piątek, 2 czerwca 2017

Not every witch lives in Salem.


ASTAROTH WYTHER
Czarodziej bez magii; szczęściarz bez perspektyw since 13.03.1993r.


Jest jedną z tych szczególnych osób, które z reguły przypominasz sobie dopiero wtedy, gdy ktoś wspomni je z imienia i nazwiska lub wskaże palcem na zdjęciu. Nie jest wart zapamiętania, a już tym bardziej nawiązania jakiejś bliższej relacji, z której potrafiłby tylko czerpać korzyści, nie dając nic w zamian. Taki już jest i należy się z tym po prostu pogodzić. Nie wiadomo czy taki się właśnie urodził; czy też może ukształtowało go późniejsze życie, ale jedno jest pewne - nawet jeśli jeszcze go nie znasz... on już dawno Cię rozgryzł i zapewne znalazł sposób, by skutecznie zagrać Ci na nerwach już przy waszym pierwszym spotkaniu. Najlepiej, jeśli zwyczajnie go zignorujesz i miniesz bez słowa na chodniku, wtedy być może odpuści i tylko bezszelestnie zwinie Ci portfel w ramach zadośćuczynienia za tą potworną zniewagę. Oczywiście - zarzekając się tutaj na swój złodziejski honor - później odeśle zgubę wraz z dokumentami, byś nie musiał latać po urzędach, wyklinając na czym świat stoi. Po co od razu obarczać winą bogu ducha winną planetę, prawda?
Mimo wszystko bardzo łatwo jest go sobie wyobrazić. W razie alarmu lub pożaru w budynku, w którym miał wątpliwą przyjemność się akurat znaleźć, będzie pierwszą osobą, która pojawi się na miejscu zbiórki. Nie będzie zawracał sobie głowy staruszkami, kobietami z dziećmi czy czymś tak przyziemnym jak ranni - w pierwszej kolejności będzie starał się ratować swój własny tyłek, a dopiero później, przedzierając się przez spanikowany tłum na placu może... może (jak na dobrego samarytanina przystało) pomyśli o tym, by po drodze zdjąć z czyichś barków ciężar złotej biżuterii, by delikwentowi lżej było uciekać przed dymem. 
Tak naprawdę niewiele o nim wiadomo. Nawet sam Astaroth nie jest w stanie wyjaśnić jakim sposobem sześcioletni chłopiec znalazł się pod drzwiami sierocińca w tamtą deszczową noc przed niemal osiemnastu laty, ubrany wyłącznie w uroczą czarną piżamkę z satyny, z tajemniczym listem pod pachą, w którym ktoś wyjaśnia jedynie jak maleńka przybłęda się nazywa i prosi, by odpowiednio się nią zająć. Patrząc w te wielkie, niebieskie oczy nikt się wtedy raczej nie spodziewał, że wyrośnie z niego ktoś tak wyjątkowo tchórzliwy i mało odpowiedzialny. A jednak! Mając trzynaścioro sióstr i dziewiętnaścioro braci, człowiek szybko przyswaja sobie wszystkie życiowe lekcje, a jeśli jest się wystarczająco inteligentnym - wyciąga się z nich własne wnioski. Można też, tak jak on, mieć po prostu cholerne szczęście i po ukończeniu pełnoletności wygrać w kasynie kupę forsy. Dwa razy pod rząd. Tego samego wieczoru. 
Teraz rozumiecie z jakim typem człowieka macie do czynienia? 
Cóż, w tym właśnie problem...
Roth wcale nie jest człowiekiem. 
I najwyraźniej nie ma o tym bladego pojęcia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz