez chwilę rozważała myśl spadnięcia z fotela i udawania zemdlonej, ale by się zorientowali. W co ona się wpakowała. Wstała z siedzenia po czym podeszła do Jareda i Jaim, która po pocałunku wydawała się jeszcze bardziej do niego kleić. - Jesteś pewna ze o Jareda ci chodziło? - upewniła się. Ale Widząc jak Jaim kręci głową z mściwym uśmiechem podeszła bliżej *DLA WRAŻLIWYCH UWAGA! BĘDZIE DRASTYCZNY MOMENT* "5 sekund" pomyślała i przeklęła w myślach dziewczynę. Usiadła obok niego i pocałowała. 4 sekundy: "wyobraź sobie ze to ktoś kogo kochasz", 3 sekundy "chyba się nie uda", 2 sekundy "zabije Jaim" sekunda "Jejciu wszyscy się na mnie gapia a ja go namiętnie i długo całuje. Wystarczy". Odsunęła się od niego i wróciła na swoje miejsce odprowadzana spojrzeniami zgromadzonych.
Yen usiadła na swoim miejscu i zakręciła. Wypadło ma Letty. Nie miała z nią żadnych stosunków ale musiała na kimś wylądować złość więc powiedziała: - Nicoletto, usiądziesz na kolanach Cassa, pogładzisz mu ręką po włosach i pocałujesz w nosek. Dobrze? - uśmiechnęła się do wampirzycy - tylko mu nosa nie odgryź - rzuciła do niej pół żartem.
Cass prawie przysypiał, ale nawet jeśli, nie przypominał sobie, żeby się konkretnie tej dziewczynie przedstawiał. Uniósł wzrok z nad kominka, bo już dawno zdążył zapomnieć, ze bierze udział w grze — A jest wersja dla dorosłych? — rozsiadł się wygodniej na fotelu opierając ramię za sobą na meblu i zerknął na Yennefer. No cóż. Zapomniał się, że jest w towarzystwie samych nastolatków.
Nicoletta siedziała, lekko rozbawiona grą Nefilim. Wybrała zadanie, gdy padło na nią. Cass? A to zbieg okoliczności. Zgrabnie wstała, poprawiła bluzkę, i zgrabnym krokiem podeszła do mężczyzny. - Jest, ale mamy tu nieletnich. - szepnęła teatralnym szeptem, siadając mu na kolanach. Odgarnęła mu blond fryzurę na bok, przeczesując ją dłonią z tradycyjnie czarnym lakierem na paznokciach. Cały czas patrząc mu w oczy, zbliżyła twarz do jego twarzy, delikatnie, aż kusząc pocałowała czubek nosa. Wiedziała, że pozostawi smak na więcej. Wiedziała, że wykonała zadanie bardzo dobrze, ale zanim wstała, wyszeptała mu jeszcze do ucha. - Jaki mają prawdziwy kolor? - odsuwając się, połaskotała go jedwabistymi lokami, po czym wróciła na swoje miejsce.
Odchylił się lekko do tyłu, kiedy siadła na jego kolanach i poprawił ramię na oparciu, taksując wampirzycę wzrokiem. Z bliska wydawała się znacznie młodsza niż z początku przypuszczał — Zawsze możemy grę przenieść do góry — stwierdził nie zdradzając się z tym czy mówił poważnie, czy żartował. Jego ton był dość bezbarwny, ciężki do odczytania. Utrzymał jej spojrzenie do samego końca, sprawiając wrażenie, jakby ta zabawa była dość… przedszkolna, dla niego. Dlatego nie widać było zainteresowania. Złapał jej nadgarstek bardzo luźno odciągając jej rękę od swoich włosów i przechylił lekko głowę, kiedy szeptała mu do ucha —Inny — skwitował, niewiele później odprowadzając ją wzrokiem na jej miejsce. Poprawił kołnierz koszuli i usiadł z powrotem w tej samej wygodnej pozycji co wcześniej.— Nie pora spać, dzieciaki? - Zerknął wymownie na Dianę, która jak jedyna wiedziała gdzie jej miejsce.
Jaimie zasnęła w kuchni przy kolejnej szklance z rumem,. Spała sobie grzecznie z głową ulokowaną na jednym przedramieniu, drugą, wolną dłonią trzymała szklankę w ręce.
Cass natomiast zdążył ledwie wstać z miejsca, kiedy wypadła na niego butelka. — Co wolisz? — dał wolną rękę Nicolettcie, tym miłym akcentem chcąc opuścić główny pokój.
Dziwnym trafem, zaraz potem butelka wskazała Cassa. Uśmiechnęła się flirciarsko. - Pytanie czy zadanie...? - powiedziała, przeciągając samogłoski, patrząc mu prowokacyjnie w oczy.
Yen oparła głowę o oparcie widząc jak butelka wiruje i wiruje. Letty szepcze do Cassa, a Jaim powoli zasypia. Aż i Yen w końcu oddała się w ramiona Morfeusza.
- Co wolę? Myślę, że do tego zadania góra się przyda... - uśmiechnęła się, wstając i chwytając jego wyciągnięte ramię. - Dzieciaki śpią, chyba damy im odpocząć co? - oczy jej błyszczały z rozbawieniem.